Rozdział 27

5.6K 147 5
                                        

George

Ciemne korytarze się tylko dłużyły. Było nas słychać, nie pasowało mi to. Oliver i Harold weszli w inny korytarz. Justin, Tristan i Patrick sprawdzali pomieszczenia które mijaliśmy. Druga połowa ludzi weszli drugim wejściem. Piasek pod nogami sprawiał że było słychać każdy nasz krok. Problem był w tym że pomieszczenia nie były oznaczone numerkami.

W prawej słuchawce usłyszałem głos Gerarda.

- Znaleźliśmy mapę. Tutaj wszystkie korytarze mają swoją literkę a pomieszczenia są oznaczone cyframi.- powiedział.

- Na jakim się znajdujemy?- zapytałem.

- Jesteście teraz na korytarzu L.- odpowiedział.

Gerard miał nasze lokalizacje i mógł nas poprowadzić w właściwą stronę.

- Patrz.- wymamrotał Nick.- Jest.- skopał stopą piasek z tabliczki którą leżała na ziemi. Była z kamienia a w niej widniały cyferki. 176.

Kucnąłem przy kamieniu i uważnie się przyjrzałem liczbie. Podszedłem do innego pomieszczenia. Skopałem piasek i drobne kamienie. 177.

Czyli Sophia pewnie się znajduje w 473. Albo w 474.

Gdyby tu była. Narazie nie ma tu śladów po blondynce.

- Przy każdym pomieszczenia, po prawej stronie wejścia jest kamień z liczbą.- wyszeptał Nick do swojej kurtki.

Richard mu odpowiedział coś w uchy a on przytaknął.

- Musimy się pospieszyć.- przyspieszyłem swój krok.

- Nie mamy dużo czasu.- powiedział Nick do swojej kurtki.

Przyłożyłem dłoń do spluwy którą miałem w tyle mojej marynarki. W niektórych częściach korytarza wisiały szkielety i krzyże. Przyspieszyliśmy krok, co jakiś czas sprawdzaliśmy numerki przy komorach.

Im dalej byliśmy im mniej zasięgu mieliśmy. I tak już mieliśmy mało od samego początku. Złapałem się za głowę gdy zorientowałem się że Sophia tu mogła siedzieć przez tydzień.

W oddali zaświeciła się lampka. Ale było to tak daleko że nie wiedziałem czy to na pewno była lampka. Jakaś biała kropka. Która zniknęła po sekundzie.

- Widzieliście to?- wyszeptał Ignace.

- No.- wymamrotałem.

Nasze latarki nie sięgały tak daleko byśmy mogli zobaczyć co to było. Serca załomotało mi mocniej a adrenalina buzowała w żyłach.

- Znaleźliśmy list. Jest napisany w innym języku.- wymamrotał w słuchawce.

- Weźcie go ze sobą.- odpowiedziałem.- Zauważyliśmy w oddali światło.- wyszeptałem.

- My też.- odpowiedział Robert.

- Kurwa.- przeklnąłem.- Przygotujcie bronie.- wymamrotałem.

Przyjrzałem się liczbie przy komorze. 200.

To zajmie nam dużo czasu.

- Co u was?- Karen zapytała.

Karen jest razem z ekipą i Dylanem przy kontenerach.

- Jest Dylan?- zapytałem ją.

- Został w samochodzie.

- Tchórz.- warknąłem pod nosem.

Spojrzałem w tył by się upewnić że jest pusto. Przyspieszyliśmy i po dwudziestu minutach dotarliśmy do komory o liczbie 400. Poprzednie pomieszczenia nie miały drzwi a te miały.

Popchnąłem drewniane drzwi. W środku było ciemno. Poświęciłem latarką i zauważyłem kopę szkieletów. Odwróciłem głowę w stronę chłopaków. Ruszyliśmy dalej korytarzem. Było tutaj cholernie zimno. Jak w zamrażarce.

- Nie ma jej.- usłyszałem w słuchawce.

Zadarłem podbródek i spiorunowałem Nicka.

- Sprawdziliście?- zapytałem.

- Tak. Sprawdziliśmy kilka kontenerów.- odpowiedziała.

Westchnąłem. Tracę nadzieje że ją odnajdziemy. Chociaż zwiększyła się szansa że jest tutaj to nie czułem tego.

Nie mogłem do tego dopuścić.

Poczułem jak łzy zbierają się w moich oczach. Chciałem wykrzyczeć jej imię na ten cały zasrany korytarz. Znajdowaliśmy się niewiadomo ile metrów pod ziemią w poszukiwaniu mojej kobiety. Może teraz błaga o życie bo nie dostarczyłem pieniędzy na miejsce.

- Idźmy tam.- warknąłem.- Zastrzelę każdego chuja którego spotkam po drodze, dopóki jej nie znajdę.- wyciągnąłem swoją broń. Miałem jeszcze drugą przy piersi a nóż miałem schowany na swoim boku.

- George.- wydukał Nick.

Światełko które widzieliśmy pół godziny temu znowu się zaświeciło tylko teraz na dłużej i było bliżej.

- Tak?! Będziesz mi świecił?- ruszyłem pewnym krokiem w stronę światła.

- George.- warknął Jacob.- Musimy pozostać spokojni.- wyszeptał.

- Zaświeciło się.- usłyszałem w słuchawce.- Słyszymy was.- dodał Richard.

To to samo światło. Widzą to samo co my. Czyli jest tylko jeden?

- Czterysta pięćdziesiąt dwa.- powiedział Nick skopując piasek z kamienia.

Coraz bliżej. Serce podskoczyło mi do gardła i nie słyszałem nic oprócz jego bicia. Oddech miałem przyspieszony a złość we mnie buzowała.

Zabije go.

I rzucę na kupę tych szkieletów.

A może pierwsze go pomęczę.

Zacisnąłem pięści i razem z chłopakami ruszyłem do światła.

- Sprawdź.- rozkazałem wskazując na drzwi.

Pchnął drzwi a w środku leżał materac. Stary zepsuty i podarty materac. A ściany były pokryte szarością.

To tutaj.

Szybkim krokiem ruszyłem do dalej. Nagle usłyszałem strzał. Zamarłem w miejscu. Światła nie było. Zniknęło razem ze strzałem. Słyszałem tylko kroki. Głośne kroki zbliżające się do nas.

Po chwili pojawiło się kilka świateł. Tak z dziesięć.
Przełknąłem ślinę i wymierzyłem pistolet.

- To my.- usłyszałem w słuchawce.- Zabiliśmy go.- dodał Richard.

Jacob oświetlił ich twarze i dopiero wtedy odłożyłem pistolet.

- Nie możliwe że był tylko jeden.- wymamrotałem podchodząc do nich. Ominąłem ich i stanąłem nad trupem.

Twarz miał bladą a kaptur zasłaniał jego włosy. Oczy były nadal otworzone. Strzał prosto w serce.

Nóż leżał obok niego. Zacząłem szukać portfel lub telefon by się dowiedzieć kim on był. Jednak żadne z tych rzeczy nie posiadał.

- Tutaj.- Nick wskazał na drzwi.- Czterysta siedemdziesiąt trzy.- wymamrotał.

Podniosłem się i spojrzałem na przyjaciela. Za nimi pojawiło się następne światło.

- Zajmijcie się nimi.- machnąłem na światło.- Nick i Jacob stójcie tu.- rozkazałem.

Pchnąłem drzwi. Poświęciłem latarką po pomieszczeniu. Światło działało na ruch więc gdy wszedłem do środka to się zaświeciło. Serce dudniało mi w piersi. Policzki mnie piekły. Cała twarz mnie piekła a szczególnie oczy. Zabrało mi dech w płucach. Moje serce ociekało łzami gdy zauważyłem moją małą blondynkę na ziemi.


__
Rozdział 27

Dangerous beautyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz