12. OBNAŻENIE

181 15 15
                                        

Rozmawiali, jedli i cieszyli się wolnym czasem. Oboje czuli, że ostatnie wydarzenia zbliżyły ich do siebie, jednak nie byli tym skrępowani, wprost przeciwnie.

Magnus nie chciał psuć tej sielankowej atmosfery, jednak musiał się dowiedzieć, o czym dokładnie śnił Alec.

– Czy możemy porozmawiać o wczorajszej nocy? – zapytał niepewnie.

Mina przyjaciela momentalnie zrzedła, za co przeklął się w myślach.

– Musimy? Wolałbym do tego nie wracać – odparł bezbarwnym głosem.

– Nie musimy, jednak wówczas nie będę wiedział, jak mogę ci pomóc.

– Już mi pomagasz, sama twoja obecność mi pomaga.

– Cieszę się, jednak uważam, że to za mało – upierał się.

– Chcesz bawić się w psychologa? – sarknął.

– Jestem daleki od tego, jednak wiem, że niektóre rzeczy trzeba po prostu przepracować – tłumaczył łagodnym głosem.

– I myślisz, że mówienie o tym w czymkolwiek mi pomoże? Zresztą, już przecież o tym rozmawialiśmy.

– Owszem, jednak czuję, że coś się zmieniło. Twoje sny... To nie są zwykłe sny, prawda?

Zapadła między nimi dłuższa cisza, podczas której Alec toczył wewnętrzną walkę, czy wyjawić przyjacielowi swoje podejrzenia. W końcu skapitulował, wziął głęboki oddech i niechętnie przytaknął.

 – Wydaje mi się, że to są wspomnienia. Chciałbym wierzyć, że to zwykłe koszmary jednak... wszystko jest zbyt realistyczne – westchnął – czuję dotyk, zapach, strach... – urwał.

– Tego się obawiałem, miałem jednak nadzieję, że do czegoś takiego nie dojdzie – spochmurniał.

– Wiesz, co w tym wszystkim jest najgorsze? – zapytał, jednak nie czekając na odpowiedź, kontynuował – że mogłem jedynie patrzeć, jak kawałek po kawałku bierze moje ciało jak jakąś rzecz, a ja nic nie mogę z tym zrobić – głos mu się załamał.

Magnus przybliżył się do chłopaka i zamknął go w ciasnym uścisku, nic nie mówiąc.

– Krzyczałem, szarpałem się, jednak żaden dźwięk nie upuścił mojego gardła, a ciało nie drgnęło nawet o milimetr – podjął po dłuższej chwili – czułem, że zaraz dojdzie do najgorszego, a nie było nikogo, kto mógłby go powstrzymać – zadrżał.

– Już, spokojnie – mówił do niego kojącym głosem – nie byłeś sam, byłem tam, zdążyłem – wzmocnił uścisk.

– Wiem, dlatego gdy się w nocy obudziłem, poczułem, jak byś ponownie mnie ocalił – wyszeptał.

– Nikt cię już nie skrzywdzi, nie dopuszczę do tego, obiecuję – starał się brzmieć pewnie, mimo iż głos mu się łamał.

Błękitnooki nie skomentował tego. Wiedział, że praca nad filmem niedługo się skończy, a ich drogi się rozejdą. Mimo najszczerszych chęci Bane nie będzie w stanie spełnić swojej obietnicy, nie chciał jednak teraz o tym myśleć. Było jeszcze coś, o czym chciał powiedzieć, a co dręczyło go bardziej niż nocne mary.

– Wraz z przebudzeniem koszmar się kończy, jednak w jego miejsce pojawia się nowy, bardziej rzeczywisty, a tym samym bardziej bolesny – wziął głęboki oddech, po czym kontynuował – nie potrafię pozbyć się z głowy jego dotyku, a to sprawia, że czuję się brudny.

– Alec... – nie dokończył.

– Nienawidzę go za to, co mi zrobił i nienawidzę siebie, że tak się czuję... – kilka gorzkich łez spłynęło po jego bladych policzkach.

Na planie (Malec)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz