Wyszłam na spacer z Bajką. Zamknęłam mieszkanie na dwa spusty, czy jak to tam się nazywa. Kluczyk oczywiście oddałam do recepcji, jak zawsze trzeba, gdy się gdzieś wychodzi. Na spacerze zagadała do nas jakaś baba ze swoim bahorem.
- Można pogłaskać? - zapytał ten babsztyl.
- Nie. Pies jest niebezpieczny. Może ugryźć. - skłamałam, bo nie chciałam żeby jakieś niewyżyte dziecko dotykało mojego psa. W konsekwencji Bajka faktycznie pewnie by ujebała tą dziewczynkę.
- No wie Pani co?! - wydarła się na całą ulicę. - Jaki brak szacunku!
Rozglądałam się z rozbawieniem w oczach po przechodniach.
- Nie rozumiem, o co Pani cho-
- Moje dziecko chce po-
- Niech mi Pani nie przerywa. - podniosłam głos. - Pies w stosunku do obcych jest nieufny i agresywny. Niech mi Pani nie grozi i nie zgłasza tego na policję, bo nic to Pani nie da. - uprzedziłam ją. - Robię to dla dobra Pani oraz dziecka, jeżeli Pani chce, może Pani pogłaskać psa, o ile nie upierdoli Pani dziecka.
- Co za słownicto! Nie dziwię się, że pies jest taki agresywny patrząc na tak brzydką mordę, słuchając takiego głosu i dotykając tego tłuszczu!
Tego już było za dużo. Oczy zaszły mi łzami. Pobiegłam z Bajką do apartamentu i zamknęłam się bez niej w łazience. Nawet nie zdjęłam z niej smyczy i obroży. Zrobiłam coś głupiego. Bardzo. Ostatni raz tak zwyzywał mnie ojciec. Wtedy pierwszy raz się samookaleczyłam. Historia lubi się powtarzać. Złapałam za pierwszą lepszą ostrą rzecz i szybko przesuwałam nią po swoich rękach. Rozryczałam się.
- Kurwa. Szmata. Zdzira. - wyzywałam się bez końca tnąc swoją skórę.
Ochłonęłam dwie godziny po spacerze. Wyszłam z łazienki. Bajka stała i czuwała przed drzwiami. Zamknęłam je i zobaczyłam wydrapaną dziurę. Przygryzłam usta.
- Baja, dlaczego podrapałaś tak drzwi? - zapytałam przejęta. Kwota, którą będę musiała przeznaczyć na kupno nowych drzwi pewnie zabrałaby mi pieniądze na kolejny miesiąc utrzymania Bajki.
Rozebrałam ją z jej sprzętu, założyłam długi rękaw i udałam się do recepcji.
- Dzień dobry. - przywitałam się ponownie.
- Witam Panią, Panno Brandon.
- Czy Pan Santan jest u siebie w biurze?
- Nie. Stoi za Tobą. - powiedział Adrien, który znikąd pojawił się tuż za moimi plecami.
- Mogłabym z Panem porozmawiać? - zapytałam.
- Oczywiście, zapraszam do gabinetu. - wskazał na windę.
- To raczej coś w moim mieszkaniu. - powiedziałam, gdy zaczęliśmy iść w stronę windy.
- Zaprasza mnie Pani na niegrzeczną zabawę?
- Nie! Fuj! - pisnęłam. - Raczej na coś... nieprzyjemnego.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział.
O matko, jak mnie wkurwiał ten debil. Niemiłosiernie. Dojechaliśmy na trzecie piętro. Jęknęłam.
- Mógłbym to słyszeć codziennie. Miód dla moich uszu. - odezwał się, kurwa, Adrien Santan. - Mogę nauczyć Panią jęczyć głośniej. - mrugnął do mnie.
- Mnie taka muzyka nie kręci. Nie wypada tak flirtować ze swoją, można tak nazwać, klientką.
Otworzyłam mu drzwi do mojego mieszkania. Nie sprzątnęłam bluzki, z której się przebrałam.
CZYTASZ
details.
Storie d'amoreNazywam się Sara Brandon. Mój ojciec wykupywał mi mieszkanie w apartamentowcu na czas studiów. Przez moją nienawiść do niego przeprowadziłam się do właściciela. Niebezpiecznego, tajemniczego, nieodgadniętego, zabawnego i czułego mężczyzny.
