Nicholas miał przymrużone oczy, mętlik w głowie i mimo że był stosunkowo spokojny, miał ochotę zacząć krzyczeć, albo robić coś innego, co pozwoliłby mu wydalić negatywną energię. Było mu ciepło i przyjemnie, kiedy dłoń Karl'a bawiła się jego włosami, a sam chłopak omiatał go naprzemiennie smutnym i ciepłym spojrzeniem.
Miał mroczki przed oczami i nawet zdobył się na uśmiech, kiedy Jacobs cicho westchnął, sięgając do kieszeni jego spodni po papierosy. Chyba miał już wszystkiego serdecznie dosyć, bo Nick nie widział nigdy, by ten palił zwykłe papierosy z własnej woli. Kiedy ręka chłopaka znalazł się w kieszeni młodego Armstrong'a, ten poczuł mrowienie w brzuchu, a jego wargi automatycznie spierzchły, więc oblizał je natychmiastowo.
Karl wyciągnął sobie jednego papierosa, nawet nie racząc mu niczego zaproponować. Biała zapalniczka została odrzucone na zimne schodki, a Nick jedynie się poprawił, jeszcze bardziej wtulając się w uda wyższego. Ręka niższego wylądowała na nogach chłopaka, kręcąc kółka w okolicy przy jego kolanie. Karl nie zwracał na nic uwagi, jedynie cicho chrząkał co jakiś czas, wpuszczając nikotynę do swoich płuc.
Dopiero kiedy chłopak zgasił używkę o poręcz, Nicholas delikatnie się podniósł, chwytając drugiego za rękę. Karl też wstał, nie mając za bardzo innego wyjścia. Chwilę patrzył na ich złączone dalej dłonie, a dopiero kiedy Nick rozpoczął nieco chwiejny krok, jakby jego nogi były z waty cukrowej, spojrzał nieporadnie na zapalniczkę, jaka dalej leżała na schodach.
Szli w stronę posiadłości Armstrongów, a przez głowę Karl'a przewijało się wspomnienie, jak jeszcze niedawno tędy biegli. Teraz jednak szli spokojnym krokiem, trzymając się na ręce, a światła latarni rzucały na nich słaby blask. Dalej słyszeli odgłosy imprezy i krzyki zaćpanych nastolatków, a Karl dałby sobie rękę uciąć, że wśród nich darł się też Clay.
Weszli przez tylnie drzwi, jak gdyby nigdy nic. Ochroniarz jedynie na nich spojrzał, nie mówiąc ani słowa. Przedzierali się przez ozdobne korytarze, a dopiero gdy weszli do pokoju Nick'a, oboje odetchnęli. Karl niemal machinalnie położył się na łóżku i wtulił twarz w miękką poduszkę pachnącą Nicholas'em, a on tylko stał i na niego patrzył, nie wiedząc co powinien ze sobą zrobić. Zdecydowanie był w takim stanie, w którym nie umiał ułożyć żadnej trzeźwej myśli w głowie, ale jeszcze nie był na tyle sponiewierany, by zrobić coś na co normalnie nie miałby odwagi. Mówiąc krótko, było mu za mało i za dużo jednocześnie.
-Czemu się tak na mnie patrzysz? -mruknął cicho Karl, czując uważne spojrzenie na swoich plecach i karku. Spojrzał ukradkiem na Nicholas'a, który jedynie wzruszył ramionami i nie spuszczając z niego wzroku podszedł do szafki w rogu pokoju, wyciągając z niej wino, którego nazwę Karl widział pierwszy raz na oczy. Jedyne co o nim wiedział to to, że było czerwone i pewnie cholernie drogie.
Karl obserwował z delikatnym uśmiechem, jak niższy wbija otwieracz w korek i nie kwapiąc się o jakiekolwiek szklanki podchodzi do łóżka i podaje mu butelkę. Karl głucho się zaśmiał, ale podniósł się do siadu i przyjął butelkę, upijając łyka. Nie poczuł nic konkretnego, wino jak wino.
Nicholas usiadł na podłodze, opierając się o łóżko, a kiedy Jacobs podał mu butelkę, oblizał usta. Były naprawdę suche i miał wrażenie, że z każdą minutą jest z nimi coraz gorzej. Upił kolejny łyk, a butelka prześlizgiwała się z rąk do rąk. To nie było dużo, ale wystarczająco, żeby oboje się dobili i doprowadzili do lekko nieświadomego już stanu. To był ten moment, kiedy dźwięki zaczynały dochodzić do ciebie po chwili, widoczność lekko się rozmazywała, a o rozsądku mogłeś zapomnieć.
Na dnie butelki zostało tylko trochę wina, a Nick pozwolił by Karl je w siebie wlał, w nagrodę za głaskanie go po włosach i szyi. Może nie było to nachalne i zamierzone, ale Nick prawie się przekręcał, kiedy czuł na swojej szyi co jakiś czas dotyk ciepłych, gładkich dłoni. Miał przymknięte oczy i ledwo widoczny uśmiech na twarzy, a kiedy poczuł, że Karl zmienia pozycję, cicho westchnął.
W końcu Karl zszedł z tego nieszczęsnego łóżka, usadawiając się obok niższego. Oparł głowę o jego ramię, w Nicholas pozwolił sobie wtulić policzek w gęste, brązowe kosmyki. Butelka wina została gdzieś na łóżku, a resztki czerwonawego płynu ubrudziła pościel. Normalnie Karl by się tym przejął ale teraz nie miał czas się tym nawet zainteresować. Zdecydowanie ważniejszy wydał mu się Nicholas, który położył swoją dłoń na jego udzie. Sam był pijany, nie miał kompletnej władzy nad tym co powinien robić, a co tak naprawdę robił, więc kiedy niższy lekko się odsunął, pretensjonalnie mruknął.
