24. MISJA

153 13 11
                                        

Za oknem jeszcze było ciemno, gdy Magnus z westchnieniem irytacji, wygrzebał się z ciepłej pościeli. Obudził się jakiś czas temu i mimo najszczerszych chęci, sen nie chciał ponownie zabrać go do krainy nieświadomości. Czuł się zmęczony i rozdrażniony, dlatego nie pozostało mu nic innego, jak wstać i napić się kawy, która miał nadzieję, postawi go na nogi.

Mimo, iż przez ostatnie dni pobytu w Afryce nie dzielił łóżka z Alekiem, sama świadomość jego obecności w pokoju działała na niego uspokajająco. Teraz, gdy był zupełnie sam, czuł, jakby stracił jakąś cząstkę siebie.

Usiadł przy wyspie kuchennej z parującym kubkiem w dłoni i sięgnął po komórkę. Dochodziła dopiero szósta rano, było więc zdecydowanie za wcześnie na jakikolwiek telefon. Musiał uzbroić się w cierpliwość, która nie była jego najmocniejszą stroną.

W głowie układał wszystko to, co chciał przekazać Izzy. Czuł się przez to, jak zdrajca, jednak świadomość, że robi to wyłącznie dla dobra Aleca, nieco uciszała jego wyrzuty sumienia.

Miał sobie również za złe, że okłamał przyjaciół odnośnie swojego rzekomego przedłużającego się pobytu na Czarnym Lądzie. Miał wrażenie, że w ostatnim czasie popełnia same błędy i zawodzi wszystkich dookoła, a najbardziej siebie.

Przez chwilę naszła go myśl, by się ubrać i popędzić do Aleca, jednak szybko ją odrzucił. Ustalił przecież sam ze sobą, że tym razem nie zrobi niczego pochopnie i pod wpływem impulsu. Siedział tak więc w pustej kuchni, popijał kawę i odliczał minuty, które jak na złość ciągnęły się w nieskończoność. Chciałby już mieć rozmowę z Izzy za sobą, a przede wszystkim chciał się dowiedzieć, jak Alec się trzyma.

***

Izzy nie wiedziała, że tego dnia będzie miała gorącą linię. Jeszcze dobrze nie otworzyła oczu, gdy spod jej poduszki wydobył się kwaczący dźwięk, przypisany do kontaktu brata. Sięgnęła po komórkę i odebrała.

- Jace, czy ty wiesz, która jest godzina? - spojrzała na wyświetlacz, bo w sumie sama tego nie wiedziała. Dochodziła ósma rano.

- Podziękuj Clarie, że nie zadzwoniłem do ciebie zaraz po przebudzeniu - bronił się.

- Coś się stało? - uniosła się lekko na poduszkach. To było niepodobne do blondyna, by wstawał tak wcześnie, szczególnie po imprezie.

- Właśnie nie wiem - przejechał dłonią po karku w nerwowym geście - zauważyłaś wczoraj może, że Alec dziwnie się zachowywał?

Musiała się chwilę zastanowić. W zasadzie nie zaobserwowała niczego niepokojącego...chociaż...

- Wcześniej o tym nie myślałam jednak teraz, gdy o tym mówisz - zawiesiła na chwilę głos - wydaje mi się, że starał się unikać tematu Magnusa.

- Właśnie! - krzyknął do słuchawki - a gdy już o nim mówił, nie zawsze udawało mu się zapanować nad twarzą, na której pojawiał się lekki grymas.

- Tego akurat nie zauważyłam - przyznała szczerze - myślisz, że się pokłócili?

- Tak mi się wydaje - westchnął.

- To może go wprost zapytamy? - zaproponowała.

- Nie uważasz, że gdyby chciał nam powiedzieć, to zrobiłby to wczoraj? - żachnął się.

- Od kiedy taki mądry się zrobiłeś? - prychnęła, jednak w duchu przyznała bratu rację - to, co proponujesz?

- Wiesz, jaki wrażliwy jest nasz braciszek - zaczął powoli - i jak zamknięty jest w sobie.

- Do brzegu - ponagliła go.

- Uważam, że nie powinniśmy go naciskać. Powie nam, gdy uzna, że jest na to gotowy.

Na planie (Malec)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz