SKYLOR
- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Młoda jesteś, jeszcze nie jeden zawróci ci w głowie.- Rob dopił resztę piwa i odstawił pusty kufel z hukiem na blat.
-Wiem Rob, ale myślałam, że on jest wyjątkowy - Dałam się omotać temu jego olśniewającemu uśmieszkowi, czułymi słówkami, że to on mnie nie skrzywdzi, że będzie mnie bronił. Jasne i co jeszcze?
Idiotka ze mnie, dlaczego straciłam czujność? Powinnam już dawno powiedzieć „nie". On się mną bawił, dla niego to była zwykła zabawa, a ja mu ufałam. Ufałam, tak bardzo, że mogłabym oddać mu moje serce. Co prawda broniłam się, nie można mi tego zarzucić, że nie, ale moje serduszko jakoś tak samo zaczęło mocniej bić na jego widok. Tego uśmiechu z dołeczkami, tych oczu wyrażających miliony emocji na minute. Już za nimi tęskniłam, ale cóż, będę musiała o nim zapomnieć. A już czułam do niego coś więcej niż do zwykłego przyjaciela, myślałam, że on też, a tu co?
Chciałabym żeby powiedział coś innego, chociaż, że jestem kimś więcej niż przyjaciółką. Gdy z jego ust padły słowa, że jestem dla niego ważna, bardzo ważna, myślałam, że za mną pobiegnie, gdy wyszłam, nawet chwile czekałam, ale nie przyszedł. To znaczy, że nic dla niego nie znaczyłam.
-Wyjątkowy? Ha! Sranie w banie - Spojrzałam na Roba, który wyglądał, jakby naprawdę było mu przykro.- Wiesz, jak ja byłem młody i w dość niezłej formie- Uśmiechnął się szeroko, poklepując po swoim brzuchu.
Widziałam zdjęcia z młodości Roba i wiedziałam, że lubił sobie podjeść, więc niezła forma to była wtedy jak mieścił się jeszcze w rozmiarze XL.
- Spotkałem taką jedną, och, a jak ona była gorąca. Długie nogi, figura jak modelka, a twarz, och, jej twarz była przepiękna, jak anioł. Pół miasta się za nią oglądało, ale nie, ona wybrała mnie - Zapatrzył się w blat, palcem śledząc krzywiznę drewna. Coś w jego zachowaniu mówiło mi, że to musiała być poważna sprawa.- Podeszła do mnie pewnego wieczoru i powiedziała, żebym zabrał ją do siebie. Kim ja bym był, gdybym nie skorzystał z takiej okazji. Z łóżka nie wychodziliśmy przez kilka dni. Spędziliśmy ze sobą niezapomniane chwile. Zabierałem ją na wycieczki, w góry, na morze. Ona mówiła, że jestem wyjątkowy, tym jedynym. A ja już od pierwszego wejrzenia, oddałem jej moje serce. Kochałem tak mocno, że skoczyłbym za nią w ogień - Westchnął, lekko się uśmiechając.- Ona nie widziała świata poza mną, ja także. Gdzie nie spojrzałem, tam widziałem jej uśmiechniętą buźkę. Rok później pojechałem do jubilera i kazałem mu zrobić najlepszy pierścionek, na jaki starczyło mi pieniędzy. Tak bardzo chciałem spędzić z nią resztę mojego życia. Czekałem miesiąc aż mi go zrobi.- Pokręcił lekko głową ze spojrzeniem wbitym w blat.- Okazało się, że miesiąc za długo.- Westchnął i przejechał rekom po twarzy, a oczy zaczęły mu się błyszczeć.- Tylko trzydzieści jeden dni, dzieliło mnie od spędzenia reszty życia z jedyną kobietą, którą potrafiłem kochać.
-Co się stało?-Rob zamówił jeszcze jedno piwo, a ja cierpliwie czekałam, aż dokończy tę historię.
