Dziś wielki dzień. To już dziś.
Ashley od samego rana chodziła poddenerwowana, a Drew i Grace starały się ją uspokoić.
- Spokojnie. - Drew podeszła do przyjaciółki. - Nie ma się czym denerwować. - położyła ręce na ramionach dziewczyny. - Ślub co prawda bierzesz po raz pierwszy, ale ten raz wystarczy. Masz męża przystojniaka i druhnę wariatkę, czego chcieć więcej. - zaśmiała się Drew.
- Wnucząt. - wtrąciła Grace. - Miło by było zostać babcią. - spojrzała znacząco na swoją córkę. - Ale to po kolei.
Ashley pokręciła głową.
- Zrobisz mi makijaż? - Russo spojrzała na przyjaciółkę.
- Wiadomo, siadaj. - nakazała. - Z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. - zaśmiała się.
- Eej... - wtrąciła Ashley ze śmiechem.
Po kilku godzinach makijaż i fryzura były już gotowe. Makijaż był delikatny. Włosy natomiast Drew pofalowała, splotła z tyłu, na górze głowy w warkocz i wplotła w niego ozdobne spinki w kwiaty. Całość wyglądała prześlicznie. Russo sama nie mogła się nadziwić, że wygląda tak ładnie.
Grace podeszła do córki i otarła swoje łzy.
- Kochanie... - przytuliła mocno córkę. - Wyglądasz pięknie. - powiedziała i ponownie spojrzała na Ashley. - Twój tata tak bardzo były by z ciebie dumny. - dodała z uśmiechem, który dziewczyna odwzajemniła po czym ponownie przytuliła się do rodzicielki.
- Dziękuję, mamo... - szepnęła.
- Ej, ej, ej, tylko mi tu makijażu nie rozmaż. - wtrąciła Drew i podeszła do dziewczyn. - Dziś żadnych łez, zrozumiano? - spojrzała przyjaciółce w oczy. - To jest wasz dzień. Twój i Colin'a. Nie wybaczę żadnych łez, no chyba, że radości... Jasne?
- Jak słońce. - uśmiechnęła się Russo i przytuliła przyjaciółkę. - Dziękuję. - szepnęła.
- Do usług. - odpowiedziała z uśmiechem. - A teraz wskakuj w sukienkę.
Ashley spojrzała na swoją suknię ślubną. Może nie była jakoś zbytnio wystrojona, ani droga, ale dla niej była odpowiednia. Suknie sięgała do samej podłogi. Miała długie, przezroczyste rękawy ozdobione łodygami z liśćmi, z roślin. Talię, tak samo jak i górę sukienki, delikatnie zdobiły kwiaty i długie, zdobne łodygi. Skromnie, ale uroczo.
Russo od rana nie widziała Colin'a. Znała zasadę, ale tak bardzo chciała go zobaczyć.
- Za chwilę się wszystko zacznie, wtedy zobaczysz swojego Romeo. - powiedziała Morley poprawiając przy tym suknię. Domyśliła się co chodziło jej przyjaciółce po głowie.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Jeśli to Colin, to przysięgam, że strzelę go tą szpilką. - wskazała na przedmiot w dłoni na co Ashley się zaśmiała.
Drew podeszła do drzwi.
- Harvey, jeśli to ty, to przysięgam, że nie ręczę za siebie! - zawołała Morley.
W odpowiedzi dało się słyszeć czyjś śmiech.
- Spokojnie to tylko ja, dziadek Eddie. - odezwał się ciepły głos zza drzwi na co Russo od razu się uśmiechnęła. Po chwili dziadek dziewczyny był już w środku.
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko widząc swoją piękną wnuczkę.
- Nieźle, co? - wtrąciła dumnie Drew.
- No nieźle, nieźle. - zaśmiał się dziadek. - Chodź tu do mnie. - Ashley podeszła do staruszka i mocno go przytuliła. - A obiecałem sobie, że nie będę płakać. - powiedział, gdy z powrotem spojrzał na wnuczkę. - Tata byłby z ciebie dumny... - dodał z uśmiechem.
***
W tym czasie Colin właśnie kończył zawiązywać krawat. Lucas natomiast latał po całym pokoju co już zaczynało denerwować Harvey'a. Brunet w końcu się odwrócił i zatrzymał przyjaciela.
- Stresujesz się bardziej niż ja. - zaśmiał się Colin. - Co jest?
- Stresuje się jak cholera. - odparł tamten.
- Aż tak? Dlaczego? - spytał chłopak.
- No bo kuźwa nigdzie nie mogę znaleźć waszych obrączek. - powiedział.
- Że co do cholery?!
Colin dołączył teraz do Lucas'a i w tej chwili razem zaczęli latać po pokoju i szukać obrączek. Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a po chwili do pokoju weszła Drew. Chłopcy niepewnie wymienili spojrzenia.
- No, no, no... - uśmiechnęła się. - Ale z was przystojniaki. - podeszła do nich. - Ashley jest już gotowa, niedługo będziemy zaczynać.
- Taak, świetnie, nie mogę się doczekać. - odezwał się Lucas z uśmiechem. - Ja to ja, ale ty Col, to już w ogóle, prawda? Cieszysz się chyba? - spojrzał zakłopotany na przyjaciela.
Obaj doskonale wiedzieli, że jeśli Drew dowie się co ukrywają, to już po nich.
- Jasne, że się cieszę, to chyba mój ślub, nie? - uśmiechnął się Harvey.
- Chłopaki. - wtrąciła Morley więc obaj na nią spojrzeli. - Co jest do cholery?
Obaj wymienili spojrzenia.
- Nic, a co ma być? - odparł Colin.
- Nie ściemniajcie, co jest grane? - Drew założyła ręce na piersi. - Coś ukrywacie?
- Nieee, Drew, złotko. - Lucas podszedł do swojej dziewczyny. - Co byśmy mieli ukrywać? Nie martw się, wszystko dobrze.
- Zdecydowanie coś ukrywacie. - Morley zmrużyła oczy.
- Hah... - Butler zaśmiał się nerwowo. - Skąd ten pomysł? To, że się tak zachowujemy to normalka, nie? Jesteśmy całkowicie normalni, spokojni, wszyyystko gra. Gra gitarrra. - Lucas wyszczerzył zęby.
- Gdzie obrączki? - spytała Drew nie zwracając uwagi na słowa swojego chłopaka.
- Obrączki? - spytał Lucas. - Aaaa, no tak obrączki. - pacnął się w czoło. - No jasne obrączki, przecież to wesele, to logiczne, że na wesele są potrzebne obrączki, żeby nasza kochana para młoda mogła je sobie założyć na paluszki podczas tej zajebistej ceremonii...
- Lucas. - wtrąciła Drew.
- Tak, kochanie? - spojrzał na nią brunet.
- Gdzie - są - obrączki? - dziewczyna powtórzyła powoli i dokładnie patrząc przy tym prosto w oczy Lucas'a.
Zapanowała chwilowa i dość zabawna cisza.
- Tutaj są. - odezwał się czyjś głos więc wszyscy spojrzeli w stronę, z której dochodził. - Są już gotowe, wyczyszczone. - powiedział mały Michael.
Dopiero teraz chłopaków olśniło, że malec miał podawać obrączki podczas ceremonii. Dodatkowo wziął je ze swoją mamą by je jeszcze oczyścić.
- Wszystko już gotowe. - uśmiechnęła się mama chłopca.
- To dobrze. - uśmiechnęła się ciepło Drew po czym spojrzała srogo na Lucas'a, który uśmiechnął się głupkowato. Pokiwała głową i poszła z powrotem do Ashley.
Gdy wyszła obaj chłopcy odetchnęli z ulgą.
- Już się bałem, że serio je zgubiliśmy. - wydyszał Lucas.
![](https://img.wattpad.com/cover/231153805-288-k399684.jpg)
CZYTASZ
Before You Go (PL)
Fiksi RemajaAshley Russo to zwyczajna nastolatka, która podobnie jak jej rówieśnicy, marzy o zaznaniu szczęścia i prawdziwej miłości. Nigdy nie potrafiła tego odnaleźć, mimo, że próbowała. Szukała miłości, którą tak naprawdę miała tuż przy sobie... Colin Harvey...