Trochę z opóźnieniem, ale miałam mały problem z tym rozdziałem. I tak myślę, że niespecjalnie się Wam spodoba. Ale przy dzieleniu tekstu na rozdziały tak jakoś właśnie wyszło, więc musiałam to jakoś poskładać do kupy.
Tak czy inaczej, wszystko co się dzieje teraz ma znaczenie dla punktów kulminacyjnych, do których ff się powoli zbliża:)
Miłego czytania:)
– Nie ma mowy – zaprotestował stanowczo Sasuke. I tak już był na tyle miły, o ile on w ogóle potrafił być miły, dla Sakury i reszty znajomych, bo Naruto go to prosił, ale na pewno nie zamierzał jej nigdzie zapraszać.
Naruto najpierw otworzył usta ze zdumienia, ale po chwili też pokręcił głową. Jasne, mógł zapraszać swoje przyjaciółki na ramen, ale z tego, co nawet on wiedział, formalne zaproszenie na czyjś ślub oznaczało coś zupełnie innego.
– Ja to wiem. – Shikamaru oparł się głową o pień, przymykając oczy. – Ale jak mam jej wszystko wytłumaczyć, na to jeszcze nie wpadłem. Nawet nie wiecie, jaki z wami jest kłopot.
– Nie byłoby kłopotu, gdyby Sakura się w końcu ode mnie odczepiła. – Sasuke przypomniał sobie jej ostatnią wizytę. Może dlatego była taka zdeterminowana, bo ubzdurała sobie, że pójdą razem na ślub.
– No... ale to... – Naruto podrapał się po brodzie. – I jak ona to niby widzi?
– Ano tak, że ja mam wam o tym powiedzieć i zmusić was, żebyście je zaprosili. Ja. Zmusić. Was. – Shikamaru przewrócił oczami. – To wystarczająco upierdliwe, kiedy o tym mówię. Temari jeszcze nie wie, jacy jesteście uparci. A wy nie wiecie, jaka ona jest uparta – dodał, zanim Naruto zdążył zaprotestować.
– Powiedz jej co chcesz, nie obchodzi mnie to – wtrącił się Sasuke, który w ogóle nie rozumiał problemu Shikamaru. On nigdy nie pozwoliłby kobiecie tak wejść sobie na głowę. Jeszcze czego.
– Czasami naprawdę myślę, że byłoby prościej, gdybyście się przyznali. – Shikamaru rozmasował sobie czoło. Owszem, wcześniej uważał, że to ich ukrywanie się jest wygodniejsze, bo przynajmniej nie rozpętało się przez to prawdziwe piekło, ale z drugiej strony to niosło za sobą pewne konsekwencje. Jak choćby teraz. Szczerze liczył na to, że po ślubie sytuacja trochę się unormuje i to wszystko przestanie być takie kłopotliwe, ale Temari naciskała, a on póki co nie umiał jej wyjaśnić całej tej zagmatwanej sytuacji.
– Nie no... przecież dziewczyny by nas zabiły! – Naruto zaśmiał się nerwowo i podrapał po głowie. To wszystko zabrnęło tak daleko, że Kurama już przewidywał jego śmierć, kpiąc z niego, że w końcu jego związek z Sasuke się wyda. A teraz jeszcze dziewczyny chciały iść z nimi na wesele. No nie, to było naprawdę upierdliwe i Shikamaru miał rację.
– Nie nas, tylko ciebie, młotku – zauważył ironicznie Sasuke. – A ja w sumie chętnie bym na to popatrzył.
– Coś ty powiedział, draniu?! – Naruto zacisnął pięści. – Uważaj, żebym ja ciebie zaraz tak nie obił, że przez tydzień nie będziesz mógł siedzi... – zamilkł, przypominając sobie o obecności Shikamaru. Zaczerwienił się, próbując zapanować nad złością, kiedy zobaczył kpiące spojrzenie Sasuke.
– Rany, ale jesteście kłopotliwy – westchnął Shikamaru, który najchętniej schowałby się w jakiejś kryjówce i przespał cały ten harmider. Choć w sumie... Tu w cieniu było naprawdę całkiem przyjemnie. Chyba nikt się nie obrazi, jak zdrzemnie się dwie czy trzy godzinki. Może przyśni mu się jakieś rozwiązanie.
CZYTASZ
SasuNaru Hiden
Fiksyen PeminatCzwarta Wielka Wojna Shinobi dobiegła końca i wszystko wraca do normy. Bohaterowie są już dorośli, mają po osiemnaście lat, zaczynają się tworzyć związki. Jednak okazuje się, że nie do końca takie, jakich niektórzy z nich oczekiwali. Bo o ile Naruto...
