Coś było nie tak. Wiedziałam to jeszcze zanim otworzyłam oczy. Najpierw z bólem zaczerpnęłam powietrza, jakbym witała się ze świata, wychodząc z łona matki. Następnie nie miałam sił, aby się poruszyć. A gdy ogarnął mnie ból niemal każdej części ciała, byłam pewna, że nie miałam przed sobą normalnego poranka.
Powoli otworzyłam powieki. Poczułam coś dziwnego pod prawym okiem, jakbym zapomniała zdjąć przed snem okładu żelowego. Musiałam zamrugać, aby wyostrzyć obraz. Początkowo docierały do mnie z naprzeciwka wyłącznie oślepiające promienie słoneczne, a dopiero po chwili dostrzegłam w oddali czysty błękit. Nie mogłam się na nim skupić, ponieważ podjęłam kolejną próbę poruszenia się, a wtedy pojawił się ból na wysokości brzucha.
Jęknęłam.
Wróciły wspomnienia.
Wściekła twarz blondyna, uderzenie w brzuch, krew jego... moja... przeczucie śmierci...
Czułam już nie tylko ból fizyczny, ale też strach. Bałam się o własne życie, choć napastnika nie było.
Kierowana instynktem przeżycia, wydusiłam z siebie siły, aby się podnieść. Usiadłam na łóżku, spuszczając nogi na podłogę.
Otaczały mnie białe ściany. Trzy okna ciągnące się od podłogi do sufitu wychodziły na nieduży taras, a następnie plażę i ocean. Pomieszczenie urządzono skromnie. Umeblowanie ograniczało się do drewnianego łóżka, komody oraz krzesła.
Spojrzałam na swoje dłonie, dostrzegając krew za paznokciami. Momentalnie poczułam mdłości. Na szczęście szybko minęły, lecz zastąpiły je zawroty głowy.
Czułam się jak zgnieciony kawałek papieru.
Miałam na sobie wyraźnie za duży t-shirt oraz bieliznę. Oznaczało to, że ktoś musiał mnie przebrać.
Wstałam, zaciskając mocno zęby. Ewidentnie moje ciało odmawiało wysiłku. Pragnęło leżeć, ale ja nie mogłam pozwolić sobie na relaks, dopóki nie wiedziałam, gdzie byłam. Moje wspomnienia urwały się na jęczeniach Durisa, który wił się na podłodze ze szkłem w brzuchu. Miałam nadzieję, że palant wycierpiał swoje i czekała go długa rekonwalescencja.
Położyłam dłoń na klamce drzwi, a te drgnęły.
Nie byłam więźniem.
Wyszłam na podłużny korytarz wyłożony drewnianymi panelami. Po prawej stronie dostrzegłam dwie pary drzwi. Kilka metrów po mojej lewej przestrzeń przechodziła w szersze pomieszczenie i tam zamierzałam się udać. Szłam powoli, starając się, aby bose stopy stąpały po drewnie niesłyszalnie.
Zatrzymałam się, gdy coś w mojej głowie podkusiło mnie, abym spojrzała na lustro zdobiące ścianę.
Przerażona wypuściłam głośno powietrze. Kąciki moich oczu zwilgotniały od wzbierających się łez.
Patrzyłam na twarz oszpeconą siniakami i ranami zakrytymi opatrunkami. Miałam przeciętą dolną wargę. Prawe oko otaczała purpura, natomiast liczne zadrapania dostrzegłam na czole, policzkach i żuchwie.
- Veronica.
Odwróciłam się, napotykając spojrzeniem Michaela.
„Moreno zabawi się z Mirandą, a ja z tobą. Zawsze tak robimy.", usłyszałam w mojej głowie słowa Durisa.
Moje ciało się spięło, przygotowując się do obrony.
- Nie powinnaś na razie wstawać z łóżka – jego głos przesiąkła delikatność, ale w tej chwili jej nie potrzebowałam. Michael był zagrożeniem.
CZYTASZ
Rysa na szkle
RomansaNa pozór idealne życie Veronici, zakłóca niebezpieczny człowiek, u którego jej brat zaciągnął dług. Żąda zwrotu przysługi, lecz wcale nie chodzi mu o pieniądze. Veronica zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której stawką jest jej życie. #1 miej...
