6.

246 12 2
                                        

Diana pov's

— Mówiłem? Mówiłem. — Finn odchylił się na krześle z miną człowieka, który właśnie wygrał życiową dyskusję. Wskazał na mnie palcem, unosząc brew. — Teraz powinnaś mi podziękować.

Prychnęłam cicho, mieszając łyżeczką w kawie. Brunatna pianka powoli rozchodziła się po powierzchni napoju, a ja wpatrywałam się w nią chwilę dłużej, próbując jeszcze raz poukładać sobie w głowie wszystko, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru.

A było tego zdecydowanie za dużo.

— Finn — zaczęłam powoli, unosząc na niego spojrzenie. — Czy ty w ogóle słyszałeś tę część historii, w której najpierw praktycznie wyrzucił mnie ze swojego gabinetu?

— Słyszałem.

— I tę, w której patrzył na mnie, jakby zastanawiał się, czy mnie zwolnić, czy zakopać w lesie?

Kącik ust blondyna drgnął lekko.

— To też słyszałem.

— A mimo to nadal uważasz, że mam być ci wdzięczna?

Finn westchnął rozbawiony, po czym sięgnął po swoją kawę.

— Diana, on wrócił do ciebie. Sam. To chyba o czymś świadczy.

— Świadczy o tym, że potrzebował mojego artykułu — mruknęłam od razu. — I tyle.

Na chwilę zapadła cisza. Za oknem ludzie spokojnie przechodzili ulicami Paryża, ktoś śmiał się głośno po drugiej stronie kawiarni, a ekspres co chwilę wydawał z siebie charakterystyczne syczenie.

Normalny dzień.

Szkoda tylko, że moje życie normalne nie było nawet odrobinę.

— Może po prostu zmienił zdanie — odezwał się w końcu Finn spokojniejszym tonem. — Zdarza się.

Parsknęłam pod nosem.

— Victor Lerlaine nie wygląda na człowieka, który zmienia zdanie.

— A jednak to zrobił.

Zacisnęłam usta w cienką linię.

Nienawidziłam, kiedy miał rację.

— Nadal jest dupkiem — podsumowałam po chwili.

Finn zaśmiał się cicho, opierając łokieć o blat stolika.

— Tego nie neguję.

Mimowolnie się uśmiechnęłam.

I właśnie za to go uwielbiałam.

Nigdy nie próbował robić ze mnie idiotki ani wciskać mi na siłę pięknych wersji rzeczywistości. Po prostu słuchał. A później rzucał coś głupiego, przez co i tak zaczynałam się śmiać.

— Stresujesz się? — zapytał nagle.

Automatycznie westchnęłam.

— Nawet nie wiesz jak bardzo.

— Przecież to dopiero pierwszy dzień.

— Właśnie dlatego.

Oparłam policzek na dłoni, wpatrując się w kubek.

— Mam wrażenie, że tam wszyscy są... idealni. Wiesz, o co mi chodzi? Każdy wygląda jakby urodził się z filiżanką drogiej kawy w ręce i od dziecka projektował dla Vogue'a.

Finn uniósł brew.

— A ty wyglądasz jak ktoś, kto od dziecka planował podpalić Vogue'a.

Spojrzałam na niego oburzona.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz