Rozdział 4

12.3K 775 559
                                        



Ćwiczyli do południa, z póki co niewielkimi efektami, a potem zeszli na skraj polany, pod głaz, żeby zrobić sobie przerwę. Sasuke wyciągnął z torby kolejne pudełko, trochę mniejsze. Obaj już zgłodnieli, a on, zamiast obiadu, miał przygotowane coś innego.

– Co to jest? – zapytał zaciekawiony Naruto, patrząc na żółte plastry, przypominające jakiś owoc. Sasuke podsunął mu niewielki pojemnik, w którym je trzymał.

– Spróbuj – zaproponował, a gdy Naruto spojrzał na niego podejrzliwie, sam zabrał jeden i zjadł. – Dodają energii.

– Coś jak pigułki żywieniowe od Sakury? – Naruto skrzywił się z obrzydzeniem i odwrócił głowę. – Nie, ohydne.

– Najpierw spróbuj, później oceniaj. One nie są takie złe. Kiedy byłem jeszcze w Wiosce Dźwięku, Orochimaru pracował nad nimi i niedawno je skończył. Karin mi je przysłała. Nie są tak obrzydliwe w smaku, jak to, co mi wczoraj dałeś.

– Karin? – Naruto zrobił zaskoczoną minę, ale chwilę potem przypomniał sobie czerwonowłosą okularnicę z dawnej drużyny Sasuke. – To ta dziewczyna, której imienia nie wolno wymawiać – roześmiał się.

– Co? O czym ty bredzisz? – Sasuke ugryzł kawałek kolejnego żółtego plastra. To naprawdę było zjadliwe i regenerowało sporo energii. Niektóre z wynalazków Orochimaru były zdecydowanie przydatne.

– No tego imienia nie wolno wymawiać przy Sakurze, bo zawsze potem dostaje szału i coś rozwala. Kiedyś omal nie zdemolował Ichiraku, bo Sai powiedział, że ta Karin jest ładna. Już tego raczej nie powtórzy, bo dostał wtedy podwójnie. Od Sakury i od Ino – Naruto, nadal śmiejąc się jak głupi, relacjonował sytuację, która miała miejsce ze dwa miesiące temu.

– Głupoty – mruknął Sasuke, ale miał wrażenie, że coś mu umknęło. Bo od kiedy to jego przyjaciel i partner treningowy znajdywał tyle czasu, żeby chodzić na te wszystkie spotkania z przyjaciółmi? Abstrahując już od wczorajszego wieczora, kiedy zostawił go z Hinatą, to zazwyczaj prawie cały czas spędzali razem. I to Sasuke w żadnym stopniu nie przeszkadzało. Zdecydowanie wolał porządny trening sam na sam niż takie spotkania w większym gronie.

– Dobra, daj jedno, spróbuję. – Naruto przechylił się i sięgnął po... No cokolwiek to tam było. Zanim jednak wrócił do poprzedniej pozycji, coś przykuło jego uwagę. Obok pudełka z „tym czymś" leżała jakaś karteczka. Chwycił ją w drugą rękę, odwrócił i przeczytał. Zatkało go. Bo na karteczce, obok słów: Dla Sasuke, widniało narysowane serce.

– Draniu, ta Karin, to... – zawahał się. – To twoja dziewczyna? – wydusił, bo nagle poczuł się dziwnie. Bardzo dziwnie. I choć jego świadomość podsuwała mu myśl: Jak ten drań śmiał nie powiedzieć mu, że ma dziewczynę, to podświadomość delikatnie, gdzieś tam w głębi umysłu, podpowiadała: Jak on w ogóle śmiał mieć dziewczynę!

Sasuke spojrzał zdziwiony na Naruto, bo pomysł, że Karin miałaby być jego dziewczyną, wydał mu się absurdalny, ale... Coś w jego minie podpowiedziało mu, żeby nie zaprzeczył.

– Może – stwierdził, próbując powstrzymać uśmiech. – A co? – dodał, ciekawy, jak Naruto na to zareaguje.

– No nic, tak tylko pytam – obronił się szybko. – Całkiem niezłe. Przynajmniej nie smakują tak obrzydliwie, jak te u Sakury-chan – dodał i odwrócił wzrok na rzekę. Sasuke przez chwilę nic nie mówił, zaskoczony taką reakcją, ale kiedy już chciał się odezwać, Naruto go uprzedził i podjął próbę kontaktu. – To... pewnie Sakura-chan, jak się dowie, że masz dziewczynę, będzie wściekła. – Roześmiał się i potarł włoski na karku. – Matko, ale urządziłeś te wszystkie dziewczyny z wioski! I mnie, bo teraz pewnie większość zacznie znowu za mną latać, tak jak wtedy, kiedy cię nie było w wiosce! – jęknął i położył się nagle na trawie. Próbował odeprzeć dziwne uczucie niepokoju, które powodowało, że żołądek zaciskał mu się nieprzyjemnie, a opuszki palców mrowiły, jakby zaraz miał kogoś zaatakować. Zacisnął dłonie w pięści i spojrzał w niebo. Dlaczego Sasuke nie powiedział mu, że ma dziewczynę? To było... dziwne. Ale to był w końcu Sasuke, który wiele rzeczy ukrywał. Nawet jeżeli spędzali razem cały dzień, on i tak potrafił go czymś zaskoczyć. – Wiesz, że jak przyprowadzisz do wioski tę swoją dziewczynę, to będziesz musiał jej zapewnić ochronę? – Naruto zaśmiał się głośno, trochę wbrew sobie. A co, jeżeli Sasuke znowu odejdzie? Karin przecież nie była stąd i może wcale nie będzie chciała tutaj mieszkać? Ta myśl sprawiła, że ucisk w żołądku jeszcze się zwiększył, a serce zaczęło mu bić szybciej. Sasuke nie mógł odejść, nie mógł go zostawić. Nie po to tak długo walczył o jego powrót, żeby teraz on znowu zniknął z jego życia. Co prawda pewnie widywaliby się czasami, ale to już nie byłoby to samo. Naruto dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo przyzwyczaił się do jego obecności. Od zakończenia wojny spędzali ze sobą bardzo dużo czasu, a ostatnio to prawie w ogóle się nie rozstawali. Ino, śmiejąc się, powiedziała mu nie tak dawno, żeby czasami dali sobie spokój i porobili coś osobno, bo powodują już u niektórych frustrację, ale nie miał pojęcia, o co jej chodziło. Co niby było złego w ich ciągłych treningach? To chyba dobrze, że dbali o swoją kondycję, no nie? Zerknął na Sasuke. Coś mu przyszło do głowy, bo przypomniał sobie to ich spotkanie z Kakashim za czasów Akademii, podczas którego mieli się przedstawić i powiedzieć coś o sobie. Dwunastoletni Sasuke mówił wtedy tylko o tym, że jest mścicielem, że chce zabić pewnego człowieka i...

SasuNaru HidenOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz