Tim
Kochaliśmy się przez kolejne godziny. Nie wiedziałem skąd w Lilianne tyle energii, bo ja przez większość czasu po prostu leżałem pod nią i brałem całą przyjemność którą mi dawała, ale wydawała się naprawdę zadowolona i spełniona więc pozawalałem jej na wszystko i cieszyłem się jej bliskością i tą całą masą rozkoszy.
Znowu mnie związała, ale w sumie nie miałem nic przeciwko temu, ponieważ uznałem to za naprawdę przyjemne i cholernie podniecające. Kazała mi się położyć w połowie łóżka, tak że nogi miałem oparte na podłodze, ale poza tym leżałem płasko na materacu. Związała mi ręce, choć inaczej niż wcześniej. Nie były ze sobą połączone tylko rozciągnięte po przeciwnych stronach ramy łóżka, co podobało mi się jeszcze bardziej niż poprzednia pozycja. Podłożyła mi poduszkę pod głowę abym widział wszystko co robiła, po czym zakneblowała mi usta. Chyba nigdy nie było mi aż tak dobrze. Dzięki temu, że moje nogi były na podłodze łatwiej było mi kontrolować swoje ciało, i odpowiadać na ruchy jej bioder. Zazwyczaj mi tego zabraniała, ale kiedy dochodziła, a ja pieprzyłem ją od dołu, aby spotęgować jej przyjemność nie narzekała.
Ta kobieta była niewiarygodna w łóżku. Poza tym - nie sądziłem, że mówienie podczas seksu może być tak ekstremalnie przyjemne. Uwielbiałem kiedy szeptała jak jest jej dobrze, gdy jestem w środku, o tym co czuje kiedy w niej jestem i o tym co chce mi jeszcze zrobić. Ze szczegółami. To mnie niemal zabijało. Miałem wrażenie jakbym za chwilę mógł umrzeć z nadmiaru przyjemności. Ale i tak chciałem więcej.
Usnęłyśmy dopiero nad ranem, śmiejąc się że rano będziemy cholernie niewyspani, jednak obudziłem się wcześnie. Przytulała się do mnie, a ja poczułem jak kamień osadza się na mojej klatce piersiowej.
Martwiłem się. Nie wiedziałem co się ze mną stanie, kiedy ona mnie zostawi. Już zaczynałem za nią tęsknic, i byłem przerażony. Przerażony tym że niedługo wszystko się zmieni. Przerażony tym, że nie wiem kiedy znowu ją zobaczę gdy wyjedzie. I absolutnie przerażony tym jak bardzo ją kochałem.
***
Czas mijał zdecydowanie zbyt szybko. Czułem, że Lilianne podobnie jak ja myśli o naszym rozstaniu, ponieważ każdej nocy kochaliśmy się tak zachłannie i namiętnie, jakby to miał być nasz ostatni raz.
Nie rozmawialiśmy o jej powrocie do Nowego Jorku, nie chciałem słuchać o tym że musi wracać, bo aż nazbyt dobrze to wiedziałem. Kochała to co robiła. Praca i studia były dla niej niesamowicie ważne i nigdy by z tego nie zrezygnowała, a ja nie miałem prawa ani ochoty zabierać jej marzeń. Wystarczyło, że sam byłem tutaj uziemiony. Nie zamierzałem skazywać na to samo dziewczyny którą tak bardzo kochałem, mimo że czułem jakbym miał umrzeć z tęsknoty za nią na samo wyobrażenie mojego życia bez niej.
Tygodnie mijały. Lipiec zamienił się w sierpień, a gdy nadeszły jego ostatnie dni, podczas kolejnej z naszych wspólnych nocy, która jednocześnie była jedną z ostatnich usłyszałem jej cichy głos, gdy przytulała mnie mocno, leżąc na mojej klatce piersiowej
- Nie chcę wyjeżdżać... - wyszeptała – Nie chcę cię zastawiać...
Moje serce zaczęło walić tak mocno, że musiała słyszeć jego bicie.
- Lilianne... Ja też kocham być przy tobie. Wiesz o tym – odparłem zachrypniętym głosem próbując się nie wzruszać, ale wtedy poczułem jak jej ramiona delikatnie drżą, a skóra na mojej piersi robi się wilgotna. – Kochanie, nie płacz...
- Nie mogę was zostawić. I nie chcę. Ja...
Zamilkła i spowiła nas cisza, więc przytuliłem ją i spojrzałem w jej oczy.
- Nie będziesz tutaj szczęśliwa – mówiąc to czułem jakbym wyrywał sobie serce.
- Nie będę szczęśliwa bez ciebie.
- Będziesz. Będziesz szczęśliwa w swoim życiu, bo właśnie ono jest spełnieniem twoich marzeń. Kochasz to co robisz i znienawidzisz mnie za to, że zostałaś tutaj... - dodałem przełykając ślinę.
Sam siebie nienawidziłem. Za wszystko. Za to że musiałem tu zostać, za to że nie umiałem się stąd wyrwać. I przede wszystkim za to że właśnie pozwalałem jej odejść.
- Nie wiesz co jest spełnieniem moich marzeń, Tim – odparła poważnym tonem, jakby z wyrzutem.
- Kochasz tańczyć. Kochasz swoje studia. Kiedy o nich opowiadasz cała promieniejesz. Kochasz Nowy Jork. Kochasz swoje życie...
- ... Ale bardziej kocham... Ciebie. Kocham cię, Timmy – powiedziała i właśnie w tej chwili wbrew wszystkiemu, stałem się najszczęśliwszym facetem na świecie.
- Ja ciebie też. Przecież wiesz – wyszeptałem i pocałowałem ją w usta.
- Nie umiem być bez ciebie.
- Nie umiem cię tu zatrzymać.
- Nie musisz. I tak zostanę...
- Nie możesz – oddychałem z trudem, a ona spojrzała na mnie z bólem – Nie możesz, bo ja nie mogę pozwolić na to, abyś marnowała swoje życie na tym cholernym odludziu. Żyj Lili. Żyj, studiuj, ciesz się swoją pracą, rób to co kochasz. A ja tutaj będę. Będę na ciebie czekał.
- Przestań – łzy poleciały po jej policzkach, kiedy pocałowała mnie jeszcze raz. Odpowiadałem na jej pocałunki, czując ich słony smak.
- Zawszę będę na ciebie czekał. Wrócisz, prawda? – zabrzmiałem totalnie żałośnie, a na dodatek prawie się poryczałem, ale miałem to gdzieś. Myśl że mógłbym jej więcej nie zobaczył dosłownie mnie zabijała.
- Zawsze. Zawsze do ciebie wrócę...
I tak po prostu jej uwierzyłem.
CZYTASZ
Tears
Romance18+❤ ZAKOŃCZONA ❤ W trakcie korekty Lilienne od zawsze była zimna, nieczuła i pozbawiona wrażliwości - szczególnie w kwestii mężczyzn. Seks był dla niej rozrywką, złamane męskie serca - utrapieniem, romantyzm - żenującą bzdurą, a miłość wyświechtany...
