Jedną ręką trzymał bluzę. W końcu się od niego oderwałam, stając na piętach. Złapał moją dłoń, obrócił mnie i przytulił do siebie. Stałam przed nim, przodem do Lili. Lila miała żuchwę chyba na ziemi. Czułam ciepły tors Adriena na plecach. Brodę oparł na mojej głowie. Lubiłam tak bliskie chwile. A może to po prostu on tak na mnie działał?
- Dobra, już, bo mnie wkurzasz. - odeszłam od niego.
- Masz bluzę. - powiedział dając mi czarny materiał.
Pachniał nim. Ale bluza była moja. Założyłam ją.
- Pasujecie do siebie. - odezwała się biedna Lila. Rozejrzałam się. Połowa osób stało z telefonami w rękach, zapewne przedtem nas nagrywając.
( Potem na necie było pełno editów z tego)
- Możemy iść? - poprosiłam Adriena, ciągnąc go za rękaw jego czarnej koszuli.
- Tak, chodźmy już.
Jedną rękę położył na moich łopatkach i delikatnie pokierował mnie do auta. Otworzył mi drzwi. Obok siebie.
- Ta, chyba śnisz, chłopczyku. - zaśmiałam się.
- Nie. Odwdzięczasz mi się, bo oddałem twój pocałunek.
Parsknęłam.
- Ta, to było twoje spełnienie marzeń. - mruknęłam.
- Żeby zaraz twoje się nie spełniły. Przypadkiem.
- Tak? A jakie są moje marzenia.
- Pocałowanie mnie. W końcu to zrobiłaś. Nie, sory. Pomyliłem się.
- Co?
- Zanim zaczniesz coś robić, najpierw się tego naucz. Naucz się całować, bo robisz to cholernie słabo. Panno Brandon.
Przewróciłam oczami i wsiadłam do przodu. Zamknął drzwi auta. Wsiadł z drugiej strony.
- Zapnij się. - powiedział.
- Nie umiem. - wzruszyłam ramionami.
Odchylił na chwilę głowę do tyłu. Sięgnął po mój pas i mi go zapiął.
A myślałam, że jego duma mu na to nie pozwoli.
Sam nie zapiął pasów i ruszył w drogę. Fotel nieznośnie piszczał. Przez dwie minuty, potem przestał. W domu usiadłam przy stole, w oczekiwaniu na obiad, który robiła jego gosposia. Stał przy ekspresie do kawy. Zwisał oparty o blat. Głowę nachylił przed siebie i mogłabym przysiądz, że intensywnie nad czymś myślał.
- Panie Santan?
- Tak? - nie zmienił pozycji.
- Naucz mnie całować.
Wyprostował się.
- Co? - zapytał.
Idiota.
- Jeżeli nie umiem się całować, naucz mnie to robić perfekcyjnie.
Odwrócił się w moją stronę.
- Połóż się. Gdziekolwiek. Stół, kanapa, podłoga. Gdziekolwiek. I zamknij oczy.
***
- Smaczne było. - powiedziałam.
Gosposia się uśmiechnęła. Zabrała od nas naczynia.
Wyjechała z rezydencji Santana. Później miałam jakiś napad. Nie wiedziałam o co się wściekalam. Po prostu dostałam ataku. Chciałam się wyżyć, a jedyną osobą na choryzoncie był Adrien. Na jego nieszczęście. Nie panuję nad emocjami. Mam ochotę coś rozjebać. Trzasnęłam drzwiami i walnęłam najpierw w drewno, a później w jedną z szyb. Cała chodzę. Trzęsę się. Drżę. Mam rozbitą kostkę środkowego palca. Tak mocno przywaliłam. Groziłam Santanowi nożyczkami. Prawie je złamałam. Kierowana furią wypchnęłam go z pokoju. Usiadłam na łóżku, wzięłam telefon i coś na nim robiłam. Rozryczałam się. Można powiedzieć, że moje łzy przypominały Niagarę, która w jedną sekundę jest w stanie napełnić sześćdziesiąt basenów olimpijskich. Trzęsłam się. Dostałam jakichś spazm. Skulilam się tak, że zmieściłabym się na poduszce. Nie mogłam oddychać. Łapczywie nabierałam powietrza do płuc, co cholernie mnie bolało. Nagle odechciało mi się oddychać. Dalej się trzęsłam. Okropnie. Przygryzłam swój biedny język. Zabolało. Ale starałam się nie oddychać. Wszedł Adrien.
CZYTASZ
details.
RomantizmNazywam się Sara Brandon. Mój ojciec wykupywał mi mieszkanie w apartamentowcu na czas studiów. Przez moją nienawiść do niego przeprowadziłam się do właściciela. Niebezpiecznego, tajemniczego, nieodgadniętego, zabawnego i czułego mężczyzny.
