10.

215 12 9
                                        

Diana pov's

— Za cztery godziny jest pokaz, wyrobisz się?
Victor stał przy stoliku jakby to było zwykłe zdanie, rzucone między jedną sprawą a drugą. Jego głos był spokojny, równy, niemal obojętny — taki, który nie zostawia miejsca na pytania, tylko na wykonanie. Podniosłam wzrok wprost na niego, jeszcze trochę rozbita po podróży, zmęczeniu i całym tym dniu, który ciągnął się jak guma.

— Um, jasn... — zaczęłam, jeszcze zanim mózg zdążył to przetworzyć do końca.
Ale nie dokończyłam. Bo on już się odwracał.

— Super, w takim razie ja idę — powiedział, jakby ta rozmowa była już zakończona dawno temu, tylko ja tego nie zauważyłam. Zamarłam na sekundę.

„Co?" I zanim zdążył zrobić choćby krok dalej, coś we mnie się podniosło.

— Chyba mnie tu nie zostawisz samej? — zapytałam szybko, wstając z łóżka. Brzmiałam bardziej emocjonalnie, niż chciałam. Zbyt szybko. Zbyt... „ja". Victor zatrzymał się dopiero po chwili. Prychnął cicho pod nosem. I to wystarczyło, żeby mnie lekko zirytować. Odwrócił się powoli. Jego spojrzenie było spokojne. Zbyt spokojne. Jakby nie widział problemu, który właśnie dla mnie zaczął istnieć.

— Diano, przecież nie jesteś dzieckiem, żebym cię pilnował — mruknął i zrobił kilka kroków w moją stronę. Każdy jego krok był pewny. Stabilny. Jakby on nigdy nie musiał się zastanawiać, czy robi coś dobrze. A ja nagle poczułam się trochę... głupio. Ale tylko trochę. Bardzo mało. Na sekundę. Bo zaraz potem przyszło coś innego — irytacja.

Zatrzymał się blisko mnie.

— Miłego zwiedzania, Diano — dodał, a w jego głosie pojawiło się coś lekkiego, prawie rozbawionego.I wtedy nachylił się minimalnie. — Ale pamiętaj... nie oblej nikogo przypadkiem. - Puścił mi oczko. I wyszedł.

Drzwi zamknęły się cicho.

Zostałam sama. I przez chwilę naprawdę nic nie zrobiłam. Tylko stałam, patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą był.

I najgorsze było to, że nie wiedziałam, czy jestem bardziej wkurzona, czy... trochę zbita z tropu.

— Dupek — powiedziałam w końcu, ale nawet w tym słowie było mniej siły niż zwykle.

Przymknęłam oczy. „Dobra. Zwiedzanie. Super. Normalnie. Nie myśl o nim."

Miasto było zupełnym przeciwieństwem mojego nastroju. Spokojne. Ciepłe. Żywe w taki sposób, który nie wymagał wysiłku. A ja chodziłam między tym wszystkim, próbując udawać, że nic się nie stało. Ale co chwilę wracał mi jego głos i jego spojrzenie. Pokręciłem szybko głową yrzucjc te myśli z głowy. Zatrzymałam się przy sklepie z pamiątkami.

Magnesy.

Oczywiście.

Wzięłam jeden do ręki i przez chwilę tylko go obracałam. „Znowu coś kupujesz" — usłyszałam w głowie głos babci. I coś mnie ścisnęło w środku. Przełknęłam ślinę. Szybko zapłaciłam i wyszłam.

nie mogłam dać ponieść się wspomnienią

Nie dziś.

Po powrocie do hotelu od razu zabrałam się za przygotowania. Nie wiedziałam, co dokładnie to za pokaz, bo Victor nic nie mówił. I to było w nim najgorsze — nie brak planu, tylko brak informacji. Jakby zakładał, że ja po prostu „będę". Wyciągnęłam czerwoną sukienkę, którą zabrałam z szafy w domu i ruszyłam do łazienki pod prysznic.
Ciepła woda trochę uspokoiła ciało, ale nie głowę. Po wyjściu z łazienki zaczęłam się szykować.

Makijaz zrobiłam lekko ale za to nałożyłam czerwoną pomadkę kotę idealnie komponował ie z sukienka. Patrzyłam w lustro.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz