26. LOFT

167 9 6
                                        

– Tu mieszkasz? – zapytał zaskoczony Alec, wpatrując się w starą kamienicę, przed którą właśnie stanęli. Mimo, iż z muru gdzieniegdzie odpadał tynk, budynek miał w sobie coś, co przyciągało wzrok.

– Rozumiem, że wyobrażałeś to sobie inaczej? – zaśmiał się Magnus, prowadząc go w stronę masywnych, drewnianych drzwi.

– Myślałem raczej o jednym z tych nowoczesnych wieżowców ze szkła i stali – przyznał Alec, zerkając na niego kątem oka – jakoś bardziej mi do ciebie pasuje.

– Bo wydaję się zimny i niedostępny? – Magnus uniósł brwi, drocząc się z lekkim uśmiechem na ustach, który zawsze towarzyszył jego pewności siebie.

– Raczej elegancki i wyrafinowany – odparł Alec z uśmiechem.

– To tylko pozory – Magnus wzruszył ramionami – może nie jest najpiękniejsza, ale kamienica ma swój urok, a przede wszystkim spokój, który w dzisiejszych czasach coraz trudniej znaleźć. 

– Zdecydowanie bardziej mi się podoba, niż te szklane klocki – przyznał Alec, przyglądając się uważniej – ma duszę. Założę się, że skrywa w swoich murach niejedną, ciekawą historię.

– Trafiłeś w dziesiątkę! – Magnus rozpromienił się – kiedyś ci je opowiem, jeśli zechcesz.

– Trzymam cię za słowo – zaśmiał się Alec, widząc błysk w oczach swojego chłopaka.

– A teraz zapraszam do mojego królestwa – oznajmił Magnus, gdy dotarli na ostatnie piętro. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem, ukazując wnętrze.

To miejsce idealnie oddawało charakter Magnusa – pomyślał Alec, zafascynowany niecodziennym wystrojem.

Salon był przestronny, lecz przytulny. Wysoki sufit i olbrzymie okna, idealnie współgrały z miękkimi, kolorowymi kanapkami i abstrakcyjnymi obrazami, które zdobiły ściany w pastelowym kolorze. Ciężkie, drewniane regały pełne książek i pamiątek przywiezionych z różnych zakątków świata, nadawały wnętrzu osobisty charakter. Kolorowe poduszki na sofach oraz dywany, które częściowo pokrywały podłogę z ciemnego drewna, nadawały temu miejscu poczucie ciepła i domowego klimatu. Alec poczuł się jak u siebie, otoczony tą spokojną, pełną charakteru przestrzenią.

– Rozgość się, napijesz się czegoś?

– Whisky z lodem – rzucił Alec i skierował się w stronę sofy, która wyglądała na wyjątkowo wygodną.

Ściągnął po drodze marynarkę, którą rzucił niedbale na oparcie. Chwilę później dołączył do niej krawat.

– Może chciałbyś przebrać się w coś wygodniejszego? – zapytał Magnus, podając mu drinka.

– Jeśli to nie problem, to chętnie – upił łyk trunku i westchnął z zadowoleniem.

– Garniak nie jest twoim ulubionym strojem – zaśmiał się.

– Przecież wiesz – oddał porozumiewawczy uśmiech. 

– Zaraz ci coś przygotuje.

– Jest opcja, że będzie to coś bardziej w moim, niż twoim stylu?

– Zobaczę, co da się zrobić – wyszczerzył się i wyszedł z salonu.

Alec postanowił wykorzystać moment i przyjrzeć się zdjęciom, które rzuciły mu się w oczy, gdy podziwiał wnętrze mieszkania. Podszedł do biblioteczki i aż sapnął. Cała półka była zastawiona ich zdjęciami. Wziął jedno z nich do ręki i czule potarł palcem zimne szkoło chroniące fotografię. Doskonale pamiętał dzień, kiedy je zrobili. Byli na safari. Śmiali się, podziwiali dzikie zwierzęta i cieszyli się każdą chwilą. To była jedna z tych podróży, które zostają w pamięci na zawsze. Jeśli miałby wskazać moment, w którym coś się między nimi zmieniło, byłaby to właśnie ta wycieczka. Pamiętał, jak cudownie się czuł, gdy Magnus trzymał go za rękę, jakby nic nie mogło ich rozdzielić. Z rozmyślań wyrwał go głos gospodarza.

Na planie (Malec)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz