Rozdział 12.

6.4K 207 11
                                        

Bolała mnie każda część ciała. Zaczynając od głowy, która miałam wrażenie, że lada moment wybuchnie. To był prawdziwy kac. Doskwierała mi suchość w ustach, jakbym najadła się piasku, od którego też mnie mdliło. Nie dałam rady otworzyć oczu ani ruszyć głowy wciśniętej w poduszkę. Leżałam na brzuchu, czując, że żadna część mojego ciała nie współpracowała. Jedynie oddychanie przychodziło mi z łatwością.

Jeszcze przez długie minuty znajdowałam się w odrętwieniu aż poczułam zdawkowy przypływ siły, dzięki któremu przewróciłam się na plecy. Otworzyłam oczy, które spoczęły na dużym oknie znajdującym się naprzeciwko łóżka. To był pierwszy sygnał do niepokoju, bo zrozumiałam, że nie obudziłam się w sypialni, którą zajmowałam od kilku dni.

Zerwałam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju pozbawionym ścian w kolorze brudnego różu, które witały mnie o poranku. Zastąpiła je gołębia szarość. Brakowało ozdób, które wypełniały każde pomieszczeni domu, najwyraźniej z wyjątkiem tego. W pokoju znajdowały się wyłącznie dębowe meble pełniące charakter użytkowy.

Zorientowałam się, że byłam naga i wtedy powróciły wspomnienia z poprzedniej nocy. Zaborczy uścisk na moich nadgarstka, język pieszczący brodawki i przeszywający ciało orgazm.

Wystraszona zakryłam usta dłonią.

Moje serce zaczęło bić szybciej, ale nie w ten przyjemny sposób. Nie czułam pobudzającej adrenaliny czy ekscytacji, tylko wyrzuty zaadresowane do samej siebie.

Byłam w pokoju sama, ale obawiałam się, że mogło to długo nie potrwać.

Wyskoczyłam z łóżka. Pozbierałam z podłogi swoje ubrania. Włożyłam je na siebie i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je z impetem, niemal wpadając na Tony'ego. W ostatniej chwili mężczyzna odsunął się w tył, dzięki czemu uniknęliśmy zderzenia.

- Dobrze, że już wstałaś – oświadczył.

Miałam kaca fizycznego i moralnego, moja głowa nie pracowała na pełnych obrotach, ale zorientowałam się, że mężczyzna nie był zaskoczony faktem, że w popłochu opuszczałam pokój Michaela. Wręcz wyglądał, jakby się mnie spodziewał lub co gorsza, jakby czekał na mnie pod drzwiami.

- Dlaczego dobrze? – dopytałam podejrzliwie.

Szatyn przesunął dłonią po włosach. Przy tym jego spojrzenie ewidentnie mnie unikało.

- Bo tak się składa... – przeciągał każdy wyraz. – Wracamy do Los Angeles.

Niespodziewanie poczułam, jakby poinformowano mnie, że coś dobrego dobiegło końca – jak wakacje dla wszystkich dzieci.

- My?

- Ja, ty i jeszcze kilka osób.

Nie musiałam dopytywać, bo po jego wypowiedzi wywnioskowałam, że „kilka osób" nie oznaczało Moreno.

Skarciłam się w myślach, że o nim pomyślałam.

- Kiedy wyjeżdżamy? – zapytałam z udawaną obojętnością.

- Jak tylko będziesz gotowa.

- Nie mam nic do zabrania, więc szybko pójdzie. Potrzebuje tylko wziąć prysznic.

- W takim razie, czekam na dole.

Rozstaliśmy się przy drzwiach do mojego pokoju.

Od razu skierowałam się pod prysznic. Musiałam zmyć z siebie zapach poprzedniej nocy, jego zapach.

Oparłam dłonie o ścianę kabiny prysznicowej, pozwalając, aby ciepła woda spływała po moim ciele. Liczyłam, że za jej sprawą, pozbędę się z głowy wszystkich złych myśli, które oscylowały wokół przystojnego bruneta o spojrzeniu, w których skrywał się mrok.

Rysa na szkleOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz