JOHN
Jeszcze kilka miesięcy temu, byłbym gotów umrzeć. Zostawić to wszystko w cholerę i uciec. Kiedy rzuciłem się przez pociąg, chciałem odkupić moje winy, za to, że nie upilnowałem mojej rodziny. Że ich zostawiłem. Myśl, że pociąg miałby we mnie uderzyć, wtedy sprawiała mi szczęście. Byłem szczęśliwy, że w końcu mógłbym być z tymi, których kochałem najbardziej. Dzisiaj upadając na kolana, przed mordercą mojej rodziny, wiedziałem, że nie chce umierać. Teraz kiedy miałem Skylor i wszystko zaczęło się układać, chciałem żyć. Żyć dla niej.
Dym zaczął wkradać się do moich nozdrzy, powodując, że nie mogłem nabrać oddechu. Czułem rwący ból w lewym bok, jakby ktoś mi go wyrywał. Kiedy spojrzałem w dół, zobaczyłem jak pod naciskiem mojej dłoni, ciemna ciecz przepływa mi przez palce. Tyle razy w życiu patrzyłem na krew i nigdy nie wywołała u mnie tylu emocji co teraz.
Uniosłem głowę do góry, ale jedyne co udało mi się zobaczyć to rozmazana postać stojąca nade mną. Kiedy dym dostał się do moich oczu, ledwo co udało mi się zostawić je otwarte. Patrzył na mnie, a potem włożył broń za pasek i poszedł, przykrywając sobie nos, kawałkiem materiału.
Musiałem się podtrzymać ziemi, żeby nie upaść. Miejsce, w które trafiła kula, paliło ogniem. Bolało jak cholera. Jedną ręką i zębami próbowałem rozerwać, rękaw mojej koszuli. Gwałtowne ruchy, nie pomagały, ale kiedy mi się udało, natychmiast przystawiłem go do buzi. Obróciłem głowę do tyłu, szukając wzrokiem Hale'a. Ruszył szybkim krokiem do wyjścia, ale jeżeli myślał, że się mnie pozbył, to z pewnością się mylił.
Przytrzymując się rękoma ziemi, wstałem, zdeterminowany jak nigdy. Moje ciało protestowało i stało się cholernie ciężkie. Za każdym razem przewracałem się na bok, w który trafiła kula, ale kiedy się uniosłem, nic nie było w stanie mnie powstrzymać, a na pewno nie taka mała kuleczka. Nie mogłem mu na to pozwolić, nawet jeżeli miałbym tu zginąć, on zginie dzisiaj ze mną.
Stawiając krok za krokiem, na niczym innym się nie skupiałem. Miałem wrażenie, że wszystko zaczyna się rozmazywać i wirować, ale wmawiałem sobie, że to przez dym. Inaczej być nie mogło. Ręką jak najmocniej starałem się uciskać ranę, ale wiedziałem, że to nie wystarczy. Nie miałem pojęcia, gdzie trafiła kula, ale wyraźnie traciłem za dużo krwi.
Zachwiałem się i musiałem, podtrzymać ręką, żeby całkowicie nie wylądować na ziemi. Zerknąłem, na mężczyznę leżącego nie daleko mnie, który ledwo co oddychał. Przykro mi Teofil, ale nie mogę cię ratować. Nawet jeżeli byłeś moim wujkiem. Ogień dosięgnął jego brody i przemieszczał się z zawrotną szybkością po całym ciele. Musiałem odwrócić wzrok.
Resztką sił odepchnąłem się od ziemi i kilka razy zamknąłem oczy, żeby wyostrzyć wzrok. Kiedy spojrzałem przed siebie, zauważyłem jak Hale, zatrzymał się, patrząc na mnie, albo na to, co zostało z jego imperium. Zebrałem w sobie siły, a przynajmniej się starałem. Kiedy do niego ruszyłem, chwiejąc się na boki, on już zdążył się obrócić do mnie placami. Byłem blisko, ale nie miałem siły zadać ciosu. Chociaż wiedziałem, że muszę go zatrzymać. Mimo że ledwo utrzymywałem się na nogach, złapałem go ręką za szyję i masą swojego ciała, przewróciłem się na niego.
Kiedy upadliśmy na ziemie, poczułem, jak ból w boku się podwaja. Starałem się nie zwracać na niego uwagi, ale to było praktycznie niemożliwe. Starając się przez cały czas, przykrywając nos rękawem od koszuli, zerknąłem na Hale'a, który próbował uwolnić się spod mojej ręki.
-Jeżeli myślisz, że uda ci się mnie zatrzymać, to się mylisz, dzieciaku. Możesz sobie darować i zmówić modlitwę, bo zaraz będzie za późno, a w sumie rób, co chcesz. Za dużo ci nie zostało- Kiedy się uwolnił, ja też spróbowałem się podnieść, ale jedynie przewróciłem się z powrotem na ziemie, gdzie zaraz dosięgną mnie płomienie. Nie mogłem się poddać, to nie byłoby w moim stylu, więc kiedy tylko Hale, po raz kolejny wyciągnął broń zza paska, podtrzymując się lekko spalonej ściany, uniosłem się do góry. Patrzyłem jak na ścianie, o którą byłem oparty, przez całą długość, spływała krew. Moja krew.
CZYTASZ
Walcz do końca
RomantikJohn Hyde jako zawodnik nielegalnych walk musiał być okrutny i bezwzględny. Wiedział, że dane mu będzie, zginąć na ringu, gdzieś w podziemiach i nikt nie zabierze stamtąd jego ciała. Już jako nastolatek został sam. Stracił wszystkich, na których mu...
