Zamierzałam spotkać się z Michaelem, lecz nie planowałam niczego podpisywać. Poddanie się bez walki nie wchodziło w grę. Nie miałam nic do stracenia. Wszystko, co posiadałam i kochałam rozpadało się niczym zamek z piasku, zmieciony przez falę.
W środku tygodnia klub nie był wypchany po brzegi gośćmi. Większość stolików zostało zajętych, lecz parkiet świecił pustkami.
Przechodząc przez przestrzeń oświetloną jedynie fioletowymi neonami, słyszałam bicie swojego serca, które galopowało niczym stado koni po pastwisku. Uzbroiłam się w pozorną chłodną obojętność. Miałam wymagającego przeciwnika, więc nie mogłam pokazać nawet milimetra wątpliwości.
- Za mną. – Niczym z podziemia wyrósł przede mną ochroniarz, którego kojarzyłam z poprzedniej wizyty w tym klubie.
Mężczyzna poprowadził mnie na antresolę. Jednak nim dane było mi stanąć twarzą w twarz z Michaelem, pojawiła się przede mną Paulina. Zobaczyłam wyłącznie wściekłość bijącą z jej oczu, po czym poczułam na twarzy jej dłoń. Z impetem uderzyła mnie w policzek, aż głowa odskoczyła mi na bok. Pieczenie natychmiast rozeszło się po całej lewej części mojej twarzy.
- Powinnam cię zabić! – warknęła.
Bolały mnie nawet zęby, więc chwilę mi zajęło nim znów na nią spojrzałam.
Kipiała z wściekłości. Czerwona sukienka idealnie podkreślała bijące od niej emocje.
- Zrobię to, jak tylko będę miała okazję, suko!
Biust kobiety falował. Nozdrza rozszerzały się i zwężały od przyśpieszanego oddechu.
Nie wątpiłam, że gdyby trzymała w dłoni pistolet, jeden z pocisków zostałby wystrzelony w moją stronę.
- Nie zabiłam go, Paulina – powiedziałam, masując pulsującą skórę na policzku.
- Mam nadzieję, że będę przy twoje śmierci – wycharczała. Plunęła mi pod nogi, przeklinając po hiszpańsku.
- Paulina. – Lego pojawił się przy nas.
Twarz mężczyzny jak zawsze nie okazywała żadnych emocji.
- Tam jest. – Spojrzał na mnie, po czym wskazał sofy, przy których siedziało kilku mężczyzn.
Lego otoczył Paulinę ramieniem. Mimo sprzeciwu kobiety poprowadził ją schodami w dół.
Skupiłam się na sofach ustawionych w literę L. Siedziało na nich czterech mężczyzn w tym Michael, którzy w mniejszym lub większym stopniu przyglądali się wijącej się wokół rury dziewczynie ubranej wyłącznie w bieliznę. Towarzystwa dotrzymywały im również inne skąpo ubrane kobiety. Jedna z nich wlewała wódkę prosto z butelki do gardła mężczyzny o azjatyckich rysach twarzy. Druga masowała ramiona szatyna, który kojarzył się z typowym białym kołnierzykiem. Pozostałe kręciły się wokół sof, mając za dekoltami sukienek upchnięte banknoty.
Zbliżyłam się do sof. Mężczyźni natychmiast zwrócili na mnie uwagę, z wyjątkiem Michaela, który ślepo gapił się w szklankę w swojej dłoni.
- Michael, możemy porozmawiać? – zapytałam głośno, przekrzykując muzykę.
- Dokumenty są na stole. – Nie spojrzał na mnie.
Nie zamierzałam niczego podpisywać.
- Kochanie, choć na kolanka do tatusia – zwrócił się do mnie blondyn z ustami wilgotnymi od wódki.
Zignorowałam go. Nie o jego uwagę walczyłam.
- To chyba jedna z tych droższych. Ile liczysz sobie za numerek? – odezwał się szatyn z rozpiętą koszulą.
CZYTASZ
Rysa na szkle
RomanceNa pozór idealne życie Veronici, zakłóca niebezpieczny człowiek, u którego jej brat zaciągnął dług. Żąda zwrotu przysługi, lecz wcale nie chodzi mu o pieniądze. Veronica zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której stawką jest jej życie. #1 miej...
