Weszliśmy do luksusowego apartamentu mieszczącego się na jednym z najwyższych pięter hotelu. Byłam przekonana, że nazywano go „prezydenckim" lub „królewskim", bo wszystko tu wyglądało, jakby goszczono w nim głowę państwa lub członka rodziny arystokratycznej. Welurowe zasłony w bordowym kolorze okalały okna wychodzące na ocean, perskie dywany pokrywały podłogę, natomiast dębowe meble cofały nas w czasie o co najmniej jedną epokę. Oczywiście, jak przystało na pięciogwiazdkowy hotel, wszystko stanowiło spójną całość.
W apartamencie nie byliśmy sami. Zaraz po przekroczeniu progu przywitało nas dwóch mężczyzn ogolonych na głowie do zera. Mieli na sobie czarne garnitury, a ich spojrzenie śledziło każdy nasz ruch. Jednak to nie oni pełnili rolę gospodarzy. Na kremowej sofie zasiadał mężczyzna, na którego wpadłam w domu w Meksyku. Michael nazwał go wtedy Duris. Towarzyszyła mu zgrabna Afroamerykanka, której rola sprowadzał się do ozdoby. Blondyn gładził ją po odkrytym kolanie, a ona dumnie prezentowała wypiętą pierś. Patrzyła na nas, lecz jej oczy pozbawione były jakiegokolwiek wyrazu. Równie dobrze mogła być wypchaną kukłą.
- Michael i piękna Amerykanka... – mężczyzna odezwał się niczym stęskniony przyjaciel. Znów usłyszałam francuski akcent – Rozgośćcie się. – Wskazał na sąsiednią sofę.
- Veronica. – Nie chciałam, aby sprowadzał mnie do roli przedmiotu, jak to najwyraźniej miał w zwyczaju robić z kobietami.
Dłoń Michaela spoczęła na moich plecach, ale tym razem nie ciążyła. Stanowiła gwarancję bezpieczeństwa.
Moreno nie wyjaśnił mi, co robiliśmy w hotelowym apartamencie. Zdradził jedynie, że stanowił krótki przystanek w naszych dalszych planach na tę noc.
- Dziękuje, że pomimo późnej pory zgodziliście się do nas dołączyć – Duris powiedział z szerokim uśmiechem podszytym perfidią.
Nie podobał mi się ten mężczyzna. Miałam nieodparte wrażenie, że pod warstwą uprzejmości skrywały się olbrzymie pokłady obłudy.
- Jestem tu wyłącznie ze względu na interesy. Mówiłeś, że jutro wyjeżdżasz z miasta, więc przyjechałem dokończyć naszą umowę. – Głos Michaela przybrał szorstką formę.
- Może wcześniej napijecie się czegoś. Mam...
- Nie. Przejdźmy do interesów – przerwał mu.
Wytatuowane ramiona bruneta napięły się. Wyraźnie nie miał ochoty na kurtuazję.
- Jak chcesz. – Uśmiechnął się, jakby nie zauważył ofensywnej postawy Michaela. – Miranda zaprowadzi cię na parking, gdzie w bagażniku czekają na ciebie pieniądze. Tam też przekażesz jej towar.
Afroamerykanka wstała z sofy. Okazało się, że była bardzo wysoka jak na kobietę, a jej nogi wyglądały jak dwie wykałaczki.
Nie chciałam wiedzieć o jakim towarze mowa. Niestety szybko się domyśliłam.
Na chwilę zapomniałam, czym zajmował się Michael. A może nie chciałam, o tym pamiętać?
- Twoja przyjaciółka zostanie ze mną. – Duris spojrzał na mnie, a ja natychmiast uciekłam wzrokiem na bruneta. – Gdy Miranda otrzyma towar, zadzwoni do mnie i wtedy Veronica wróci do ciebie.
„Zaufaj mi", powtórzyłam w myślach słowa Michaela.
Brunet podobnie jak towarzyszka Durisa wstał, zostawiając mnie na sofie. Zniknęło moje poczucie bezpieczeństwa. Liczyłam, że ujrzę na jego twarzy coś, co doda mi otuchy, ponieważ nie chciałam zostawać sama z mężczyzną.
CZYTASZ
Rysa na szkle
RomantikNa pozór idealne życie Veronici, zakłóca niebezpieczny człowiek, u którego jej brat zaciągnął dług. Żąda zwrotu przysługi, lecz wcale nie chodzi mu o pieniądze. Veronica zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której stawką jest jej życie. #1 miej...
