George
Ciemne korytarze się tylko dłużyły. Było nas słychać, nie pasowało mi to. Oliver i Harold weszli w inny korytarz. Justin, Tristan i Patrick sprawdzali pomieszczenia które mijaliśmy. Druga połowa ludzi weszli drugim wejściem. Piasek pod nogami sprawiał że było słychać każdy nasz krok. Problem był w tym że pomieszczenia nie były oznaczone numerkami.
W prawej słuchawce usłyszałem głos Gerarda.
- Znaleźliśmy mapę. Tutaj wszystkie korytarze mają swoją literkę a pomieszczenia są oznaczone cyframi.- powiedział.
- Na jakim się znajdujemy?- zapytałem.
- Jesteście teraz na korytarzu L.- odpowiedział.
Gerard miał nasze lokalizacje i mógł nas poprowadzić w właściwą stronę.
- Patrz.- wymamrotał Nick.- Jest.- skopał stopą piasek z tabliczki którą leżała na ziemi. Była z kamienia a w niej widniały cyferki. 176.
Kucnąłem przy kamieniu i uważnie się przyjrzałem liczbie. Podszedłem do innego pomieszczenia. Skopałem piasek i drobne kamienie. 177.
Czyli Sophia pewnie się znajduje w 473. Albo w 474.
Gdyby tu była. Narazie nie ma tu śladów po blondynce.
- Przy każdym pomieszczenia, po prawej stronie wejścia jest kamień z liczbą.- wyszeptał Nick do swojej kurtki.
Richard mu odpowiedział coś w uchy a on przytaknął.
- Musimy się pospieszyć.- przyspieszyłem swój krok.
- Nie mamy dużo czasu.- powiedział Nick do swojej kurtki.
Przyłożyłem dłoń do spluwy którą miałem w tyle mojej marynarki. W niektórych częściach korytarza wisiały szkielety i krzyże. Przyspieszyliśmy krok, co jakiś czas sprawdzaliśmy numerki przy komorach.
Im dalej byliśmy im mniej zasięgu mieliśmy. I tak już mieliśmy mało od samego początku. Złapałem się za głowę gdy zorientowałem się że Sophia tu mogła siedzieć przez tydzień.
W oddali zaświeciła się lampka. Ale było to tak daleko że nie wiedziałem czy to na pewno była lampka. Jakaś biała kropka. Która zniknęła po sekundzie.
- Widzieliście to?- wyszeptał Ignace.
- No.- wymamrotałem.
Nasze latarki nie sięgały tak daleko byśmy mogli zobaczyć co to było. Serca załomotało mi mocniej a adrenalina buzowała w żyłach.
- Znaleźliśmy list. Jest napisany w innym języku.- wymamrotał w słuchawce.
- Weźcie go ze sobą.- odpowiedziałem.- Zauważyliśmy w oddali światło.- wyszeptałem.
- My też.- odpowiedział Robert.
- Kurwa.- przeklnąłem.- Przygotujcie bronie.- wymamrotałem.
Przyjrzałem się liczbie przy komorze. 200.
To zajmie nam dużo czasu.
- Co u was?- Karen zapytała.
Karen jest razem z ekipą i Dylanem przy kontenerach.
- Jest Dylan?- zapytałem ją.
- Został w samochodzie.
- Tchórz.- warknąłem pod nosem.
Spojrzałem w tył by się upewnić że jest pusto. Przyspieszyliśmy i po dwudziestu minutach dotarliśmy do komory o liczbie 400. Poprzednie pomieszczenia nie miały drzwi a te miały.
Popchnąłem drewniane drzwi. W środku było ciemno. Poświęciłem latarką i zauważyłem kopę szkieletów. Odwróciłem głowę w stronę chłopaków. Ruszyliśmy dalej korytarzem. Było tutaj cholernie zimno. Jak w zamrażarce.
- Nie ma jej.- usłyszałem w słuchawce.
Zadarłem podbródek i spiorunowałem Nicka.
- Sprawdziliście?- zapytałem.
- Tak. Sprawdziliśmy kilka kontenerów.- odpowiedziała.
Westchnąłem. Tracę nadzieje że ją odnajdziemy. Chociaż zwiększyła się szansa że jest tutaj to nie czułem tego.
Nie mogłem do tego dopuścić.
Poczułem jak łzy zbierają się w moich oczach. Chciałem wykrzyczeć jej imię na ten cały zasrany korytarz. Znajdowaliśmy się niewiadomo ile metrów pod ziemią w poszukiwaniu mojej kobiety. Może teraz błaga o życie bo nie dostarczyłem pieniędzy na miejsce.
- Idźmy tam.- warknąłem.- Zastrzelę każdego chuja którego spotkam po drodze, dopóki jej nie znajdę.- wyciągnąłem swoją broń. Miałem jeszcze drugą przy piersi a nóż miałem schowany na swoim boku.
- George.- wydukał Nick.
Światełko które widzieliśmy pół godziny temu znowu się zaświeciło tylko teraz na dłużej i było bliżej.
- Tak?! Będziesz mi świecił?- ruszyłem pewnym krokiem w stronę światła.
- George.- warknął Jacob.- Musimy pozostać spokojni.- wyszeptał.
- Zaświeciło się.- usłyszałem w słuchawce.- Słyszymy was.- dodał Richard.
To to samo światło. Widzą to samo co my. Czyli jest tylko jeden?
- Czterysta pięćdziesiąt dwa.- powiedział Nick skopując piasek z kamienia.
Coraz bliżej. Serce podskoczyło mi do gardła i nie słyszałem nic oprócz jego bicia. Oddech miałem przyspieszony a złość we mnie buzowała.
Zabije go.
I rzucę na kupę tych szkieletów.
A może pierwsze go pomęczę.
Zacisnąłem pięści i razem z chłopakami ruszyłem do światła.
- Sprawdź.- rozkazałem wskazując na drzwi.
Pchnął drzwi a w środku leżał materac. Stary zepsuty i podarty materac. A ściany były pokryte szarością.
To tutaj.
Szybkim krokiem ruszyłem do dalej. Nagle usłyszałem strzał. Zamarłem w miejscu. Światła nie było. Zniknęło razem ze strzałem. Słyszałem tylko kroki. Głośne kroki zbliżające się do nas.
Po chwili pojawiło się kilka świateł. Tak z dziesięć.
Przełknąłem ślinę i wymierzyłem pistolet.
- To my.- usłyszałem w słuchawce.- Zabiliśmy go.- dodał Richard.
Jacob oświetlił ich twarze i dopiero wtedy odłożyłem pistolet.
- Nie możliwe że był tylko jeden.- wymamrotałem podchodząc do nich. Ominąłem ich i stanąłem nad trupem.
Twarz miał bladą a kaptur zasłaniał jego włosy. Oczy były nadal otworzone. Strzał prosto w serce.
Nóż leżał obok niego. Zacząłem szukać portfel lub telefon by się dowiedzieć kim on był. Jednak żadne z tych rzeczy nie posiadał.
- Tutaj.- Nick wskazał na drzwi.- Czterysta siedemdziesiąt trzy.- wymamrotał.
Podniosłem się i spojrzałem na przyjaciela. Za nimi pojawiło się następne światło.
- Zajmijcie się nimi.- machnąłem na światło.- Nick i Jacob stójcie tu.- rozkazałem.
Pchnąłem drzwi. Poświęciłem latarką po pomieszczeniu. Światło działało na ruch więc gdy wszedłem do środka to się zaświeciło. Serce dudniało mi w piersi. Policzki mnie piekły. Cała twarz mnie piekła a szczególnie oczy. Zabrało mi dech w płucach. Moje serce ociekało łzami gdy zauważyłem moją małą blondynkę na ziemi.
__
Rozdział 27
CZYTASZ
Dangerous beauty
RomancePrzyjaciel mojego ojca i facet mojej nauczycielki. Zakazany romans Różnica wieku Zapraszam do czytania❤️