Nicholas cicho się zaśmiał, po czym chwycił Jacobs'a za dłonie, przyciągając go do siebie jeszcze bardziej. Ten z braku lepszych możliwości odwzajemnił śmiech, bez zbędnych komplikacji siadając mu na kolanach. Nick puścił dłonie Karl'a, obtaczając nimi jego talię. Karl zarzucił dłonie na jego kark sprawiając, że pozycja była dla nich obu jeszcze bardziej komfortowa. Wtulili się w siebie, a Jacobs czuł oddech niższego na swojej szyi. Cała jego skóra była delikatnie zaczerwieniona i rozpalona, prawdopodobnie od alkoholu. Karl wzdrygnął się delikatnie, a uścisk jego dłoni się poluzował, kiedy poczuł na swojej szyi subtelny dotyk ust.
Kolejne drobne pocałunki sprawiały, że Karl już nawet nie miał jak schować się ze swoim zachwianym oddechem, a jego całe ciało delikatnie drżało. Nie wiedział co powinien robić, jak reagować, kiedy pocałunki zmieniały się w delikatne ugryzienia, zęby zahaczały o rozgrzaną skórę, a na jej powierzchni tworzyły się bordowe odznaczenia. Nicholas robił wszystko co chciał, a Karl mu na to pozwalał. Dopiero kiedy któraś z rąk Nick'a wylądowała na kołnierzyku od koszulki Karl'a, odpinając pojedyncze guziki, chłopak mimowolnie się odsunął.
-Jesteś -zaczął, nie bardzo wiedząc, co powinien powiedzieć dalej. Czuł się nie tylko jakby był pijany czy palił zielone, ale jakby jakimś cudem Nick zdołał go znarkotyzować też w jakiś inny sposób. Ledwo wiedział, jak łapało się oddech -Pijany?
-Czemu się zaciąłeś? -zapytał Nicholas na to stwierdzenie, bo samemu wydało mu się to oczywiste. Tak oczywiste jak to, że powoli robił się niecierpliwy, a nagląca potrzeba by zacisnąć dłonie na skórze Jacobs'a uderzała mu do głowy. Czarna koszulka Karl'a, oczywiście należąca do Armstrong'a delikatnie opięła się na jego ciele, kiedy niższy ścisnął jej materiał. Drugą dłoń pozwolił sobie położyć na jego talii pod miłym materiałem, sunąc opuszkami palców po nagiej skórze.
-Zastanawiałem się jak nazwać twój faktyczny stan. Wybrałem mniejsze zło -Karl odszepnął w jego usta z małym, karcącym uśmiechem. Nie mógł się nie uśmiechać, kiedy czuł oddech Armstrong'a na swojej twarzy, czy dotyk jego dłoni. Muskał delikatnie jego skórę, na karku już dawno miał gęsią skórkę, a w jego brzuchu zawiązywały się małe supły. Czuł jak jego wszystkie mięśnie się rozluźniły, a usta niepostrzeżenie drżały. Dalej czuł też mokrawe ślady na swojej szyi, co wcale nie polepszało jego stanu.
Teraz to niby nie powinno być dla nich nic wielkiego, ale ten krótki moment, w którym ktoś z nich musiał jako pierwszy delikatnie pochylić się do przodu i przekrzywić głowę zdecydowanie zdawał się trwać zdecydowanie za długo. Mętlik w oczach przelatany ze świadomością tego, co tak właściwe się działo sprawił, że oboje bali się tego dotyku, do którego jednak niemiłosiernie ich ciągnęło. Jakby wiedzieli że od tego momentu, wszystko delikatnie się zmieni i nie ważne, ile narkotyków wezmą czy ile jointów wypalą później, już tego w żaden sposób nie cofną.
Nicholas wziął ostatni spokojny oddech, zanim przymknął oczy i wręcz za płynnie przybliżył się do Karl'a, który nie potrzebował wiele, by pójść w jego ślady. Wystarczyło mocniejsze ściśnięcie dłoni na jego talii by krew uderzyła mu ponownie do głowy i ten ostatni, krótki dystans pokonali już razem. Krótki, niepewny całus jaki złożyli na swoich wargach wydawał się wręcz zabawny na tle tego, w jakim stanie znajdowała się szyja wyższego, a na talii Karl'a na pewno zostanie mały siniak świadczący o obecności dłoni Nick'a w tym miejscu.
Następny pocałunek zdecydowanie był dłuższy, śmielszy, a oddech bardziej chwiejny i zaburzony. Duchota między ich ciałami sprawiała, że Karl lekko ruszył biodrami, a jego palce wplątały się w kosmyki włosów młodego Armstrong'a. Mimo że Karl właśnie całował się z jednym z najbogatszych mężczyzn w Pensylwanii, a smak wina prześlizgiwał się miedzy ich ustami, teraz mógłby oddać mu swój ostatni grosz bez żadnego zastanowienia.
CZYTASZ
Last article || KarlNap
De TodoTo był tylko kolejny dzień w życiu Nicholas'a Armstrong'a, kiedy został zmuszony do spędzenia dnia z synem swojej gosposi. O istnieniu Karl'a Jacobs'a natomiast nie wiedziało wiele osób, ale zaraz po tym gdy przyszło spędzić mu kilka dni z Nicholas'...
