Rozdział 26.

4.8K 199 14
                                        

Otworzyłam oczy gwałtownie, natychmiast podnosząc się do siadu. Serce waliło mi w piersi, sprawiając, że miałam problem z czystym oddechem. Kręciło mi się w głowie. Musiałam kilkukrotnie zamrugać powiekami, aby obraz przed oczami stał się ostry.

Wszystie wspomnienia wróciły, szczególnie te najbardziej bolesne.

Znalazłam się w sypialni z dużymi oknami wychodzącymi na miasto, dzięki temu wiedziałam, że nadal znajdowałam się w Los Angeles. Wszechobecna biel biła po oczach, a wpadające do pomieszczenia naturalne światło, tylko potęgowało kolor. Przeszło mi przez myśl, że jednak budynki za szybą były wyłącznie iluzją, a ja zaczynałam poznawać życie pozagrobowe.

„Jesteś moim problemem, Veronico", usłyszałam słowa Michaela, jakby stał obok, lecz go nie było.

Problemy się eliminowało, a Michael był w tym temacie dość dosadny. Dlatego mogłam myśleć, że to, co znalazło się w wodzie, którą mi podał mogło być trucizną.

„Dlatego musiałem zniszczyć uczucie do ciebie" zadudniło w mojej głowie, sprawiając, że coraz bardziej nabierałam przekonania o odejściu ze świata żywych. O życiu po śmierci wiedziałam tylko tyle, że nawet w najmniejszym stopniu nie wyglądało tak, jak ludzie sobie wyobrażali.

Sypialnia z dużym łóżkiem, urządzona w gustowny i elegancki sposób nie kojarzyła się z życiem pozagrobowym – szczególnie czarno-biały portret Audrey Hepburn.

Wstałam z łóżka. Zorientowałam się, że miałam na sobie biały, kąpielowy szlafrok i swoją bieliznę. Nigdzie nie dostrzegłam ubrań ani torebki czy butów.

Skierowałam się do drzwi, przez co znalazłam się w dużym pomieszczeniu będącym połączeniem salonu i jadalni. Otaczały je wysokie okna ciągnące się od podłogi wyłożonej czarnym, matowym kamieniem po wysoki sufit. W tej części mieszkania również obecna była elegancja. Miałam nieodparte wrażenie, że skądś znałam widok zza okna. Nie chodziło mi konkretnie o miasto, bo bez wątpienia patrzyłam na Los Angeles. Układ budynków wydawał się znajomy, jakbym już kiedyś patrzyła przez to okno. Po chwili dotarło do mnie, że widok był niemal identyczny, jak ten z salonu Victora, tyle że zlokalizowany kilka pięter niżej. Obróciłam się tyłem do okna. Zorientowałam się, że również układ mieszkania przypominał ten w jego. Spojrzałam w lewo, gdzie powinny znajdować się frontowe drzwi, prowadzące do wind – były tam. Pobiegłam do nich, lecz gdy pociągnęłam za klamkę, nie otworzyły się. Szarpałam za nią, jakby miało to, cokolwiek zdziałać.

- Są zamknięte – rozbrzmiał znajomy głos za moimi plecami.

Poczułam nieprzyjemne uczucie, przyprawiające mnie o dreszcze.

Odwróciłam się, zastając Michaela kilka metrów przede mną. Stał z nonszalancką postawą, krzyżując ramiona na piersiach.

Momentalnie zagotowała się we mnie krew. Czułam, że wybuchnę.

Bez wątpienia, nadal przebywałam wśród żywych.

- Co mi podałeś?! – warknęłam.

Bez zastanowienia ruszyłam na niego. Zacisnęłam pięści gotowa do walki. Przed oczami miałam wściekłą czerwień.

Uderzyłam go w ramię, po czym popchnęłam w tył. Nie bronił się. Pozwolił, abym z zaciśniętymi ustami, uderzała go w przypadkowe miejsca. Obojętność, którą okazywał tylko podnosiła mi temperaturę. Byłam wściekła i sfrustrowana. Czułam, jakby wyimaginowana dłoń drapała mnie po duszy długimi pazurami.

Michael dał mi chwilę, po czym złapał mnie za nadgarstki. Mimo to, nadal walczyłam. Szarpałam się z nim aż złapał mnie w talii i zaborczo posadził na komodzie, do której niepostrzeżenie dotarłam.

Rysa na szkleOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz