Wściekła jak nigdy zabrałam koc i udałam się na drugi koniec jaskini. Jak mogłam dać się tak znów omamić. Co ja sobie myślałam, że naprawdę uratował mnie bezinteresownie? Musiał to wszystko sprytnie ukartować. Uratować, zdobyć zaufanie i vuòila, byłabym zakładniczką w rękach M.A.D. Czy ja sadziłam, że mu na mnie zależy? Tak dbało o mnie i tylko po to żeby mnie oszukać. Kłamał, wiem że kłamał. Nie znam go pierwszy dzień. A ja? Wypłakałam mu się w ramie, opowiedziałam o sobie tyle rzeczy. Jestem głupia. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Pocałowałam go w policzek. Boże dlaczego? Czuje silną potrzebę wyczyszczenia ust drucianą szczotką.
Im więcej myśli kołatało się w mojej głowie, tym trudniej mi było zasnąć. Kurczowo trzymałam bransoletę, mając nadzieję, że Talon nie będzie próbował jej wykraść. Jeśli dostałaby się w ręce Sił Zła profesorek by mi tego nie darował.
Nie wiem kiedy ale udało mi się zapaść w płytki sen przeplatany koszmarami. Znów byłam na statku. Spadał cały otoczony płomieniami i czarnymi kłębami dymu. A w oddali słyszałam śmiejącego się z mojej naiwności Talona.
Nie wiem jak długo się męczyłam. Miałam wrażenie, że czas ciągnął się w nieskończoność. W końcu miałam tego dosyć. Podniosłam się chwiejnie. Czułam się jeszcze bardziej zmęczona niż po kłótni z Talonem. Oczy same mi się zamykały, było mi zimno i czułam, że lekko utykam na lewą nogę. Ale nie mogłam dłużej zwlekać, musiałam uciec jak najszybciej.
Zarzuciłam koc na plecy. Czułam głód i pragnienie ale nie miała odwagi podejść do plecaka, który stał obok NIEGO.
Chwyciłam mocno bransoletę i wycelowałam w ścianę lodu. Dwie wiązki lasera z hukiem rozsadziły zasyp wpuszczając do wnętrza światło i świeże powietrze.
Talon podniósł się nagle obudzony głośnym hukiem. Oddychał szybko, a każdy wydech zamieniał się w białą parę.
Od teraz miałam tylko kilka chwil na ucieczkę. Musiałam się spieszyć. Wybiegłam z jaskini.
- Penny! - krzyknął za mną Talon - Penny proszę zaczekaj!
Zignorowałam go ruszając dalej przed siebie, on jednak podleciał do mnie w swoich rakietobotkach i zagrodził mi drogę.
- Proszę daj mi to wyjaśnić. - błagał
- Jeśli chcesz mnie złapać, będziesz musiał ze mną walczyć - odsunęłam się i czekałam gotowa do walki - Nie oddam się w ręce Clawa z własnej woli
- Ale ja nie mam zamiaru cię skrzywdzić!
- Akurat, już raz mnie okłamałeś. Udawałeś troskę, żeby uśpić moją czujność a potem wziąć jako zakładniczkę. Czyż nie tak było?
- Nie! Absolutnie nie! W życiu nie udawałbym tego. Naprawdę, zależało mi na twoimi bezpieczeństwie.
- Ach tak? A niby dlaczego? Żeby mieć pewność, że będę cała, by potem szantażować Centrale? Taki był plan?
- Nie, to nie był żaden plan! - wyglądał jakby był bliski rozpaczy - Nie przyszedłem tu na rozkaz wuja.
- Chyba mi nie powiesz, że nagle sprzeciwiłeś się swojemu wujowi, żeby ratować swojego wroga?
Milczał dłuższą chwilę po czym lekko skinął głową
- Nie udawaj - moja irytacja sięgała zenitu - Za bardzo kochasz czynić zło, żeby zrobić coś takiego. Nie wystąpiłbyś przeciw niemu. Poprostu się przyznaj, żebym mogła wreszcie skopać ci tyłek.
- Nie miałem zamiaru cię porwać.
Opuściłam na chwilę garde. W jego oczach dostrzegłam coś jakby... łzy?
- W taki razie po co? Po co tu przyszedłeś ? Czemu mnie uratowałeś? - spytałam łagodniej
Wyglądał jakby z czymś wewnętrznie walczył po czym wziął głęboki wdech.
- Ponieważ ja cię...
Nagle gdzieś w oddali rozległy się strzały. Agenci M.A.D się zbliżali. Znowu dałam się w to wciągnąć. Zatrzymał mnie, aby inni agenci mogli tu dotrzeć. Jestem beznadziejną agentką.
- Musimy się stąd zmywać - powiedział spanikowany
Po chwili wydarzenia przyspieszyły. Talon podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i zaczął odlatywać z dala od agentów sił Zła.
- Co ty wyprawiasz? - próbowałam się wyrwać
- Ratuje nas - przytrzymał mnie mocniej - Nie przeszkadzaj mi teraz.
Talon zręcznie robił uniki przed kolejnymi pociskami. Mimo wszelkich starań, agenci cały czas siedzieli nam na ogonie. Lecieliśmy dłuższą chwilę, a ja kurczowo trzymałam się Talona mając nadzieję że mnie nie upuści. Nagle w oddali zaczęły wyłaniać się duże fioletowe kształty. Lądowisko. Wylądowaliśmy na samym środku placu. Statków było niewiele dwa mniejsze, tak na oko dwuosobowe oraz trzy większe. Talon postawił mnie delikatnie na ziemi.
Spokojem jednak cieszyliśmy się ledwie krótką chwilę. Agenci sił Zła szybko nas dogonili i celowali w nas pistoletami z gumą. Spojrzeliśmy z Talonem na siebie po czym chwycił mnie za nadgarstki i unieruchomił ręce wzdłuż ciała.
- Proszę bardzo, jest wasza - powiedział beztrosko i zniknął między statkami
Czy ja muszę coś więcej dodawać? Znowu uległam jego urokowi i znikomej wierze w to, że faktycznie mu na mnie zależy. Może ja się poprostu nie nadaje? Może czas przenieść się do innego wydziału w Centrali? Czy profesor von Slickstein chciałby mieć asystentkę?
Cofałam się powoli w stronę krawędzi lodu. Nie miałam jak uciec, moja kostka nadal doskwierała mi przy chodzeniu, a za mną znajdował się już tylko lodowaty ocean. I co teraz? Oczywiście nie zamierzałam poddać się bez walki. Nawet z niesprawną kostką nie zamierzałam się tak łatwo oddać w ręce M.A.D.
Byłam już przy samej krawędzi kiedy gdzieś z boku rozległ się głos Talona.
- No dobra Panowie, rzućcie te pukawki. Lepiej róbcie co mówię - powiedział uśmiechając się triumfalnie
Gdy spojrzałam w jego stronę nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Talon celował do nich z mojej rubinowej bransolety. Odruchowo spojrzałam na nadgarstek. Faktycznie jej tam nie było.
Agenci roześmiali się tylko i wycelowali w Talona pistolety. Ten w odpowiedzi strzelił im pod nogi laserem, który z wypalił sporą dziurę w lądowisku tuż przy ich butach. Agenci Clawa od razu stracili pewność siebie. Jeden z nich uciekł w popłochu wyrzucając w powietrze pistolet z gumą który zręcznie przechwycił Talon. Przykleił uciekiniera do podłoża po czym skierował wzrok z powrotem na oszołomionych agentów.
- Ja bym na waszym miejscu to odłożył. - wycelował w nich również pistolet
Ludzie Clawa popatrzyli po sobie, a następnie powoli odłożyli broń na ziemię.
- Kopnijcie w moją stronę i żadnych głupich ruchów.
Agenci kopnęli broń w stronę Talona po czym ten unieruchomił ich gumowymi pociskami. Podniósł z ziemi jeden z pistoletów i podszedł do mnie i wręczył mi go.
Wziełam broń lekko zaskoczona. Co tu sie wlasnie przed chwilą stało? Nagle Talon objął mnie ramieniem i zwrócił sie do agentow M.A.D.
- Macie nauczkę. Od uganiania sie za Penny jestem ja nie wy - powiedział po czym pocałował mnie w czubek mojej skołowanej głowy i zwrócił się do mnie - Wybierz jakiś statek Penn, a ja unieszkodliwię Panów. - wskazał pistoletem na agentów.
Podszedł do nich i sprawnymi ruchami ogłaszał wszystkich po kolei. Ja tym czasem krążyłam między statkami. Stanęłam i spojrzałam na ten, który był przede mną.
Pokryty fioletową farbą, metalowy pojazd śmierci - pomyślałam
Obeszałam go dookoła. Był niewielki i smukły w sam raz do ucieczki. Przypominał trochę małe UFO. Jednak gdzieś z tyłu głowy czułam niepokój. Po chwili pojawił się Talon.
- Czas się zawijać - powiedział podnosząc szklaną kopułę i wchodząc do wnętrza statku.
Miałam zamiar pójść w jego ślady... jednak nie mogłam. Miałam wrażenie, że nogi zlały się w jedno z podłożem uniemożliwiając poruszanie. Mój oddech przyspieszał, serce zaczęło mocniej bić. Zawładnął mną paniczny strach gdy przed oczami widziałam kłęby czarnego dymu.
- Penny? - głos Talona dobiegł z oddali - Wszystko dobrze?
- Ja tam nie wsiądę - powiedziałam drżącym głosem - Za żadne skarby.
Talon przewrócił oczami po czym wziął na ręce i mimo moich protestów posadził na jednym z foteli.
Moje serce biło jak szalone gdy wzbijaliśmy się w powietrze jednak z ulgą żegnałam tą krainę wiecznego śniegu.
Wracam do Metrocity. Wracam do domu.
CZYTASZ
Ms. Inspektor Claw
FanfictionMimo nieustannej walki dobra ze złem agenci M.A.D rosną w siłę i przyjmują jeden z posterunków centrali. Próbę odzyskania siedziby podejmuje starsza agentka Penny. Jednak czy i tym razem dobro zwycięży? I czy młody zastępca jednego z największych pr...
