29. SPOTKANIE

114 8 8
                                        

Alec, jak zawsze, był punktualny. W rzeczywistości kosztowało go to sporo samokontroli - gdyby poszedł za impulsem, zjawiłby się pod drzwiami Magnusa dobre pół godziny wcześniej. Odliczał minuty do spotkania, wpatrując się raz po raz w ekran telefonu, jakby samym spojrzeniem mógł przyspieszyć czas. To niesamowite, jak bardzo się za nim stęsknił. A przecież widzieli się zaledwie kilka godzin wcześniej.

Ale każda chwila bez niego ciągnęła się teraz jak wieczność.

Gdy wreszcie stanął pod znajomymi drzwiami, jego serce przyspieszyło. Nie musiał nawet pukać, Magnus otworzył niemal natychmiast, jakby sam stał po drugiej stronie, z dłonią zawieszoną nad klamką.

Ich spojrzenia się spotkały i świat na ułamek sekundy zamarł.

A potem Magnus, nie mówiąc ani słowa, objął go gwałtownie, jak człowiek tonący, który wreszcie łapie oddech. Jego usta odnalazły usta Aleca łapczywie, bez pytania, bez zawahania, jakby całe ciało krzyczało: wreszcie.

Alec odwzajemnił pocałunek z tą samą intensywnością, palce zaciskając na jego marynarce. Przez chwilę nie było nic poza nimi - zapach perfum Magnusa, ciepło jego skóry, znajomy dotyk i ten delikatny dreszcz, który zawsze pojawiał się, gdy byli tak blisko.

- Czyżby ktoś się stęsknił? - zapytał Alec, kiedy wreszcie oderwali się od siebie na tyle, by złapać oddech. Jego głos był rozbawiony, ale z lekkim drżeniem, nadal czuł smak pocałunku.

- Ja? Skądże - Magnus uniósł brew teatralnie - to tylko... moja standardowa forma powitania. Zawsze tak witam gości.

- Doprawdy? - Alec zmarszczył brwi, udając zamyślenie - w takim razie Jace będzie bardzo zaskoczony, kiedy tu przyjdzie.

Magnus parsknął śmiechem, odchylając głowę.

- Chcesz, żebym go pocałował?

- Niee! - Alec aż się cofnął z udawanym przerażeniem, po czym dodał z uśmiechem - ale jego reakcja byłaby bezcenna. Muszę to nagrać. Serio, wyobraź to sobie: Jace otwiera drzwi, a ty rzucasz się na niego jak bohater telenoweli.

- Myślę, że z miejsca przestałby się do mnie odzywać - mruknął Magnus, zerkając na niego z przekąsem - albo, co bardziej prawdopodobne, od razu przywalił by mi w twarz.

Obaj wybuchnęli śmiechem. Alec oparł czoło o ramię Magnusa, czując, jak z jego ciała powoli uchodzi napięcie.

- Naprawdę się za tobą stęskniłem - powiedział cicho, z tym nieco zawstydzonym uśmiechem, który Magnus znał już na pamięć.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo ja za tobą - odpowiedział Magnus, wtulając twarz w jego włosy - czuję, jakbyśmy wreszcie wrócili do siebie. Nie do tego, co było, tylko do czegoś... nowego. Lepszego.

- Też to czuję - mruknął Alec, przyciągając go jeszcze bliżej - i chcę, żeby to trwało.

- Dlatego właśnie... spotkanie w weekend - przypomniał Magnus, prostując się lekko - wszyscy razem.

Alec skinął głową, tym razem z większym spokojem.

- Tak jak ustaliliśmy. Sobota. U ciebie. Ale musimy ogarnąć szczegóły, zanim te dwie wybuchowe mieszanki się zetkną i świat się zatrzęsie.

- O, Cat i Izzy razem to potencjał na miniserial. A jak Ragnor i Jace zaczną konkurować o miano „najbardziej sceptycznego faceta w pomieszczeniu", to będzie złoto.

- Może powinniśmy ustawić kamery...? - Alec uniósł brew z udawanym namysłem.

- Nie prowokuj mnie - odparł Magnus z uśmiechem - ale serio. Myślę o czymś swobodnym. Burgery? Każdy składa własnego. Luźna atmosfera, więcej kontroli nad tym, co się dzieje.

Na planie (Malec)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz