9.

214 11 3
                                        

Diana pov's

Obudziłam się za wcześnie. Za wcześnie jak na człowieka, który wczoraj zdecydowanie nie powinien był brać udziału w żadnych wydarzeniach społecznych. Przez chwilę leżałam w ciszy, patrząc w sufit i próbując złożyć w całość urywki wspomnień.

Telefon. Victor. Klub.

I ja... geniusz dnia, który uznał, że to dobry moment, żeby „być zabawną". Zakryłam twarz poduszką.

– Super... po prostu super – jęknęłam zażenowana wspomnieniami.

Po chwili sięgnęłam po telefon. Ekran rozświetlił pokój. Brak wiadomości. Brak katastrofy. Brak „Diano, masz problem". Czyli jeszcze żyłam.

Usiadłam powoli i przetarłam twarz dłonią.

– Nigdy więcej alkoholu... – mruknęłam do siebie.

***

Dzień w pracy był dziwnie normalny.

Za normalny.

Melisa pracowała przy dokumentach, Destiny coś notowała, Walery przeglądała projekty. Wszystko wyglądało jak zawsze. Jakby wczoraj w ogóle się nie wydarzyło. Ale ja i tak co chwilę wracałam myślami do jednej osoby.

Victor.

Jego głos.

Jego spokój.

To, że wiedział, gdzie jestem, zanim ja sama zdążyłam to ogarnąć. Zbyt pewny siebie. Zbyt spokojny. Zbyt... obecny w mojej głowie. Co było dziwne, bo naprawdę go nie lubiłam. A jednak wczoraj zachował się zupełnie inaczej niż zwykle. Za dobrze jak na niego.

I właśnie to nie dawało mi spokoju.

Pamiętałam klub, głośną muzykę i tego chłopaka, który od początku ewidentnie był mną zainteresowany. Gdybym była trzeźwa, pewnie nawet nie zwróciłabym na niego większej uwagi, ale wtedy podobało mi się to, że ktoś patrzył właśnie na mnie. Że ktoś mnie zauważył.

Byłam pijana, rozkojarzona i chyba po prostu chciałam się dobrze bawić. Dopóki nie zaczął przesadzać.

A potem pojawił się on. Spokojny jak zawsze, irytująco opanowany. Odsunął go ode mnie bez żadnej sceny, jakby wszystko było pod kontrolą. I szczerze? Byłam zbyt skołowana, żeby protestować, kiedy zabrał mnie z imprezy.

odprowadził do domu i pilnował żebym poszła spać to było najdziwniejsze. Bo my się nie lubiliśmy. Victor zazwyczaj działał mi na nerwy samą swoją obecnością, a jednak wczoraj był... troskliwy. Jakby naprawdę się martwił.

A ja do teraz nie wiedziałam, co o tym myśleć.

– Skup się, Diana – szepnęłam do siebie i przycisnęłam długopis mocniej do kartki. Nagle mój telefon rozbłysł po chwili zaczął wbibrowac wyświetlając numer który do mnie dzwonił. Zmarszczyłam brwi niepewnie czytając za komórkę.

Victor

Miałam ochotę przywalić głową w biurko. Nie chciało mi się słuchać jaka to ja jestem że jestem nie odpowiedzialna i czemu do niego wydzwaniałam chociaż różnisz powinnam my powiedzieć, że dzięki niemu nie skończyłam w jakimś burdelu na drugim końcu miasta. Niepewnie odebrałam telefon obawiając się najgorszego.

– Tak? - zapytałam przymykając powieki czekając na słowa które doradzą mnie do totalnej żenady samą sobą

– Witaj, Diano. Mam sprawę. - Jego głos był spokojny. Oparłam się o krzesło.

– Słucham.

– Za tydzień lecę do Mediolanu – powiedział a ja zdezorientowana nawet nie zaczynałam wspominki o wieczorze.

The missing piece [ W POPRAWKACH] Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz