Diana pov's
Poniedziałek minął mi wolniej niż powinien.
Praca niby była taka sama jak zawsze, ale wszystko robiłam trochę automatycznie, jakbym częścią głowy nadal była gdzie indziej. Dopiero kiedy wróciłam do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi, poczułam, że napięcie dnia zaczyna ze mnie schodzić.
Moje myśli odbiegły od Victora i pierwszy raz od kilku dni skupiły się na czymś zupełnie innym.
Na sobie.
Mieszkanie było ciche.
Za ciche.
Zrzuciłam buty przy wejściu i przeciągnęłam dłonią po karku, próbując rozluźnić spięte mięśnie. Na zewnątrz powoli robiło się ciemno, a światło miasta wpadało przez okna miękkimi smugami, odbijając się od podłogi.
Westchnęłam cicho i bez większego planu podeszłam do stołu przy oknie.
Leżał tam szkicownik, kilka ołówków i porozrzucane kartki z poprzednich tygodni.
Od dawna tak robiłam. Kiedy głowa robiła się za głośna, zaczynałam rysować.
Nie dla pracy.
Nie dla projektów.
Po prostu dla siebie. Usiadłam na krześle, podciągając jedną nogę pod siebie, i otworzyłam szkicownik mniej więcej w połowie. Ołówek sam znalazł się w mojej dłoni, jakby ciało znało ten ruch lepiej ode mnie.
Pierwsze linie były przypadkowe.
Luźne.
Sylwetki bez twarzy.
Długie płaszcze, ciężkie rękawy, ciemne materiały i warstwy, które bardziej przypominały zbroje niż ubrania. Wstałam tylko raz, żeby nalać sobie kieliszek wina.
A potem drugi.
I wróciłam na swoje miejsce przy stole.
Muzyka leciała cicho gdzieś w tle, bardziej wypełniając mieszkanie niż naprawdę grając.
Patrzyłam na szkice i dopiero po chwili zauważyłam, że wszystkie wyglądają podobnie.
Zamknięte.
Ukryte.
Jakby każda postać próbowała schować się pod materiałem.
Prychnęłam cicho pod nosem.
To było trochę żałosne, jak bardzo człowiek zdradzał samego siebie w rzeczach, których nawet nie analizował.
Upiłam łyk wina i odchyliłam głowę do tyłu.
Sufit był biały.
Spokojny.
Nie popękany.
Nie brudny.
Nie przypominał tamtego domu.
A mimo to wspomnienia i tak wróciły. Jak zawsze bez zaproszenia.
Dom rodzinny nigdy nie był miejscem, do którego chciałam wracać.
Ludzie lubią mówić, że „dom" daje bezpieczeństwo.
Mój dawał głównie napięcie.
Wieczne chodzenie na palcach.
Ciszę przed kłótnią.
Albo kłótnię przed jeszcze większą kłótnią.
Ojciec potrafił jednym spojrzeniem sprawić, że całe pomieszczenie robiło się mniejsze.
CZYTASZ
The missing piece [ W POPRAWKACH]
Storie d'AmoreDiana Davis od czterech lat żyje w Paryżu - mieście, które miało być jej nowym początkiem i ucieczką od przeszłości, która wciąż czasem daje o sobie znać. Na co dzień pracuje w prestiżowym biurze modowym, krok po kroku budując życie, o jakim kiedyś...
![The missing piece [ W POPRAWKACH]](https://img.wattpad.com/cover/264941666-64-k233591.jpg)