-Czyli mam rozumieć, że jeśli bym nie przyszła na czas, to leżelibyście tutaj już martwi, tak? - spytałam się, a chłopak lekko się wzdrygnął. - Czy was doszczętnie powaliło? - te pytanie skierowałam w stronę Jacka i Zacha, kiedy reszta naszej drużyny podeszła.
-Broniłem lidera - bronił się Jack, jednak przez mój wzrok umilkł. Zach chciał już coś powiedzieć, jednak Lily go dźgnęła w bok z takiej siły, że chłopak aż złapał się za bok.
-Może najpierw ruszcie głową zanim... - Lily zaczęła krzyczeć na chłopaków, jednak została uciszona przez trójkę chłopaków, którzy do nas podeszli.
Było po nich widać, że walka nie była wyrównana. Jednak na ich twarzach nie pojawił się grymas bólu czy zmęczenia, a uśmiechy pełne szacunku.
-Nie powinniście na nich krzyczeć. - rzekł jeden z nich, który miał rozcięty łuk brwiowy i trzymał się kurczowo prawego ramienia, żeby zatamować krwotok. - Gdyby nie oni, moglibyśmy zginąć.
-Gdyby nie siostra któregoś z was, nie przybyliśmy tutaj na czas. - rzekł Theo, a w tym samym momencie dziewczynka, o której wspomniał, podbiegła do tego chłopaka i mocno się przytuliła.
Na ten widok poczułem, że w kącikach moich oczu kumulują się łzy wzruszenia, jednak w ostatnim momencie powstrzymałam je, przed wypłynięciem.
Dziewczynka ostrożnie wzięła swojego brata za rękę i uśmiechnęła się do mnie, co odwzajemniłam.
-Dziękujemy jeszcze raz za pomoc - odparł drugi z trójki i wyciągnął dłoń w stronę Devona, a on ją uścisnął. - Bez was nie znaleźlibyśmy siły w sobie, żeby walczyć za kolejny dzień.
-To my dziękujemy, że nam zaufaliście. - odparł lider, uśmiechają się. - Ale teraz idźcie do szpitala, żeby was o patrzyli i podali odpowiednie leki przeciwbólowe.
Cała trójka kiwnęła głowami i wraz z grupkę gapiów skierowała się w tronę szpitala. Kiedy odeszli na bezpieczną odległość skierowałam słowa do wszystkich:
-Powinniśmy też wracać do mieszkania, żeby chłopaków opatrzyć.
-Nie trz... - Zach już chciał zaprzeć, ale wzrok jego siostry spowodował, że umilkł w połowie swojej wypowiedzi. Westchnęła na ich zachowanie i ignorując resztę, skierowałam się w stronę naszego mieszkania.
Nie musiałam się odwracać, żeby zobaczyć, czy idą, ponieważ po jakimś czasie podbiegł do mnie Mateo i zrównał ze mną krok.
-Jesteś na nich zła? - spytał się, na co na samym początku w odpowiedzi westchnęłam, zwalniając kroku.
-Zła, może po części. Jednak po tym co zobaczyłam w oczach tego mężczyzny i tej trójki chłopaków, mogę zakładać, że jeśli byście nie interweniowali, to zapewne by zabili tą trójkę. A na niej pewnie by nie zakończyli. - wyjaśniłam, poprawiając włosy, które miałam związane w niedbałej kitce.
-Kiedy Lily zobaczyła, że jej brat został zaatakowany, chciała mu pomóc, więc wraz z Theo musieliśmy ją trzymać, bo samemu bym nie dał rady...
-Za bardzo bała się, że straci Zacha. - wcięłam się w wypowiedź Mateo, za co od razu przeprosiłam, a chłopak jedynie się uśmiechnął. - Widać, że mieli ciężko w przeszłości, jednak nadal się nie poddają się w walce, za co ich podziwiam i trzymam kciuki. - odparłam, odwracając się przez ramię, żeby popatrzeć na bliźniaków.
Lily trzymała Zacha pod ramię, besztając go za jego zachowanie, jednak było widać w jej oczach strach o niego. Zacha natomiast szedł kulejąc i wsłuchując siostry w spokoju, a kiedy ona skończyła, uśmiechnął się do niej i coś powiedział, przez co Lily go bardziej do siebie przytuliła.
CZYTASZ
Zakażeni
Science FictionRok 2048 - rok, w którym zostaje podany lek do testów miliona małych dzieci, żeby sprawdzić,czy dzięki niemu będą odporne na wszelakie choroby cywilizacyjne. Niestety testy się nie powiodły, przez co utworzył się w organizmach testowanych wirus, o n...