-Pewniej nocy wracałem do domu. Wjechałem do garażu i zamierzałem od kluczyć drzwi, gdy dotarł do mnie blask świateł karetki. Pomyślałem, że znowu ktoś się bił, w tamtych czasach na ulicach było dość sporo bójek, ze względu na rasizm. Otworzyłem drzwi i ją zawołałem, a gdy nie odpowiedziała, zacząłem przeglądać dom. Nigdzie jej nie było. Bardzo się wystraszyłem, ale podświadomie wiedziałem, że wszystko było dobrze. Wybiegłem wtedy i ruszyłem biegiem w stronę karetki. Gdy dotarłem, zdążyła się już zebrać niezła gromadka ludzi. Szukałem jej w tłumie, mając nadzieje, że przyszła zobaczyć co się stało. I zobaczyłem. Tylko że nie stała tak jak większość gapiów. Ona leżała. Na środku ulicy. W kałuży krwi. Jej zawsze rozczochrane jasne włosy były wtedy czerwone, a z jej twarzy płynęły stróżki ciemnej cieczy. Pamiętam ten dzień, jakby był wczoraj. Pamiętam, jak upadłem na kolana i chwyciłem jej wiotkie ciało w ramiona, tuląc i błagając żeby do mnie wróciła. Ale nie wróciła, a ja się stamtąd nie ruszałem, nawet kiedy zabrali ciało, nawet kiedy mówili, że im przykro. W tę noc połowa mnie umarła wraz z nią, na zimnym asfalcie. Od tamtej chwili, nie potrafię już kochać. Może gdybym przyjechał szybciej, gdybym szybciej się jej oświadczył, albo nie wypił całej wody, może on by wtedy żyła.- Odchrząknęłam, nie odzywając się słowem. Kilka minut zajęło mi wrócenie do siebie, a gdy spojrzałam na Rob, zauważyłam, że po policzkach ciekną mu łzy, które znikają w gęstej brodzie. Dopiero teraz wyobraziłam sobie, co musiał czuć w tej chwili. Biedny Rob, na jego miejscu nie chciałabym żyć z takim wspomnieniem. To, co przeżył, musiało być okropne.
-Nie mów tak, Rob. To nie twoja wina. Nie mogłeś przewidzieć, co się stanie - Powiedziałam, pociągając nosem, ale zaraz wzięłam serwetkę, żeby nie było, że się rozkleiłam. Zaraz jednak dołączył do mnie, też nie mogąc utrzymać emocji na wodzy.
-Wiesz, nie chciałbym stawiać tego chłopaka w lepszym świetle, bo to, co zrobił, nie było miłe, ale on też dużo przeżył. Wcale bym mu się nie dziwił, gdyby trudno było mu poczuć do ciebie coś więcej. Oczywiście każdy jest inny i nie każdy musi być tak jak ja, ale postaw się na jego miejscu. Stracił rodziców, brata, a mimo to chce być szczęśliwy. Nie chce go bronić, chociaż moim zdaniem powinnaś dać mu drugą szansę. Choćby po to, żeby się tego przekonać.- Tu nie chodziło o tę pieprzoną szansę. Mogłabym, dać mu ją już teraz, ale nie mogłam się w sobie zebrać, żeby to zrobić.
-Nie Rob, ja już postanowiłam i nie chce zmieniać mojej decyzji - Pokiwał lekko głową, zaraz jednak spoglądając na drzwi, które gwałtownie się otworzyły. Ja też zerknęłam i natychmiast tego pożałowałam. Przez drzwi na wysokich, czarnych obcasach wkroczyła Alison, ciągnąc za sobą Ashtona. Była ubrana jak Sandy Olsson z filmu „Grease". Nie wiem, jak w jej wyobraźni wyglądał bar dla motocyklistów, ale wyraźnie się zawiodła.
Stanęli razem na środku i zaczęli się rozglądać. Od razu wiedziałam czego, a raczej kogo szukają, więc zeskoczyłam ze stołka i ukryłam się za Robem. To był taki wielki facet, że gdyby się nie postarali, na pewno by mnie nie zauważyli. Niestety nie zrobiłam tego tak szybko, jak chciałam. Alison podeszła do mnie, ciągnąc za sobą Ashtona, który wpatrzony w dziewczynę przed nim, nie widział niczego innego.
- Skylor wszędzie cię szukaliśmy - Zaczęła Alison, zaraz jednak przerwała i rozejrzała się dookoła.- Muszę ci powiedzieć, że inaczej sobie wyobrażałam takie kluby - Spojrzała na Ashtona, który poszedł odwieść kurtkę, szkoda tylko, że pewnie jej już więcej nie zobaczy. Dziewczyna nachyliła się w moją stronę, a jej wzrok mówił sam za siebie.-Myślałam, że jest tu na co popatrzeć, ale cóż...jednak nie ma.
- Dlaczego mnie szukaliście?- Dopiłam resztę mojej wody, którą zamówiłam na początku. Alison wyjęła z kieszeni kopertę i mi ją podała. Spojrzałam na dziewczynę, a potem na kopertę. Byłam sceptycznie do niej nastawiona, jednak ciekawość zwyciężyła.
Otworzyłam ją i moim oczom ukazało się zaproszenie na kolację urodzinową. Sądząc po wyglądzie Alison i Ashtona, nie byli wiele starsi ode mnie, a mimo to urządzają kolacje, takie jak kiedyś moja babcia. Dziewczyna musiała zobaczyć, że mam dość dziwną minę, dlatego jeszcze raz spojrzała na chłopaka, który się z kimś zagadał, a potem na mnie z grymasem.
-Nie wiem, co mu strzeliło do głowy, on ma dopiero dwadzieścia lat, a już mu kolacyjki w głowie - Nie chciałam wyjść na nieuprzejmą, więc uśmiechnęłam się. Alison po chwili odwzajemniła uśmiech, tylko że w odróżnieniu od mojego, jej wyglądał na szczery.
-To jest jedna z tych kolacyjek, na które trzeba się wystroić?- Zapytałam trochę przerażona, bo przypomniało mi się, że jedyna sukienka w mojej szafie pamiętała lepsze czasy. Alison westchnęła, ale natychmiast uśmiech powrócił na jej twarz.
- Tak to właśnie taka kolacja, ale wyobraź sobie Johna albo Ashtona w garniturze - Patrzyłyśmy na siebie z powagą, a potem wybuchłyśmy śmiechem. Wyobrażenie o nie zadowolonym Johnie, ubranym w ciasny garnitur, naprawdę rozśmieszyło mnie do łez. Nawet nie zauważyłam, kiedy Ashton do nas dołączył, patrząc to na mnie, to na Alison. Wydawał się trochę zamieszany, przez jeszcze bardziej się zaczęłam śmiać i można było pomyśleć, że jestem pijana. Alison oparła się o chłopaka i poklepała go po policzku, szczerząc się, jak tylko zakochana dziewczyna potrafi.
- Kochanie, nie mógłbyś na chwile zająć się męskimi sprawami?- Ashton dopiero po chwili złapał iluzje. Jego krzywy uśmieszek, powiedział mi, że nie był do końca z tego zadowolony, ale po kilku sekundach, zniknął w tłumie.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł — Nawet jeżeli, chciałabym tam iść, to nie pomogłoby mi to w zapomnieniu o Johnie. Alison spoważniała, a po jej minie uznałam, że zaczyna się lekko denerwować.
-Skylor proszę cię, nie będę znała tam nikogo poza tobą.
- Jest jeszcze John i Ashton. Poza tym będziesz miała okazje poznać rodzinę swojego chłopaka bliżej. - Dziewczyna usiadła obok mnie na stołku, rozpychając się łokciami na wszystkie strony. Odwróciła się do barmana i zamówiła szklankę wody, dokładnie obserwując co dzieje się dookoła.
-Słuchaj, wiem, że nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej i jeszcze przez ten pocałunek, na pewno mnie znienawidziłaś, ale ja naprawdę nic nie czuje do Johna.- Spojrzałam na nią z po wątpieniem.- Jest dla mnie jak brat, wtedy byłam pijana, a mimo to, że mógł cię wtedy stracić, powiedział Ashtonowi, że to on mnie pocałował. Wiedział, że Ash by mi tego nie wybaczył.
-Może wtedy byś się czegoś nauczyła, co?- Rozejrzałam się po klubie, w poszukiwanie jednego mężczyzny. Nigdzie nie widziałam Roba, a chciałam, żeby odwiózł mnie do domu. No cóż, będę wracała na piechotę, może to i dobrze.
-Na pewno bym się czegoś nauczyła, ale teraz wiem, że nie widzę świata poza Ashtonem, a John poza tobą, więc może zakończylibyście ten spór wojenny?- No i wszystko się wyjaśniło. Po to tu przyszła, w sumie nie mam jej tego za złe. Dzięki Alison uświadomiłam sobie jakim tchórzem jest John, wysłał swoich przyjaciół, żeby prosili mnie o przebaczenie dla niego.
-Pójdę już — Zeskoczyłam ze stołka i już miałam pójść w stronę wyjścia, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę. Był to mocny i stanowczy uścisk, jednak nie na tyle mocny, żeby okazał się brutalny. Odwróciłam się, myśląc, że Rob sobie o mnie przypomniał, ale zamiast na siwą brodę, spojrzałam w niebieskie oczy Ashtona.
-Odwiozę cię — Uśmiechnął się i położył mi dłoń na plecach. Nie czułam się komfortowo z jego dotykiem, więc szybko przyśpieszyłam, powodując, że ręka Asha zsunęła się z miejsca. Mimo to, całą drogę do wyjścia czułam jego obecność, jakby był moim prywatnym cieniem.
Wychodząc, chłopak nie odezwał się do mnie słowem. Zaczął nucić melodię, patrząc na wszystko tylko nie na mnie. W końcu podeszliśmy do zaparkowanego sportowego samochodu. Był osadzony praktycznie na ziemi, a jego kształt wskazywał na to, że potrafi osiągnąć dość sporą prędkość. Pośrodku miał dwa białe paski, które oddawały charakter całemu pojazdowi.
Otworzył mi drzwi, a ja wsiadłam, uważając, żeby nie narobić szkód. W końcu byłam dość niezdarna, a pieniądze już mi się skończyły, co znaczyło, że nie miałabym mu z czego oddać.
Trochę się zdziwiłam, bo nie miałam pojęcia, że Ashtonowi tak się powodzi. Taki samochód musiał kosztować krocie, a dowodem na to były piękne skórzane fotele i deska rozdzielcza, z wieloma cyfrowymi wskaźnikami.
-Odkładałem na niego trzy lata — Uśmiechnął się od ucha do ucha i zajął miejsce za kierownicą. Zatrzasnął drzwi i przejechał dłonią po kierownicy, z taką czułością, z jaką ja obchodziłam się z motocyklami.
Ashton odpalił samochód i z piskiem opon wyjechał na pustą ulicę. Przez większość trasy milczałam, ale on też, nie był za bardzo rozmowny. Mogłabym nawet powiedzieć, że siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, ale w zupełności mi to nie przeszkadzało.
Kiedy chłopak zatrzymał samochód pod domem Marco, na początku zdziwiłam się, że wiedział gdzie mnie zawieść. Ale potem pomyślałem, że pewnie John mu powiedział, co uspokoiło moje narastające obawy.
-Dzięki — Już zamierzałam wsiąść, ale powstrzymał mnie, ściszony głos chłopaka.
-On cię kocha- Zamarłam w pół ruchu. Spojrzałam na Asha, ale on patrzył przez szybę, nawet nie zaszczycając mnie swoim wzrokiem.- Dobra, powiedziałem to, żebyś poczekała. Naprawdę, to tak nie jest, ale myślę, że z czasem John by cię pokochał. A przynajmniej by chciał. - Zamieszany pokręcił się na fotelu.- Nie rób mu tego Skylor, nie odchodź w tym momencie, teraz kiedy jesteś mu potrzebna.
-Do czego? Do zabawy?- Ashton nadal nie podniósł na mnie wzroku. Jedną ręką trzymał kierownice, a drugą przeczesywał włosy.
-Nie, on się tobą nie bawił. Czasami zachowuje się jak nastolatek, ale to tylko przez to, że nie miał dzieciństwa. Nie będę ci teraz mówił o jego przeszłości, bo to on sam ci powinien o niej powiedzieć, ale jeżeli ci na nim zależy, to poczekasz.
-To dlaczego sam mi tego nie powie?- Miałam już tego dość, najpierw Rob potem Alison, a teraz Ashton zaczęli bronić Johna, jakby był, nie wiadomo kim.
-Bo wie, że jak go zobaczysz, to od razu mu przebaczysz, a tego nie chce.-Czego ja się mogłam spodziewać. Cholerny dupek z wielkim ego, może jest w tym ziarenko prawdy, ale bez przesady.
- Dziękuje, że mnie podwiozłeś - Otworzyłam drzwi i wyszłam z samochodu na świeże powietrze. Gdy chciałam je zamknąć, dłoń Ashtona mi w tym przeszkodziła. Chłopak pochylił się w moją stronę, z uniesionymi brwiami.
- Pomyśl o tym — Tak pomyśle, o tym, żeby odstrzelić mu łeb. Odeszłam parę kroków, patrząc, jak drzwi się zamykają.
Weszłam przez bramę i ruszyłam w stronę wejścia, patrząc, jak auto Ashtona ruszyło z piskiem opon, pozostawiając po sobie chmurę dymu. Nie mam zamiaru mu wybaczać, nawet jeśli go zobaczę. Teraz liczy się wyłącznie zniszczenie Marco i uratowanie mojej mamy, gdy to zrobię, wtedy pozwolę sobie na chwilę użalania się nad swoim losem.
CZYTASZ
Walcz do końca
Roman d'amourJohn Hyde jako zawodnik nielegalnych walk musiał być okrutny i bezwzględny. Wiedział, że dane mu będzie, zginąć na ringu, gdzieś w podziemiach i nikt nie zabierze stamtąd jego ciała. Już jako nastolatek został sam. Stracił wszystkich, na których mu...
