20.

194 15 3
                                        

Diana pov's

Stałam nieruchomo przy wejściu, wciąż trzymając płaszcz Victora w dłoni, i miałam irracjonalną nadzieję, że jeśli mrugnę kilka razy, wszystko zniknie.

Ale ona nadal tam była.

Realna.

Piękna.

Okrutna.

— Nie wpuścisz swojej siostry? — zapytała z rozbawieniem, prostując się powoli. — Trochę szacunku, Diana.

Poczułam, jak paznokcie wbijają mi się mocno w wnętrze dłoni. Tak mocno, że powinno boleć bardziej niż bolało.

Ale nic nie przebijało tego ciężaru w klatce piersiowej.

— Co ty tu robisz? — zapytałam w końcu zmuszając się do ruchu i od kluczyłam drzwi.

Mój głos zabrzmiał obco.

Za cicho.

Za słabo.

Liv uniosła brew i weszła głębiej do mieszkania bez pytania, jakby moje zdanie nigdy nie miało znaczenia.

— Naprawdę tak witasz rodzinę? — rzuciła, rozglądając się po salonie. — Myślałam, że Paryż zrobił z ciebie chociaż trochę lepszego człowieka.

Zacisnęłam szczękę.

Wiedziałam ten ton.

Idealnie spokojny.

Idealnie lekki.

Najgorszy.

Bo Liv nigdy nie musiała krzyczeć, żeby zrobić krzywdę.

Robiła to słowami wypowiadanymi z uśmiechem.

— Skąd masz adres? — zapytałam chłodno.

— Och, proszę cię. To nie FBI — odpowiedziała z rozbawieniem, rzucając torebkę na kanapę. — Naprawdę myślałaś, że tak łatwo znikniesz?

To uderzyło mocniej, niż powinno.

Bo właśnie to próbowałam zrobić.

Zniknąć.

Od niej.
Od domu.
Od tamtej wersji siebie.

Liv odwróciła się w moją stronę i przesunęła wzrokiem po całej mojej sylwetce. Powoli. Uważnie.

Poczułam, jak ramiona same się spinają.

Jak ciało reaguje szybciej niż rozsądek.

— Schudłaś — powiedziała po chwili. — Ale nadal wyglądasz, jakbyś ubierała się z zamkniętymi oczami.

Zamknęłam oczy na sekundę.

Nie wstydzisz się tak wychodzić do szkoły? Wiecznie chodzisz w jakiś workach i wcale nie dziwie się, że się z ciebie śmieją – powiedziała poprawiając swoją opaskę na włosach. – Chociaż czekaj... – obróciła się w moją stronę uraczając mnie pogardliwym spojrzeniem. – Może to lepiej, że chodzisz w tych szmatach przynajmniej nie widać tego jaka jesteś pod nimi.

Nie reaguj.

Nie reaguj.

Nie dawaj jej tego.

Ale organizm i tak pamiętał.

Każde spojrzenie.
Każdy komentarz.

Każdy raz, kiedy wracałam do pokoju i godzinami patrzyłam w lustro, próbując znaleźć w sobie coś, co nie będzie „nie takie".

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz