Czas powolnie mijał obu chłopakom, ale również spieszył ich na szybkie przygotowanie się do imprezy Punz'a. Był już piątek wieczór i zostało tylko pół godziny na dojazd i przygotowanie się, a narazie obaj chłopcy siedzieli na ziemi przed wielką szafą Armstronga.
-Ta?- pytał już któryś raz brunet licząc, że Karl zgodzi się na daną rzecz.
Karl jedynie pomachał przecząco głową, a Nick położył się na stercie ubrań prostując kończyny. -Nie wybrzydzaj... Jak ci nie pasuje to sam se wyszukaj.- powiedział i wstał zabierając ze sobą wodę, która leżała obok nich.
-Nie wybrzydzam, masz zbyt eleganckie ubrania.- wyburczał wyższy brunet, a Nick prawie wypluł wodę, którą popijał.
-Eleganckie? Idziemy do domu najbardziej bananowego dzieciaka w całym mieście, chłop pewnie ubrany będzie w garnitur, zawsze ubierał garnitury na imprezy.- powiedział odstawiając wodę na biurko i zasiadł na krześle obok niego.
Jacobs odwrócił powolnie głowę w stronę Armstronga i chwycił się za czoło myśląc, że Luke musi nieźle być trzepnięty w łeb żeby ubierać garnitur na imprezy dla znajomych. -Jestem zagubiony jak Dori kurwa, garnitur na imprezę? Przecież równie dobrze ktoś może go zarzygać tam.- odparł kręcąc głową z absurdu.
-Nawet jak ktoś narzyga na jego garnitur to kupi sobie nowy, zawsze tak było, taki typ już z niego jest.- westchnął.
Karl'owi przez ten czas przeszła myśl, by spytać Armstronga o jego relacje z blondynem. -W ogóle, nigdy nie wspominałeś, że kolegowałeś się z kimś takim...- zaczął.
-Nie ma o czym wspominać w zasadzie, kolegowałem się z nim w pierwszej klasie i chodziliśmy razem na imprezy. Skończyłem z nim kontakt, kiedy to na jednej imprezie Luke prawie umarł od przedawkowania.- westchnął i zatrzymał się w miejscu. -Po tej akcji zacząłem się zastanawiać nad swoim trybem życia, bo wiadomo pod wpływem towarzystwa coraz więcej próbowałem i coraz więcej brałem, nie powiem że się nie przestraszyłem że ze mną będzie to samo.- dodał.
-Rozumiem.- odparł krótko Karl, biorąc się dalej za sortowanie ubrań.
-Gdyby nie Punz prawie umierający mi na rękach, pewnie dalej bym odbijał się każdego weekendu po kilkunastu domach licząc na darmowe ćpanie, w sumie mogę mu być wdzięczny nawet trochę mimo tego że rozpuszczał plotki na mój temat.- powiedział składając ręce niczym do modlitwy.
Jacobs'owi do głowy natychmiastowo przyszła jedna z plotek, która mówiła że Nick jest ćpunem, teraz wiedział że poniekąd to prawda.
-Słyszałeś kiedyś jakąś plotkę o sobie, która była prawdą?- spytał wertując kolejne koszule i nie tylko.
Nick przez moment się zastanawiał. -Było ich wiele, więc pewnie znalazła się taka, która była prawdą, nigdy nie byłem święty i robiłem dużo rzeczy za które jest mi teraz wstyd, jednak niektóre były tak absurdalne że nawet się z nich śmiałem.- odparł szczerze, a gdzieś na ustach Karl'a pojawił się mały uśmiech, ponieważ Nick znów otworzył się na bruneta. Kolejny raz.
-Wezmę to.- powiedział Karl pokazując brunetowi jakieś polo ze znaną marką, a Nick jedynie posłał uśmiech i wysłał rękami chłopaka do drzwi, by ten poszedł się przebrać.
Kiedy Karl wyszedł z pokoju Nicholas od razu rzucił się do ubrań leżących na ziemi i wybrał zwyczajne czarne spodnie z dziurami na kolanach i jakąś bluzę z chińskimi znakami, których chłopak zdecydowanie nie rozumiał. Licząc że się uwinie, Nick przebierał się na szybkości w pokoju i akurat na styk, gdy zakładał bluzę Jacobs pojawił się ponownie w pokoju.
