28

4 0 0
                                        

Diana pov's

Minął tydzień, ale w moim przypadku to słowo nie działało już tak jak powinno. Tydzień sugerowałby zamknięcie czegoś, przejście dalej, uporządkowanie. U mnie nic się nie uporządkowało. Raczej zmienił się sposób, w jaki wszystko wracało.

Siedziałam przy biurku w pracy, ekran przede mną był otwarty, jasny, uporczywy w swojej normalności. Dokumenty miały swoje miejsca, kolumny, liczby, wszystko dokładne i przewidywalne. I właśnie ta przewidywalność była teraz najtrudniejsza, bo mój umysł nie chciał się w nią wpasować.

Patrzyłam w ekran i miałam wrażenie, że widzę go przez szybę, nie wchodząc w to, co tam jest. Litery układały się w sens, ale nie w mojej głowie. Coś je przepuszczało dalej, jakby nie chciały zostać.

Ktoś przesunął krzesło w biurze obok. Ktoś się zaśmiał. Dźwięki były normalne, ale docierały do mnie jak z innego pomieszczenia. Jakbym stała trochę obok własnego dnia.

— Diana?

Głos Melissy wbił się w tę warstwę dopiero po chwili. Dopiero wtedy zrozumiałam, że mówi do mnie już od momentu.

Podniosłam wzrok powoli, jakbym musiała go „dogonić".

Melissa stała przy moim biurku z kubkiem kawy, oparta lekko biodrem o blat, z tą swoją miną, która zawsze oznaczała, że widzi więcej niż powie.

— Mówiłam o tym harmonogramie na jutro — powtórzyła spokojnie.

Kiwnęłam głową od razu, zanim jeszcze zdążyłam przetworzyć treść pytania. Ten odruch był szybszy niż myślenie.

— Tak, jasne, zrobię to — odpowiedziałam.

Słowa wyszły pewnie. Za pewnie.

Melissa nie odsunęła się od razu. Przez sekundę patrzyła na mnie tak, jakby próbowała sprawdzić, czy ja faktycznie tu jestem, czy tylko udaję.

— Na pewno? — zapytała ciszej.

Wymusiłam lekki uśmiech, który nie miał żadnej treści.

— Tak. Po prostu się zamyśliłam.

To też było prawdą. Tylko nie tą, którą chciałam się przyznać na głos.

Melissa w końcu wróciła do swojego miejsca, ale jej spojrzenie jeszcze przez chwilę czułam na sobie, jakby zostawiła tam mały znak zapytania.

Zostałam sama z ekranem.

I z tym dziwnym stanem, w którym wszystko wyglądało normalnie, ale nic nie działało normalnie w środku.

Próbowałam wrócić do tabeli. Przesunęłam kursorem po wierszach, kliknęłam coś, co wyglądało właściwie. Ale myśli robiły coś zupełnie innego.

Nie wracałam do tamtego wieczoru jak do filmu. Nie widziałam sceny krok po kroku. To było bardziej rozproszone, jak światło, które nie chce zgasnąć. Jego głos, spokojny do granic irytującej równowagi. Sposób, w jaki mówił „nie robię nic, kiedy nie jesteś świadoma". Nie jako wymówkę, tylko jako coś, co dla niego było oczywiste.

I najgorsze było to, że im bardziej byłam trzeźwa, tym mniej mogłam to zrzucić na alkohol.

To nie znikało. Zmieniało tylko kształt.

W pewnym momencie złapałam się na tym, że przestałam patrzeć na ekran. Po prostu siedziałam, z dłonią na myszce, i nie robiłam nic, bo w głowie próbowałam zrozumieć jedną rzecz.

Nie sam fakt tego, co się wydarzyło.

Tylko to, że on się nie cofnął wtedy, kiedy mógł.

I że nie wykorzystał tego, co w tamtej chwili było łatwe.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz