Kolejny rozdział.
Dziękuję tym kilku, tak zaledwie kilku osobom, którym chce się napisać coś na temat treści. Reszta komentarzy wygląda tak, jakby czytelnik kompletnie ignorował to, co działo się w danym rozdziale. Jakby on w ogóle nie miał fabuły. No cóż... Może to i lepiej, że to koniec i mamy już wszystko napisane.
Tak czy inaczej, opublikuję to do końca.
Indra
Naruto siedział na łóżku w sypialni Sasuke i patrzył na zdjęcie swojej drużyny ustawione na jednej z szafek. Poprzedniego dnia fotograf, który im je robił, trochę się irytował, bo dziewczyny znów się o coś pokłóciły i nie chciały wspólnie pozować, ale w końcu, po kilku próbach, udało się.
Sasuke nie miał z tym problemów, ustawił wszystkich po swojemu i zdjęcie wyszło za pierwszym podejściem. W ogóle według niego było to niepotrzebne i na początku chciał po prostu wrzucić zdjęcie do szuflady, ale Naruto się uparł, że tak nie można. Najpierw zrobił mu wykład o tym, że to buduje więzi, a potem kupił mu ramkę i zmusił do postawienia zdjęcia obok fotografii jego drużyny.
Na dzień dzisiejszy nie zaplanowali żadnych treningów, bo musieli najpierw zapoznać się z aktami geninów, poza tym dzisiaj żegnali Sakurę. Dlatego Naruto, już kompletnie ubrany, siedział i niecierpliwił się, czekając na Sasuke, który jeszcze brał prysznic.
– Długo jeszcze? – zapytał go, gdy w końcu wyszedł z łazienki.
Chyba po raz pierwszy to on czekał na Sasuke, a nie na odwrót. Denerwował się tym spotkaniem. Jak on nie lubił pożegnań. Od momentu, kiedy Sasuke odszedł z wioski – choć w ich przypadku to pożegnanie w Dolinie Końca było dość brutalne – znosił je naprawdę źle.
Naruto kupił Sakurze bardzo ładny złoty łańcuszek z małą, grawerowaną siódemką wykonany na zamówienie. Sasuke mógł sobie mówić, co chciał, ale on nadal uważał że są drużyną siódmą. Wydał na to naprawdę sporo pieniędzy, bo właściciel sklepu dał mu tylko niewielki rabat, tłumacząc się, że metale szlachetne ostatnio podrożały.
Naruto z racji tego, że przez ostatnie dwa miesiące siedział bez przerwy przy Sasuke w szpitalu i nie brał żadnych zleceń, dostawał tylko podstawową pensję, więc teraz stanął przed taką samą wizją jak swego czasu Kiba, który przegrał zakład i groziło mu jedzenie wyłącznie karmy Akamaru. Ale co tam. To w końcu chodziło o Sakurę. Miał co prawda nadzieję, że Sasuke się dołoży, ale jakoś nie wykazywał chęci. A on nie zamierzał go o to prosić, choć żabia portmonetka wyglądała naprawdę żałośnie.
Naruto jeszcze raz spojrzał do torby na prezent dla Sakury.
– Przecież nie wyparuje – usłyszał i spojrzał na Sasuke, który właśnie się ubierał. – Ten prezent. Patrzysz na niego, jakby ktoś miał ci go ukraść.
– Może ty, draniu. – Naruto wydął usta. – Przydałoby ci się coś, co ci przypomni, że drużyna to drużyna.
– Ty mi to przypominasz wystarczająco – zauważył z rozbawieniem Sasuke. – Wciąż zachowujesz się, jakbyś miał dwanaście lat.
– Coś ty powiedział?! – Naruto poderwał się z miejsca i dopadł do niego. – Jestem milion razy doroślejszy od ciebie!
– Na przykład teraz? – Sasuke uśmiechnął się kpiąco i przeczesał dłonią wciąż jeszcze wilgotne włosy. Wiedział, że zaraz muszą wychodzić, ale po prostu nie mógł nie sprowokować Naruto.
CZYTASZ
SasuNaru Hiden
FanfictionCzwarta Wielka Wojna Shinobi dobiegła końca i wszystko wraca do normy. Bohaterowie są już dorośli, mają po osiemnaście lat, zaczynają się tworzyć związki. Jednak okazuje się, że nie do końca takie, jakich niektórzy z nich oczekiwali. Bo o ile Naruto...
