Rozdział 42

11.1K 578 20
                                        

JOHN

  Talerz przeleciał obok mojej głowy, rozbijając się o ścianę za moimi plecami. Huk rozbijającego się na kawałki naczynia pomieszany z krzykami w małym pomieszczeniu wydawał się zabójczą mieszanką. Nagle wszystko wokół mnie ucichło, żeby zaraz powrócić ze zdwojoną siłą.

-Co on tu robi!? Nie widzisz jak przez niego wyglądam?- Tyczkowaty chłopak z zakrwawioną koszulą w kratę, podszedł do mnie i próbował wyprowadzić cios w moją szczękę, lecz zamiast w nią trafić, jego ręka wygięła się, uderzając w ścianę. Chłopak jęknął z bólu i upadł na kolana, w chwili, gdy jego ojciec przypatrywał mi się w milczeniu.

- Przykro mi, ale nie widzę tu dla ciebie miejsca- Mężczyzna przeniósł wzrok na starą, drewnianą podłogę.- Proszę, opuść ten dom i najlepiej będzie, jeżeli już tu nie wrócisz — Kellan obrócił się w stronę okna, a jego ramiona opadły. Najwyraźniej nie był zadowolony z postawy swojego syna. Uznał, że nie będzie dzwonił na policje, jeżeli opuszczę dom, lecz chłopakowi się to nie spodobało, więc pomyślał, że gdy rzuci we mnie talerzem pozbędzie się problemu. Niestety, nie okazał się w tym taki dobry jak mu się wydawało.

Złapałem go za koszulę i podciągnąłem do góry. Ed pomógł mu dotrzeć do domu, a także opatrzył większość ran. To jedna z jego umiejętności, o której nie miałem pojęcia, ale jak powiedział jest to podstawowa rzecz jaką musi znać każdy podróżnik.

- Jeżeli masz trochę rozumu, radzę ci nie zbliżać się do mojej dziewczyny — Ostatnie słowa podkreśliłem dając mu do zrozumienia, że nie ma na co liczyć. Twarz chłopaka wykrzywił gniew, a usta zacisnęły się w wąską kreskę.- Inaczej może się to dla ciebie źle skończyć.- Puściłem go, pchając na stół za nim. Ostatni raz spojrzałem na Kellan'a, który nadal wpatrywał się w samochód pogrążony w mroku za oknem. Wyraźnie było mu wstyd za syna, nie dziwiłem mu się, ja także bym się wstydził.

Wyszedłem z kuchni i skierowałem się prosto do wyjścia. Przechodząc przez wąski korytarz, usłyszałem jeszcze jak Kellan mówi coś słabym głosem. Nie zwracając na to uwagi wyszedłem na zewnątrz, gdzie czekał na mnie pickup. Na tyle samochodu siedział Ed wymachując nogami i rękoma z wielkim uśmiechem na twarzy. Gdy mnie zauważył zeskoczył i podszedł do drzwi od strony kierowcy.

-Przykro mi ziom, że akurat trafiłeś na syna Kellan'a, ale zawsze mogło być gorzej — Uniósł brwi i zaczął energicznie kiwać głową w przód i w tył.- Zawsze mógł mieć nóż — Uśmiech z twarzy chłopaka zniknął, a wzrok uciekł gdzieś w bok.

- Zostajesz tu?- Zapytałem się mu, w momencie, gdy zaczął kopać niewidzialne kamyki.

- Tak, Kellan pozwolił mi zostać na dłużej — Skinąłem głową i wyminąłem Ed'a otwierając drzwi pickupa.- Ale to nie znaczy, że się więcej nie spotkamy. W końcu wisisz mi przysługę, ziom.

Odpaliłem silnik i spojrzałem na chłopaka, który stał na podjeździe gorączkowo machając mi na pożegnanie. Przy tym ruchu całe jego ciało zostało wprawione w ruch. Można by to pomylić z tańcem.

Spojrzałem przed przednią szybę na drogę przede mną. Kilka domków poustawianych obok siebie, ciągnęło się do końca ulicy. Przydusiłem gaz wprawiając samochód w ruch i odjechałem nie oglądając się za siebie na machającego chłopaka przy krawężniku.

Zaparkowałem przed podniszczonym budynkiem i wyjąłem kluczyki ze stacyjki chowając je do kieszeni spodni. Wyszedłem na zewnątrz, zamykając drzwi. Mechanizm, który specjalnie do nich zrobiłem lekko się zużył, więc trzeba było porządnie je zatrzasnąć, żeby się domknęły. Okrążyłem samochód i spojrzałem przez szybę w głąb kawiarni. Zobaczyłem jak Skylor stoi opierając się rękom o blat, a drugą bawiąc się szmatką. Jej włosy były rozczochrane jakby dopiero co wstała, a strój tylko to potwierdzał.

Walcz do końcaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz