19.

201 14 16
                                        

Diana pov's

Firma dostała kilka dni wolnego zupełnie niespodziewanie po tym, jak jedna z głównych marek wycofała się chwilowo z kampanii i cały harmonogram rozsypał się praktycznie w jeden wieczór. W biurze wywołało to więcej chaosu niż samej pracy, bo ludzie nie wiedzieli, czy mają się stresować, odpoczywać czy udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Ostatecznie Victor uznał, że przez kilka dni i tak nikt nie będzie pracował efektywnie, więc ogłosił przerwę, zanim ruszą nowe przygotowania.

Dla większości ludzi była to idealna wymówka do wyjazdów, imprez i wrzucania zdjęć z winem na Instagram.

Ja siedziałam na podłodze salonu w dresie, z kubkiem zimnej już kawy obok i laptopem otwartym bardziej dla poczucia bezpieczeństwa niż potrzeby.

Deszcz cicho uderzał o okna, mieszkanie było spokojne, a ja łapałam się na tym, że co jakiś czas odpływam myślami zupełnie nie tam, gdzie powinnam.

A raczej — do kogo.

I to było irytujące.

Bo nie myślałam o Victorze romantycznie. Nie siedziałam i nie analizowałam jego oczu czy głosu jak nastolatka z problemami emocjonalnymi. Bardziej... pojawiał mi się w głowie przypadkiem. W momentach, w których normalnie myśli po prostu płyną dalej.

Jakby mózg uznał jego obecność za coś naturalnego.

Wibracja w telefonie.

Szybko odebrałam nadchodzące połączenie

— Nie mów, że dalej żyjesz w trybie „nie przeszkadzać światu" — usłyszałam na dzień dobry, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

— Nie żyję w żadnym trybie — odpowiedziałam spokojnie, przewracając się na bok.

— Oczywiście, że żyjesz — prychnął. — Twój tryb to „świat niech się dostosuje".

Westchnęłam, patrząc w sufit.

— Co robisz?

— Teoretycznie nic — odpowiedział. — Praktycznie też nic, ale z większym zaangażowaniem.

Mimo siebie parsknęłam śmiechem.

— To bardzo w twoim stylu.

— Dziękuję, staram się — odparł z dumą, po czym dodał już trochę ciszej: — A twój szef? Nadal wygląda jak ktoś, kto planuje nawet sposób oddychania?

Zatrzymałam się na sekundę, obracając telefon w palcach.

— Normalnie — powiedziałam zbyt szybko.

— Oooo — przeciągnął natychmiast. — „normalnie". Czyli coś się dzieje.

— Nic się nie dzieje.

— Jasne — zaśmiał się. — A ja jestem mistrzem cierpliwości.

Nie odpowiedziałam od razu, co wystarczyło, żeby Finn tylko prychnął.

— Ty wiesz, że „nic się nie dzieje" to twoje ulubione kłamstwo, nie?

— Finn...

— Dobra, dobra — przerwał, ale w głosie nadal miał uśmiech. — Ale jakby co, romans z szefem to klasyk.

— Nie ma żadnego romansu — odpowiedziałam od razu, trochę za ostro.

— Jeszcze — poprawił bez zastanowienia.

Rozłączyłam się chwilę później, bo wiedziałam, że ta rozmowa nie ma zamiaru się zatrzymać.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz