Stone przebrała się w strój kąpielowy, narzuciła na niego pierwszą lepszą sukienkę z szafy, po czym udała się nad basen. Chciała położyć się na leżaku i nic nie robić. Niby była na urlopie i cały czas odpoczywała, ale sprawa Smakosza i nie tylko, powoli wykańczały ją psychicznie. Relaks na słoneczku był dokładnie tym, czego potrzebowała.
Zdążyła zejść na basen i zająć leżak, gdy rozdzwonił się jej telefon. Kto tym razem? Rich chciał pogadać o zdjęciu? Oby nie, bo nie miała na to ochoty. Swoją drogą, aż dziwne że Montero jeszcze nie domagał się, aby stawiła się na komisariacie. Podobno chciał ją przesłuchać tuż po tym jak znaleziono trzecią ofiarę. Minął dzień od tego czasu i nic. Ani Montero ani jej kuzyn nie przypominali, żeby stawiła się na komisariacie. Odpuścili jej, a może byli aż tak zajęci i rzeczywiście nie mieli czasu?
Tym razem Dany spojrzała na wyświetlacz. Dzwoniła do niej Beth. Normalnie cieszyłaby się z rozmowy z koleżanką z archiwum, tyle że poprzedniego dnia zapomniała do niej zadzwonić. Na swoje usprawiedliwienie miała wyjaśnienie, że sporo się działo. Niestety Beth nie należała do najbardziej wyrozumiałych osób pod słońcem. Zrobi jej aferę, na pewno.
- Cześć, Beth- zdążyła jedynie powiedzieć różowowłosa zanim rozmówczyni jej przerwała.
- Czy ty jesteś poważna, Dany?! Nie odzywasz się ponad dwadzieścia cztery godziny! Już chciałam dzwonić do twojego kuzyna, ale stwierdziłam, że dam ci ostatnią szansę!
Różowowłosa mimowolnie skrzywiła się na dźwięk podniesionego głosu Beth. Była na nią wściekła.
- To bardzo łaskawe z twojej strony- odparła Stone, chociaż wiedziała, że to tylko rozjuszy rozmówczynię. Zresztą, cokolwiek by nie powiedziała i tak byłoby źle. Musiała to przeczekać.
- Nie wkurwiaj mnie. To poważna sprawa. Seryjny zabójca zrobił ci zdjęcie i zostawił je na miejscu zbrodni! Miałyśmy umowę, pamiętasz?!
To niezupełnie było miejsce zbrodni, pomyślała Dany. Jednak postanowiła zachować tę myśl dla siebie. Po co wchodzić w szczegóły, jeśli to nie było konieczne?
- Tak, przepraszam. Po prostu...- zaczęła Stone, urywając na moment, żeby zabrać myśli. Musiała ostrożnie dobierać słowa albo walnąć prosto z mostu, że widziała trupa. To mogłoby zamknąć na chwilę Beth usta. Ostatecznie zdecydowała się na to drugie rozwiązanie. Czy to czyniło z niej złego człowieka? Po prostu chciała chwilę odpocząć od pretensji.- Zabił kolejną dziewczynę przy barze, gdzie pracowałam przez jeden wieczór, a potem... Byłam obecna podczas wstępnych oględzin zwłok.
Stone była w szoku, że takie słowa przeszły jej przez usta. Chyba robiła postępy, chociaż nie wiedziała czy to dobrze. Czyżby powoli i w jakimś stopniu się do tego przyzwyczajała? Czy chciała się do tego przyzwyczaić? Raczej nie.
- I ty mówisz o tym tak spokojnie?! Ja pierdolę, Dany, co tam się dzieje?!
Różowowłosa przeczekała wybuch zaskoczenia koleżanki i odezwała się dopiero, gdy ta się uspokoiła.
- A co ja mam powiedzieć? Nie mogę wyjechać, bo trwa śledztwo. Spokojnie, mam ochronę policji. Cały czas jakiś policjant ma mnie na oku.
- Sorki za ten wybuch- westchnęła w końcu Beth takim tonem jakby przed chwilą zużyła większość energii.- Nie pomyślałam, że masz dużo gorzej. To co się dzieje jest po prostu straszne. Jak czytam o tym w Michigan Post... Aż nie mieści mi się to w głowie.
A będzie się działo jeszcze więcej, pomyślała różowowłosa. Federalni przyjadą. Stone aż bała się pomyśleć jaka atmosfera będzie panować na komisariacie. Lara Cross i jej kuzyn, którzy aktualnie byli na etapie kłótni oraz Montero, który miał pretensje do Richa o mieszanie spraw prywatnych i zawodowych... Tymczasem Rich spotykał się z agentką specjalną FBI, która niemal na pewno przyleci wspomóc ich w śledztwie. Była wyjątkowo skuteczna i uparta jak już sobie coś postanowiła. Jakoś ciężko było Stone wyobrazić sobie tę współpracę.
CZYTASZ
Smakosz
Mystery / ThrillerDanielle Stone na co dzień pracuje w archiwum w Nowym Jorku, ale pewnego dnia zostaje wysłana przez swojego szefa na przymusowy urlop. Przypadkiem znalazła w internecie ośrodek wypoczynkowy o nazwie Callahan Resort należący do jej dawnej przyjaciółk...
