Trzy tygodnie później
Podpisywałam dokument za dokumentem. Mężczyzna o srogich rysach twarzy i białych niczym śnieg włosach podsuwał mi papiery, które omawialiśmy przez ostatnie dni. Pomógł mi w sprzedaży wszystkiego, co posiadałam. Zgodnie z prawem odziedziczyłam również majątek Victora, więc tym również się zajęliśmy. Nie targowałam się. Nie miałam wygórowanych żądań. Wzięłam tyle, ile dawali kupcy.
- Pieniądze trafią na pani konto w ciągu trzydziestu dni – oznajmił mężczyzna, odbierając ode mnie ostatni dokument sprzedaży mieszkania. – Ma pani już pomysł, gdzie je zainwestować? Współpracuję ze świetnym doradcą inwestycyjnym.
- Dziękuję, ale nie skorzystam. Wyjeżdżam z kraju i nie zamierzam nigdy wracać, w szczególności do Los Angeles. I mam już pomysł, co zrobię z pieniędzmi.
Ten dzień miałam zapamiętać jako ostatni w mieście, w którym się urodziłam i wychowałam. W mieście, którym dowiedziałam się czym jest strata i ból. Oczywiście miałam również dobre wspomnienia, ale musiałam uwolnić się od swojej przeszłości, a nie mogłam tego dokonać w Los Angeles.
- Rozumiem. W takim razie z mojej strony to wszystko. – Wyciągnął do mnie dłoń, którą uścisnęłam. – Kopię dokumentów prześlę na pani maila.
- Dziękuję.
Wyszłam z kancelarii, kierując się do pobliskiego lokalu, w którym byłam umówiona, aby zamknąć kolejny temat – ostatni na mojej liście. Niezależnie od tego, jak miało potoczyć się spotkanie, wieczorem zamierzałam wsiąść do samolotu. Spakowane bagaże czekały na mnie w mieszkaniu przy drzwiach frontowych. Bilet kupiłam kilka dni wcześniej.
Weszłam do Noir, gdzie ze względu na wczesną godzinę, nie było jeszcze wielu gości. Z tym miejscem również miałam wiele wspomnień. Może to z przyzwyczajenia, ale wnętrze przestało robić na mnie wrażenie. Wszystko wydawało się zwyczajne. Nawet zieleń naturalnej roślinności przełamująca elegancką czerń sprawiała wrażenie pospolitej, a wcześniej robiła na mnie największe wrażenie.
Młoda dziewczyna zaprowadziła mnie do stolika, gdzie wyjątkowo punktualnie czekała na mnie Meghan.
- Nie za wcześnie? – rzuciłam żartobliwie, całując ją w policzek.
- Miałaś poważny głos przez telefon, więc uznałam, że to, coś ważnego.
Spojrzałam na przyjaciółkę z nostalgią. Nasza przyjaźń była długa i pełna zakrętów, ale nigdy nie żałowałam, że los postawił na mojej drodze Meghan Jenson.
Usiadłyśmy. Ona zamówiła Cosmopolitana, ja wyciskany sok.
- Wyjeżdżam – zaczęłam.
- Nie za dużo tych wyjazdów ostatnio? – Uśmiechnęła się.
- Wyprowadzam się z Los Angeles. Opuszczam kraj i nie zamierzam wracać – wyjaśniłam dosadnie.
Ręka, w której trzymała drinka znieruchomiała. Zamrugała powiekami z długimi, wytuszowanymi rzęsami. Wyczytałam z jej mimiki, że próbowała dokładnie zrozumieć moje słowa, lecz nie potrafiła.
- Chcę zacząć od nowa.
- Nie musisz od razu wyjeżdżać ze stanu, tym bardziej kraju. Wiem, że masz za sobą ciężki czas, ale w San Diego czy Sacramento też może być fajnie.
Meghan nie znosiła Sacramento. Przemawiała przez nią desperacja, skoro polecała mi to miasto do zamieszkania.
- Ewentualnie Seattle, Portland, Phoenix...
CZYTASZ
Rysa na szkle
RomanceNa pozór idealne życie Veronici, zakłóca niebezpieczny człowiek, u którego jej brat zaciągnął dług. Żąda zwrotu przysługi, lecz wcale nie chodzi mu o pieniądze. Veronica zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, w której stawką jest jej życie. #1 miej...
