Diana pov's
Ten dzień zaczął się tak samo jak wszystkie inne, a mimo to od rana miał w sobie coś niepokojąco rozchwianego. Nie potrafiłam powiedzieć, co dokładnie.
Może to była pogoda, może brak snu, a może to dziwne wrażenie, że wszystko dzieje się o pół kroku szybciej niż ja jestem w stanie za tym nadążyć. Wstałam później niż powinnam, przez co cały poranek był jedną długą próbą nadrabiania czasu, który i tak już przepadł.
W biurze weszłam w rytm pracy od razu, bez zastanowienia. Dokumenty, poprawki, wiadomości, ktoś coś mówił w tle, ktoś czegoś ode mnie chciał. Wszystko normalne, wszystko znajome, a jednak miałam wrażenie, że jestem trochę obok tego wszystkiego, jakbym nie do końca weszła w swój własny dzień.
Co jakiś czas zatrzymywałam się na sekundę za długo nad tym samym zdaniem w raporcie, czytałam je ponownie, chociaż wiedziałam, co tam jest napisane. To nie było gubienie się w treści. Raczej coś bardziej irytującego — jakby mój mózg co chwilę przerywał własny tok i wracał do niego z lekkim opóźnieniem.
Telefon leżał obok laptopa i nie dawał o sobie znać, ale i tak patrzyłam na niego częściej niż powinnam. Nie było w tym konkretnej myśli, żadnego „czekam na coś", raczej dziwny odruch, który pojawił się bez zaproszenia i nie chciał zniknąć.
Dopiero kiedy ktoś rzucił, że Victor jest już na miejscu coś we mnie minimalnie się przesunęło.
Nie dramatycznie.
Bardziej jak mikroreakcja, której nawet nie powinno być.
Nie od razu go zobaczyłam. Wszedł do biura spokojnie, bez tej całej obecności, którą niektórzy ludzie próbują narzucać samym wejściem do pomieszczenia. On po prostu był. Przechodził korytarzem, zatrzymał się przy kilku osobach, coś krótko powiedział, skinął głową i ruszył dalej.
A jednak mój wzrok wracał do niego częściej, niż chciałam to przyznać sama przed sobą.
Nie chodziło o to, że robił coś szczególnego.
Właśnie to było najdziwniejsze.
Kiedy później przeszłam do sali z Melisą, żeby dopracować ostatnie slajdy prezentacji, myślałam, że przynajmniej na chwilę wrócę do czegoś, co jest przewidywalne.
Projekt był standardowy — aktualizacja planów, nowe wizualizacje, korekty w harmonogramie. Mówiłam o tym bez większego napięcia, przesuwając kolejne slajdy, poprawiając czasem coś na ekranie, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby.
Melisa stała obok mnie i notowała coś w swoim laptopie, kiedy drzwi do sali otworzyły się cicho. Nie spojrzałam od razu.
Nie musiałam.
Wiedziałam.
Victor wszedł bez słowa i usiadł przy stole trochę z boku tak jakby nie chciał ingerować w rozmowę, ale jednocześnie nie zamierzał jej przegapić. Nie przywitał się głośno, nie przerwał, po prostu był obecny w sposób, który trudno było zignorować.
I nagle poczułam, że mówię trochę inaczej niż przed chwilą. Nie głośniej. Nie wolniej.
Po prostu bardziej świadomie.
Mówiłam dalej, ale kątem oka widziałam, że Victor patrzy nie tylko na ekran.
Patrzył też na mnie.
Nie nachalnie.
Bardziej tak, jakby słuchał czegoś więcej niż tylko słów.
– Czyli ryzyko jest rozłożone, a nie usunięte – odezwał się w końcu, kiedy zrobiłam krótką pauzę.
CZYTASZ
The missing piece [ W POPRAWKACH]
RomansDiana Davis od czterech lat żyje w Paryżu - mieście, które miało być jej nowym początkiem i ucieczką od przeszłości, która wciąż czasem daje o sobie znać. Na co dzień pracuje w prestiżowym biurze modowym, krok po kroku budując życie, o jakim kiedyś...
![The missing piece [ W POPRAWKACH]](https://img.wattpad.com/cover/264941666-64-k233591.jpg)