Diana pov's
Powrót do pracy po chorobie zawsze powinien być prosty.
W teorii.
W praktyce wyglądał jak coś, co udaje normalność, ale nie do końca pamięta, jak ta normalność działa. Biuro było takie samo jak kilka dni temu, kiedy wychodziłam z niego półprzytomna, zawinięta w własne zmęczenie. Te same światła, ten sam dźwięk klawiatur, ta sama kawa, która pachniała zbyt intensywnie jak na poranek, który nie pytał o moją gotowość.
A jednak coś było inne.
We mnie.
Poruszałam się wolniej, jakbym nadal miała w sobie ciężar snu, który nie został do końca wymazany. Każdy krok był trochę bardziej świadomy niż zwykle, jakbym sprawdzała, czy na pewno stoję stabilnie w rzeczywistości.
Ustawiłam laptop na biurku i przez chwilę tylko patrzyłam w ekran, zanim go otworzyłam.
Normalne rzeczy zawsze wydają się dziwnie bardziej wymagające po przerwie.
Kiedy ktoś przeszedł obok i rzucił krótkie „cześć", odpowiedziałam automatycznie, ale bez pełnej uwagi. Myślami byłam jeszcze gdzieś pomiędzy powrotem a tym dziwnym stanem, kiedy ciało już działa, ale głowa jeszcze nie nadąża.
I wtedy go zobaczyłam.
Victor wszedł do biura dokładnie tak, jak zawsze.
Bez zapowiedzi, bez zmiany rytmu otoczenia, jakby przestrzeń sama go wchłaniała i dopasowywała się do niego, a nie odwrotnie. Rozmowy w pobliżu nie ucichły, ale lekko zmieniły ton, jakby ludzie automatycznie stawali się bardziej „ułożeni", nawet jeśli nie robili tego świadomie.
Szedł korytarzem spokojnie, z dokumentami w jednej ręce, telefonem w drugiej. Nie wyglądał na spóźnionego ani na przyspieszonego — zawsze był gdzieś pomiędzy tymi dwoma stanami, jakby czas nie miał na niego wpływu, tylko harmonogram.
Zatrzymał się przy kimś, powiedział coś krótko, skinął głową i ruszył dalej.
A ja — zupełnie bez sensu — śledziłam go wzrokiem dłużej niż powinnam.
To nie było celowe.
To było bardziej jak odruch.
Jak sprawdzanie, czy coś się zmieniło od ostatniego razu, kiedy go widziałam. Nie zmieniło się nic.
A mimo to miałam wrażenie, że coś jest inaczej.
Dopiero po kilku minutach wróciłam do pracy.
Przynajmniej próbowałam.
Otworzyłam dokumenty, przeczytałam pierwszy akapit trzy razy i za każdym razem miałam wrażenie, że tekst nie wchodzi do głowy tak jak powinien. Nie dlatego, że był trudny.
Tylko dlatego, że coś we mnie nie było jeszcze „na miejscu".
W przerwie poszłam po kawę.
Automatycznie.
Jak większość ludzi tutaj. Stałam przy ekspresie, patrząc jak maszyna pracuje, kiedy obok ktoś rozmawiał o projekcie, ktoś inny śmiał się z czegoś półgłosem. I wtedy znowu — bez ostrzeżenia — zobaczyłam ją.
Kobieta.
Stała przy jednym z biurek niedaleko sali konferencyjnej, rozmawiając z kimś z działu. Nie wyglądała jak ktoś przypadkowy, ale też nie jak pracownik stały. Miała w sobie coś neutralnego, coś, co nie pasowało do żadnej konkretnej kategorii na pierwszy rzut oka. I właśnie to mnie irytowało.
Bo mój mózg natychmiast zaczął próbować ją dopasować.
Szybko jednak wiedziałam kto to. To była ta kobieta, którą widziałam z Victorem. Wypiłam łyk kawy i odwróciłam wzrok, ale to nic nie dało.
CZYTASZ
The missing piece [ W POPRAWKACH]
RomansDiana Davis od czterech lat żyje w Paryżu - mieście, które miało być jej nowym początkiem i ucieczką od przeszłości, która wciąż czasem daje o sobie znać. Na co dzień pracuje w prestiżowym biurze modowym, krok po kroku budując życie, o jakim kiedyś...
![The missing piece [ W POPRAWKACH]](https://img.wattpad.com/cover/264941666-64-k233591.jpg)