27.

3 0 0
                                        

Diana pov's

Stałam jeszcze przez sekundę w tej samej pozycji. Blisko.

Z jego spokojem tuż przede mną.

I nagle to, co jeszcze chwilę temu było impulsem, zaczęło się rozpadać powoli, jak coś, co traci napięcie i nagle przestaje mieć sens. Zrobiłam krok w tył.

Potem drugi.

Bardziej ostrożnie niż wcześniej szłam do niego, jakbym nagle odzyskała świadomość własnego ciała i tego, gdzie ono właściwie stoi. Victor nie ruszył się ani o milimetr. Tylko jego wzrok podążył za mną spokojnie, bez presji, ale bardzo dokładnie.

I to było dziwne.

Bo nie czułam, że mnie zatrzymuje. Czułam, że mnie widzi. Za bardzo.

Oparłam się lekko o ścianę za sobą, bardziej dla stabilności niż z wyboru, i wzięłam oddech. Za głęboki.

W głowie miałam chaos, ale inny niż chwilę wcześniej. Nie gorący.

Bardziej ciężki.

Jakby ktoś powoli odkręcał muzykę w tle i zostawiał tylko echo tego, co powiedziałam.

„Jesteś pijana."

„Nie robię nic, kiedy nie jesteś świadoma."

Te zdania wracały uparcie. I nagle zaczęły brzmieć inaczej.

— Ty zawsze tak robisz? — odezwałam się w końcu ciszej.

Victor uniósł lekko brew.

Nie odpowiedział od razu.

Czekał.

Jakby dawał mi przestrzeń, żebym sama dokończyła. Przełknęłam ślinę.

— Stoisz tak... — zrobiłam mały gest ręką między nami — jakbyś miał wszystko pod kontrolą.

Urwałam na moment i odwróciłam wzrok gdzieś obok niego.

— A potem ja... ja nie wiem, co właściwie się dzieje.

Victor patrzył na mnie cały czas. Nadal się nie ruszał. Ale jego spojrzenie było inne niż wcześniej.
Mniej „obserwacja". Bardziej „słuchanie".

— Co się dzieje teraz? — zapytał spokojnie.

To pytanie mnie zatrzymało. Bo nie było prowokacją. Nie było obroną.

Było proste.

Odetchnęłam i wsunęłam ręce do kieszeni bluzy, jakbym chciała je schować przed sobą samą.

— Nie wiem — powiedziałam w końcu.

I to było najbardziej szczere od dłuższego czasu.
Victor skinął minimalnie głową, jakby przyjął to dokładnie tak, jak brzmiało.

— W porządku — powiedział.

I to „w porządku" było dziwne. Nie rozwiązujące. Nie zamykające.

Po prostu obecne.

Zsunęłam się bardziej po ścianie, aż usiadłam na jej krawędzi, opierając łokcie o kolana. Czułam zmęczenie. Ale nie fizyczne. Bardziej w środku.

— Ja... — zaczęłam, patrząc na podłogę. — Ja myślałam, że ty po prostu... nie chcesz.

Victor nie przerwał.

— A ty stoisz i mówisz wszystko jakby to było takie proste — dodałam ciszej. — I ja nie wiem, czy to jest odrzucenie, czy coś innego.

Milczał chwilę dłużej.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz