Brunet napił się różowego wina już nawet nie zwracając uwagi na jego ohydny smak po czym wpakował trzy tabletki na język nawet nie patrząc co to było i popił tym samym alkoholem. Armstrong miał to już totalnie gdzieś, te całe porady co najpierw się bierze by nie zezgonować, bądź się nie zrzygać przy pierwszym razie, był tak mocno pochłonięty wzięciem czegoś że nie panował nad swoimi własnymi rękoma, które wyciągnęły pierwsze lepsze tabletki.
Nick dzielnie czekał aż poczuje, że coś działa jednak jedyne co poczuł to narastająca gula w jego gardle, która okazała się czkawką przez szybkie łyki alkoholu. W taki sposób panicz siedział na podłodze w toalecie, czkając co jakiś czas i czekając na wejście swego rodzaju „fazy".
Brunet dzielnie czekał kilka minut, jednak po chwili jego cierpliwość się skończyła i wstał z podłogi już na chwiejących się nogach, pozbierał woreczki z tabletkami i włożył je kieszeni, a wino zostawił na podłodze po czym wyszedł z toalety i ruszył na dół w poszukiwaniu chłopaka, od którego jeszcze niedawno wyciągnął wcześniej wspomniane woreczki.
Chłopak stając na ostatnim schodku zauważył charakterystyczną jeansową kurtkę po czym szybko przebił się przez tłum ludzi bawiący się do głośnej muzyki. Będąc przy chłopaku szarpnął go do siebie jednocześnie odwracając go, by patrzeć mu prosto w oczy.
-Masz strzykawki na kompot?- spytał, a chłopak w kurtce spojrzał się na niego z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Nie wyglądasz na takiego, który daje w żyłę, ciekawy przypadek...- dopowiedział złośliwie, jednak Nick jedynie wywrócił oczami i spojrzał się z politowaniem na mężczyznę. -Jedynie na kompot mam here, nie mam strzykawek ani nic, ale w toalecie tam za rogiem- powiedział wskazując toaletę nieopodal kuchni. -jest taka dziewczyna z takim gościem w długich włosach, widziałem jak sobie nawzajem zawiązują paskiem ręce wiec oni pewnie mają.- powiedział i odwrócił się z powrotem do jakiś dzieci, których naciągał by coś wzięli.
Nicholas słuchając tego wieczoru jedynie swojego małpiego rozumu pobiegł do toalety, którą wskazał chłopak i wszedł do środka nawet nie pukając, nasycenie licząc się z tym że rownie dobrze ktoś tam może uprawiać orgie.
Jednak w środku nie było żadnej orgii, a jedynie dziewczyna siedząca na umywalce z ręką uciśnioną przez pasek i chłopaka podgrzewający wodę na łyżce. Nick w tamtym momencie wiedział, że dobrze trafi.
-Cześć, robicie kompot?- spytał zamykając drzwi i opierając się o nie jak gdyby nic.
Dziewczyna spojrzała na bruneta z błyskiem w oku i zeskoczyła z umywalki i podeszła na bezpieczną odległość. -Sami swoi co?- spytała przekładając nogę na nogę.
-Nie słuchaj jej, jest po czterech eksperymentach stymulantów.- odezwał się chłopak, jednak dalej skupiał się jedynie na małym ogniu z zapalniczki i łyżce. -Robimy coś w stylu kompotu, ale z jakimiś dwoma jeszcze innymi rzeczami.- po tym zdaniu dopiero się odwrócił i spojrzał na bruneta.
Nick dobrze wiedział co robił, jednak dalej jakaś część niego krzyczała wewnątrz, by już nic nie brał.
-Szczerze, jesteśmy tu obaj od dwóch godzin, a ja już wstawiona jestem, że po tym chyba zezgonuje.- wyznała dziewczyna wskazując na bulgoczącą ciecz w rękach chłopaka.
-Ja chętnie przetestuje.- powiedział brunet i przybliżył się do chłopaka. -Jej już chyba wystarczy z tego co mówi...- dodał, a chłopak spojrzał na dziewczynę, która rzeczywiście nie była już pierwszej świeżości.
-Eugene, dawaj pasek, nowy kolega spróbuje.- powiedział, a dziewczyna posłusznie oddała pasek i zacisnęła go na ręce Armstronga. Nick był gotów na to jak nigdy wcześniej. Po chwili kolega dziewczyny o imieniu „Eugene" wziął strzykawkę, którą napełnił dziwnym płynem. -Żeby nie było, zrób to sam.- Nick na te słowa sie zaśmiał - było to najbardziej typowe zdanie ze strony ćpuna, w razie czego w taki sposób nie będzie miał nikogo na sumieniu jak zejdzie.
Nicholas chętnie wziął strzykawkę i najpierw wmasowując palce w zgięcia ręki wyczuł żyłę po czym wstrzyknął sobie używkę. Nowo poznani koledzy patrzyli na chłopaka ze zdziwieniem, jednak Nick zdjął pasek z ręki, oddał strzykawkę i wyszedł z toalety, wracając się na piętro.
Karl Jacobs i Nicholas Armstrong byli teraz w dwóch zupełnie różnych światach, mimo że oboje znajdowali się w tym samym domu. Nick mógł siedzieć na schodach za posiadłością i z błogim, niewzruszonym pomyślunkiem spojrzeniem wpatrywać się w niebo, a Karl mógł siedzieć teraz obok bardzo pijanego i nachalnego obcego typa, śmiejąc się jednak z jego dennych żartów, ale oboje gdzieś na dnie swojej podświadomości zaczęli za sobą tęsknić. I to wcale nie tak jakby nie widzieli się przez kilka godzin, dzień czy dwa, zaczęli nagle o sobie myśleć, jakby nie widzieli się na żywo dwa lata.
I Karl naprawdę się nie spodziewał, że tak krótka nieobecność kogoś takiego jak Nicholas potrafiła sprawić, że sam zaczął stawać się nieobecny i oderwany od rzeczywistości, a kiedy drugi stał obok, w gruncie rzeczy wcale nie było lepiej.
Jacobs obserwował, jak kolejna lufka w jego dłoni zaczyna robić się czarna od płomienia zapalniczki czując coraz więcej gorzkości rozchodzącej się po jego gardle. Clay'a już dawno przy nim nie było. Nie wiedział co robił, gdzie i z kim, chociaż mógłby się łatwo domyślić. Jedynym, czym się teraz przejmował był fakt, że uświadomił sobie, że był teraz dzieciakiem, przed którym ostrzegała go kiedyś matka. Drugą rzeczą, która robiła huragan w jego głowie i żołądku był sam Nicholas Armstrong.
-Wiesz może, gdzie mógłby być Nicholas Armstrong? -spytał cicho, patrząc wymownie na brązowowłosego chłopaka trzymającego rękę na jego udzie. Gdyby Karl nie był pod wpływem zielonego, bardziej by się tym przejął. Teraz nie miał jednak ochoty na żadne zbędne ruchy, był rozluźniony i względnie spokojny, a niechciany dotyk nawet nie bardzo do niego dochodził.
-W ćpalni? -odparł chłopak rozbawionym tonem głosu, z charakterystyczną alkoholową chrypką. Podał Jacobs'owi trzymaną przez siebie szklankę z czystą wódką, która i tak była rozlana wokoło nich, a Karl ją przyjął, upijając łyka. Kiedy usta Jacobs'a zetknęły się ze szkłem, nieznajomy podrapał się po głowie, głośno czkając -Nie ważne, cały ten dom jest ćpalnią.
Karl westchnął, opierając się na siedzeniu kanapy. Obracał szklankę w dłoniach, patrząc jak przezroczysty płyn obija się o jej ścianki. Będąc szczerym, odrobinę kręciło mu się w głowie, a na dodatek z jakiegoś powodu czuł się, jakby pił pierwszy raz w życiu, bądź był na jakiś długowiecznym odwyku. Karl nie zareagował, kiedy nieznajomy zabrał rękę z jego uda, wpatrując się w niego nietrzeźwym, choć starającym się wyostrzyć spojrzeniem.
CZYTASZ
Last article || KarlNap
CasualeTo był tylko kolejny dzień w życiu Nicholas'a Armstrong'a, kiedy został zmuszony do spędzenia dnia z synem swojej gosposi. O istnieniu Karl'a Jacobs'a natomiast nie wiedziało wiele osób, ale zaraz po tym gdy przyszło spędzić mu kilka dni z Nicholas'...