-Idziesz w bluzie, kiedy gospodarz będzie w garniturze?- spytał obczajając chłopaka od głowy do stóp.
-Lepiej żeby było mi wygodnie, nie idę na rewię mody jak on...- powiedział i wypychał z pomieszczenia Karl'a, który jeszcze chwile temu stał na progu drzwi.
Bruneci szli ramie w ramię, w totalnej ciszy, nawet kucharki tym razem były cicho, gdzie nigdy nie miało to miejsca. W ciszy przeszli cały dom, aż do wyjścia. -Nie jest ci zimno?- spytał Nick przerywając ciszę.
-Liczyłem że na dworze będzie cieplej, ale jest w porządku.- powiedział opuszczając rękawy swojego swetra, który nałożył na polo od Armstronga.
Nick mimowolnie podszedł bliżej chłopaka i objął go ramieniem i porwał go idąc dalej brudnym chodnikiem, w którym brakowało płytek.
-Idziemy pieszo, czy...- spytał Karl nie kończąc swej wypowiedzi, jedynie Nick na te słowa się uśmiechnął i puścił ramię chłopaka chowając ręce do kieszeni.
-Na nogach do jego domu to chwila moment, może nawet biegnąc jak chcesz.- powiedział szybko wyprzedzając chłopaka biegiem, a ten stanął w miejscu niczym słup soli. -Albo biegniesz za mną albo tu zostajesz!- wykrzyczał na całą ulice Nicholas i pobiegł dalej, a Karl zaraz za nim.
Bruneci biegli przez pustą drogę, oświetloną przez jedną latarnie na kilkanaście metrów, które w większości jedynie migały, a nie świeciły. Te same lampy zaprowadziły chłopców pod duże domostwo Punz'a.
Karl stojąc na wycieraczce miał w głowie wiele pytań, czy nie powinni przynieść czegoś ze sobą, czy dobrze wygląda i czy rok temu jeszcze by pomysł że będzie przyjaźnił się z synem najpotężniejszej rodziny w mieście, a w dodatku chodził z nim na imprezy? Pewnie nie.
Nick zapukał w drzwi, zza których dudniła muzyka typowo House'owa - ulubiony typ Luke'a. Po chwili otworzy drzwi sam Punz i Clay obok niego.
Wyższy blondyn miał na sobie zieloną czapkę z cekinami, a w buzi znajdował się gwizdek, który natychmiastowo wyciągnął, gdy tylko ujrzał chłopców.
-Robisz za policjanta drogowego na imprezie, czy jak?- spytał prześmiewczo Karl, a Nick lekko się zaśmiał na te słowa.
-Za twojego starego...- westchnął szeroko się uśmiechając. W głowie Nicholas'a pojawiła się czerwona lampka, że Clay jest taki sam jak Punz, żarty o starych zawsze go śmieszyły. -Chodźmy się upić.- powiedział targając wyższego bruneta wgłąb domu.
Natomiast niższy brunet pozostał sam z Luke'iem. Nick spojrzał głęboko w oczy blondynka, by rozgryźć czy ten żywi do niego jakiś uraz, jednak nic nie wiedział przez kolorowe świtała bijące zza chłopaka. -Tak jak Clay mówi, chodźmy się upić.- rzekł i chwycił za ramie bruneta, wciskając go między tłum obcych ludzi w domu, których już nawet nie znał z widzenia, co było dziwne.
Punz zawsze kochał się chwalić tym co ma przed osobami, które go kojarzą, jednak Nick wcale nie myślał że ten zna chociaż pięćdziesiąt procent stąd.
-Więcej ludzi nie było?- spytał przekrzykując się to z muzyką, to z ludźmi gadającymi do siebie i wykrzykującymi słowa piosenki. Luke spojrzał się przyjaźnie na chłopaka i westchnął. -Chyba nie, nie znam połowy, bo większość nie jest ani z naszej szkoły, ani z Bellefonte.- rzekł i chwycił bruneta za dłoń ciągnąc go między setkami ludzi.
CZYTASZ
Last article || KarlNap
LosoweTo był tylko kolejny dzień w życiu Nicholas'a Armstrong'a, kiedy został zmuszony do spędzenia dnia z synem swojej gosposi. O istnieniu Karl'a Jacobs'a natomiast nie wiedziało wiele osób, ale zaraz po tym gdy przyszło spędzić mu kilka dni z Nicholas'...
