Z trudem poderwałam się w górę, przy okazji potykając się o własne nogi. Zarzuciło mną, aż musiałam podeprzeć się dłonią o piasek. W końcu udało mi się znaleźć w pionie, stając oko w oko z moim największym problemem.
- Co tu robisz? – zapytałam oskarżycielsko.
- Ostatni raz, gdy sprawdzałem akt własności tego miejsca... – zatoczył koło palcem wskazującym, sugerując, że mówił o tym, co go otaczało – widniało na nim moje imię i nazwisko.
Marzyłam, aby zedrzeć mu z ust ten głupi uśmiech. Irytowała mnie przesadna pewność siebie Michaela, szczególnie, że ja czułam się przy nim jak mała rybka w obecności rekina.
- Cześć Michael – Anabel odezwała się przesłodzonym głosem. – Już się bałyśmy, że do nas nie dołączysz.
Kobiety, z którymi chwilę wcześniej rozmawiałam, nadal siedziały na piasku, przypominając syreny wylegujące się na skałach wystających z wody. Anabel wpatrywała się w mężczyznę, uwodzicielsko gładząc się po końcówkach włosów. Ros i Elsa nie pozostały bierne. Obie uśmiechały się słodko, co prezentowało się mało naturalnie.
- Czekałyśmy na ciebie – dodała Elsa, przenosząc dłoń na ramię Ros. Gładziła jej nagą skórę paznokciami, co miało wyglądać seksownie.
- Nie będę wam przeszkadzać – rzuciłam zniesmaczona.
Najwyraźniej Michael dobrze znał kobiety. Z racji tego, jak zarabiały na życie, istniała wyłącznie jedna droga rozpoczęcia ich znajomości.
Odeszłam od nich, zabierając ze sobą jedną z otwartych butelek taniego szampana – choć nazwanie tego trunku „szampanem" krzywdziło ten prawdziwy.
Jęknęłam niezadowolona, gdy wyrwano mi butelkę z rąk.
- Nie sądzisz, że już ci wystarczy?
Alkohol znalazł się w rękach bruneta, który spoglądał na mnie w dziwny sposób. Dobry humor go nie opuścił, ale ciemne oczy sugerowały, że przez jego głowę przewijało się wiele różnych myśli jednocześnie.
- Nie – stwierdziłam gniewnie. – Oddaj mi butelkę. – Wyciągnęłam rękę, aby mi ją zwrócił.
Mój doskonały humor zniknął. Nie było już po nim śladu. Wystarczyło, że się pojawił, a znów poczułam się źle. Wróciło napięcie i przytłaczające uczucie, które znęcało się nad moją głową.
Nie zareagował, więc zrobiłam krok i szarpnęłam za butelkę. W zasadzie to tylko musnęłam ją opuszkami palców, ponieważ Michael szybko schował szkło za siebie.
- Nie masz prawa mi mówić, co mogę, a czego nie. Nawet nie jesteś moim bratem, a i on nie decyduje o tym, ile mogę wypić – syczałam wściekle przez zaciśnięte zęby.
- Tego zdecydowanie bym nie chciał. Gdybym był twoim bratem nie pozwoliłbym, aby życie mojej siostry zależało od takich ludzi jak ja. Walczyłbym o nią, a nie poddał się jak tchórz.
Wyczerpał się mój limit pobłażliwości. Może kierował mną alkohol albo po prostu gniew osiągnął maksimum, ale wzięłam zamach i uderzyłam go otwartą dłonią w twarz.
Nie żałowałam, nawet gdy głupi uśmiech zniknął z jego ust, a w oczach pojawiła się furia. Przeszywał mnie spojrzeniem, które kazało zrobić cokolwiek, tylko nie stać i nie gapić się na niego, jak na lwa z otwartą paszczą. Ale ja byłam gotowa ponieść pełne konsekwencje swojego czynu, a najchętniej uderzyć go jeszcze raz.
- Oddasz mi butelkę? – zapytałam ostro.
Nie chodziło mi o alkohol, ale o postawienie na swoim. Wyprostowałam się. Nie unikałam mocnego spojrzenia, które, gdyby mogło zabijać, sprawiłoby, że padłabym trupem.
CZYTASZ
Rysa na szkle
RomanceNa pozór idealne życie Veronici, zakłóca niebezpieczny człowiek, u którego jej brat zaciągnął dług. Żąda zwrotu przysługi, lecz wcale nie chodzi mu o pieniądze. Veronica zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której stawką jest jej życie. #1 miej...
