22.

203 11 4
                                        

Diana pov's

Czwartek przyszedł zdecydowanie za szybko.

Przez ostatnie dwa dni próbowałam przekonać samą siebie, że wszystko wróciło do normy. Że Liv wyjechała. Że już jej nie ma. Że znowu mogę spokojnie wejść do własnej kuchni bez uczucia ścisku w żołądku.

Problem polegał na tym, że organizm chyba nie dostał tej informacji.

Bo mimo ciszy w mieszkaniu nadal byłam spięta.

Budziłam się za wcześnie.
Za dużo analizowałam.
I co gorsza — coraz częściej łapałam się na myśleniu o Victorze.

Nie w sposób, w jaki Finn próbował mi wmówić.

Bardziej... bezpieczny. Jak o miejscu, przy którym mój mózg na chwilę przestawał pracować przeciwko mnie.

To było równie niepokojące.

Stałam właśnie przed lustrem w łazience, próbując zdecydować czy wyglądam bardziej jak człowiek czy jak ofiara emocjonalnej katastrofy, kiedy telefon zawibrował na pralce obok.

Victor:
nie spóźnij się dzisiaj

Victor:
melisa już założyła zakład

Parsknęłam cicho pod nosem.

Ja:
na co dokładnie?

Victor:
że wejdziesz z kawą pięć minut po czasie i będziesz udawać że to część twojej osobowości

Mimowolnie się uśmiechnęłam.

Ja:
to brzmi bardzo profesjonalnie

Biuro pachniało kawą, papierem i lekkim chaosem typowym dla powrotu po kilku dniach przerwy. Wszędzie ktoś chodził.
Ktoś coś drukował.
Melisa już od wejścia mówiła za głośno.

Czyli normalnie.

— O mój Boże, żyjesz! — rzuciła dramatycznie, kiedy tylko mnie zobaczyła. — Już myślałam, że uciekłaś z kraju.

— Rozważałam — mruknęłam, odwieszając płaszcz.

Melisa zmrużyła oczy.

— Wyglądasz jak ktoś, kto ma historię.

— Nie mam.

— Kłamiesz jeszcze gorzej niż zwykle.

Prychnęłam pod nosem i wzięłam kubek z kawą, który ktoś zostawił przy ekspresie.

— To moje? — zapytałam podejrzliwie.

— Tak — odpowiedziała Melody, pojawiając się obok nas.

I właśnie wtedy go zobaczyłam.

Victor wyszedł z gabinetu rozmawiając przez telefon. Miał na sobie ciemną koszulę z podwiniętymi rękawami i wyglądał dokładnie tak, jak człowiek nie powinien wyglądać o dziewiątej rano.

Zdecydowanie zbyt dobrze.

Podniósł wzrok i zauważył mnie niemal od razu.

Nie uśmiechnął się.

Nie zrobił nic szczególnego.

Po prostu spojrzał.

Ale coś w moim żołądku momentalnie się ścisnęło.

Bo pamiętałam za dobrze ostatni wieczór.

To spojrzenie.
Tę ciszę.
I moment, w którym prawie mnie pocałował.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz