twenty two

370 47 4
                                        

Nick posłusznie szedł za rękę z chłopakiem, jednak pomiędzy ludźmi wyszukiwał Jacobs'a wraz z wysokim blondynem. -Gdzie idziemy?- spytał brunet, gdzieś między przeprosinami losowych ludzi, których popchnął idąc za chłopakiem.

-Do części domu, gdzie są ludzie których przynajmniej kojarzymy!- wykrzyczał idąc dalej prosto, przepychając ludzi. Po małej wędrówce po domu, chłopcy dotarli na miejsce. Nick mimo tego nie puścił dłoni Punz'a, tylko jedynie mocnej zacisnął uścisk. Blondynek lekko spojrzał na chłopaka i się serdecznie uśmiechnął. -Wypadłeś z wprawy, boisz się, a tak nie powinno być.- powiedział chwytając piwo losowego chłopaka, który był zdziwiony tym ruchem i je lekko upił.

W taki sposób blondyn i brunet stali na środku domu ze złączonymi dłońmi, wśród niby ludzi, których obaj kojarzą, jednak towarzyszący strach Nicholas'a nie pozwalał mu by spojrzeć komuś w oczy. Mimo to gdzieś w głowie Nicholas'a pojawiła się myśl, że jest tak jak dawniej. Tak samo.

Nick bił się z tymi myślami, gdzie z każdą zaciskał coraz bardziej dłoń Luke'a, bo jednak nie chciał by było tak samo - to by równało się z wszystkim co złe, jednak gdzieś indziej w głowie były myśli, że Luke był dla niego kimś ważnym - kimś w rodzaju brata i chciał żeby to wróciło mimo że rozgadywał miliony plotek na jego temat. Punz popijając piwo gładził dłoń chłopaka, rozglądając się gdzie mogliby obaj usiąść.

Zaś Karl w tym samym czasie latał za Clay'em w każdą możliwą stronę domu. Chłopak był zdecydowanie pod wpływem, bo Karl dobrze zdawał sobie sprawę że blondyn nienawidzi chodzić, a co dopiero biegać.

Gdy Karl i Clay, gdzieś na drugim końcu domu wymieniali się ważnymi tematami i rozmyślaniami, w tym samym czasie Luke i Nicholas zasiedli obok dobrze znanych ludzi - znanych z dobrego towaru.

Sumienie Nicholas'a było rozszarpane na strzępy, co dopiero gdy usiadł obok jednego z najpopularniejszych dealer'ów w Bellefonte i mimo to poczuł się przy nim bezpiecznie, jak za dawnych czasów.

Nick nie chciał dopuścić do siebie myśli, że jego „kiedyś" ta naprawdę jest dalej jego „teraz" i z niego to nie wyjdzie już nigdy.

-Punz dzisiaj bardzo hojny, bierz ode mnie ile chcesz i tak on zapłaci.- odezwał się chłopak w czarnej jeansowej kurtce, a Luke jedynie wskazał na niego palcem i pokiwał głową.

-Ma rację, ja wszystko stawiam, później się z nim rozliczam.- dodał blondyn wstając na przeciw Nick'a, który siedział z każdą chwilą bardziej rozluźniony. -To co Nicholas? Jakiś może loperamid?- spytał kucając przy nogach chłopaka, jednak Armstrong się srogo zaśmiał.

-Loperamid żeby od razu się zesrać? Kiedyś proponowałeś inne rzeczy, nie powodzi się z innymi dealer'ami?- zaśmiał się chłopak przesuwając głowę lekko w stronę blondyna, który dalej opierał się o jego kolana.

-Nie ośmieszaj się, ja mam z każdym dobre stosunki.- westchnął blondyn wstając z kolan. -Kratom? Etylomorfina?- wypytywał już lekko poddenerwowany Punz, gdyż zależało mu na przyjemności Armstrong'a.

-Nie biorę, żartuje sobie tylko z tego co było...- wyjaśnił brunet unosząc ręce w górę w geście obrony. Luke jednak spojrzał to na bruneta to na bliżej nieokreślonego chłopaka, który siedział obok czekając aż ktoś coś od niego weźmie, a zarazem kupi.

-Żartujesz?- spytał zakładając rękę na rękę. -Mamy dosłownie cały arsenał, a ty gadasz że nie bierzesz? Wstyd by ci było.- powiedział odwracając się na jednej nodze do chłopaka obok.

Nicholas wierzył obu chłopakom, że mają wszystko, jednak z tyłu głowy miał rozmowę z Jacobs'em, gdzie opowiadał jak to bardzo prawie zgon Punz'a zmienił jego światopogląd. -Dobra bierzecie coś czy nie? Muszę komuś to obsunąć, a nie siedzieć przy was przez całą imprezę. mam stymulanty, opioidy, dosłownie wszystko czego z całą pewnością chcesz.- powiedział chłopak w jeansowej kurtce wstając z miejsca, gdzie natychmiastowo Punz popchnął go z powrotem na siedzenie.

-Siedź.- powiedział do chłopaka i odwrócił się znów do bruneta. -Nicholas szybko, wybieraj.- powiedział Luke patrząc błagająco na chłopaka, by się zdecydował zanim drugi mężczyzna pójdzie.

W głowie młodego Armstrong'a toczyły się wielkie batalie, na temat tego czy coś brać czy nie. Nie chciał tego robić, bo w końcu w głowie miał tylko myśl co powie Karl Jacobs, jak zobaczy go przećpanego? Jednak gdzieś w zakątkach umysłu chłopaka pojawiła sie myśl, że Karl pewnie pije i popala teraz z Clay'em, tak jak kiedyś z nim w jego pokoju, więc czemu sam Armstrong miał by sobie odmówić? Tylko jeden raz.

-Dobra, daj petydyne, trochę metadonu i dużo metylofenidatu.- powiedział i w taki sposób dostał od nieznajomego gościa towar pewnie za około 500 dolarów za darmo.

-Jak chcesz już mieszać opioidy ze stymulantem to najpierw stymulant, później opioidy.- powiedział i poklepał Armstronga po ramieniu i odszedł do tłumu ludzi, którzy szybko się na niego rzucili, by coś wziąć za darmo.

Punz stał z tym swoim wielkim uśmiechem na twarzy z założonymi rękami na piersi. Nachylił się lekko nad chłopakiem i wyszeptał „na górę nikt nie wchodzi, masz wolny kibel". - dając znać, że tam w spokoju może zażyć to co wyciągnął od nieznajomego gościa.

Nicholas pospiesznie wstał z miejsca i przepchnął blondyna, by dostać się szybko do schodów. Nicholas sam nie rozumiał czemu tak się zachowuje dostając do rąk coś mocnego od bardzo dawna jakby był uzależniony, bo przecież nie był.

Brunet przepychał się między ludźmi już nawet nie przepraszając ich za lekkie czy większe popchnięcia, martwił się jedynie o kilka malutkich woreczków z tabletkami by ich nie zgubić. Gdy tylko dotarł do schodów, wziął z nich butelkę różowego wina, którego całym sercem nienawidził, lecz było ono całe, jedynie korek był otwarty, a czymś musiał zapić używki. Wziął butelkę prawie że pod pachę i wszedł szybko po schodach kierując się od razu do łazienki.

Chłopak czuł się w tym domu praktycznie jak u siebie, znał każdy zakątek i wiedział dokładnie jakie drzwi gdzie prowadzą. Wkroczył do wielkiej łazienki i zamknął za sobą drzwi na zamek po czym szybko usiadł z trzęsącymi się rękoma na zimnych kafelkach.

Nicholas nie wiedząc czemu zaczął reagować na opioidy i stymulanty jak alkoholik po odłożeniu. Przedtem nie ciągnęło go ponownego zażycia czegoś, jednak gdy tylko dostał coś w ręce zaczął zachowywać się jak wariat i on sam dobrze o tym wiedział. Jednak przyznanie się przed samym sobą było cięższe od samego wzięcia.

Last article || KarlNapOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz