Następny dzień wydawał się być w porządku, gdyby nie cholerny głód Nicholasa. Brunet czasami zdawał się wykręcać na dużym łóżku w swoim pokoju. Każda przechodzącą przez pokój pokojówka patrzyła tylko dziwnie na chłopaka, lecz nikt o nic nie pytał ani się tym nie interesował.
-Nicholas- usłyszał damski głos zza głowy. Brunet odwrócił się, a ku jemu zdziwieniu stała tam Bessie. -Pomożesz znów w kuchni?
Nick przekręcając się na bok, lekko zsunął się po kanapie na której siedział cały dzień praktycznie w bezruchu. Jego nogi i stopy po całym dniu dotknęły tego dnia drugi raz zimnych kafelek. Armstrong dzielnie powędrował za Bessie, która goniła po korytarzu jak szalona, wlatując przy tym na praktycznie każdą osobę, która próbowała spokojnie przejść.
Oboje trafili do kuchni bez żadnych obrażeń, co wydawało się być dziwne ze strony Nicholasa - jak osoba, która przeklinała co drugie słowo, gdy tylko w coś uderzyła, uchodzi z tego bez szwanku?
Kobieta stanęła na środku wskazując palcem na leżącą na środku kuchni rurę. -Co mam niby z tym zrobić?- spytał chłopak będąc lekko zdezorientowany, bo rura była cała, ani popękana, ani nic z niej się nie wydobywało.
-Słońce wsadzisz ją za blaty? Tak na górę- wytłumaczyła kobieta, lecz Nick jedynie zaśmiał się pod nosem, przecież sam chłopak nie był wiele wyższy od kucharki.
Mimo to Armstrong wziął się za pracę, wspinając się powoli po blatach. -Jak ona wylądowała na podłodze?- spytał, a jedyna odpowiedz jaka dostał początkowo to ciche westchnięcie. Bessie widocznie nie miała wyjątkowo humoru na dogaduszki ze strony młodszego.
Podczas pracy młodego Armatrong'a jedyne co przechodziło mu przez głowę to dzień pobytu w domu Karl'a. Nicholas za cholerę nie mógł przypomnieć sobie kilku rzeczy z dnia poprzedniego, co go trochę martwiło - w końcu nie był do końca trzeźwy.
-Słońce, nie stój tak tylko kończ to szybko, nie mam całego dnia, żeby tutaj stać i patrzeć czy nie robisz sobie krzywdy przez tą głupią rurę - Nick ocknięty przez głos Bessie ruszył do pracy i zaczął znów wymachiwać rękoma na lewo i prawo, by rura trafiła w dobre miejsce.
-Tak może być? - spytał z nadzieją w głowie, że będzie mógł już opuścić kuchnie i znów użalać się nad swoim trzeźwym losem, na zasyfionej kanapie. -Nic nie widzę stąd, więc powiedziałabym, że nawet bardzo może być!- Bessie przyklasnęła rękoma w ramach zachwytu i zacisnęła ręce niczym do modlitwy. -Drogie dziecko dziękuję ci ślicznie, a teraz już ci nie zabieram czasu - Po tych słowach Nick mógł w końcu wyjść z kuchni.
Kiedyś jako dziecko była to jego ulubiona część domu, gdy był mały, by to nijako teren zakazany dla małego dzieciaka, z powodów wielu ostrych sztućców i dość lewego zabezpieczenia lamp czy innych mebli. Lecz w oczach Nick'a kuchnia była niczym ogród Eden. Było tam wszystko czego pragnął - a raczej była tam po prostu 24/7 Bessie rozpieszczająca już dość rozpieszczonego chłopca.
Nicholas wychodząc z kuchni znów zaczął swą przygodę między wąskim korytarzykami swego domu, chłopak chodził między pracownikami swego domu jak osłupiały, nie odpowiadał na żadne konkretne słowa, mimo że podczas minutowej wędrówki usłyszał już w okolicach dziesięciu razy "dzień dobry" - w końcu, przecież widział kogoś innego w tym dniu niż tylko Bessie.
Młody Armstorng szedł dalej niczym w jakimś amoku, a w jego głowie odbijało się każde "dzień dobry" dużym i głośnym echem, a odgłosy szurających po kafelkach stóp rozrywały powoli mu głowę. Chłopak pierwszy raz w całym swoim ćpuńskim maratonie doświadczył głodu przed upływem 24 godzin.
Gdy Nicholas zdał sobie z tego sprawę zwolnił kroku. Pogrążony w myślach o tym jak mógł się doprowadzić do takiego stanu, że nawet ćpanie w takiej formie jak uprzednie nie jest już wystarczające - chłopak wcześniej nie miał żadnego poczucia, żeby więcej brać i żeby doprowadzić się do gorszego stanu - wstąpił przed przypadek do pokoju personalu.
CZYTASZ
Last article || KarlNap
CasualeTo był tylko kolejny dzień w życiu Nicholas'a Armstrong'a, kiedy został zmuszony do spędzenia dnia z synem swojej gosposi. O istnieniu Karl'a Jacobs'a natomiast nie wiedziało wiele osób, ale zaraz po tym gdy przyszło spędzić mu kilka dni z Nicholas'...
