Uparłam się, że napisze ten rozdział i opublikuję w Nowy Rok i się udało. Nie wiem, jak się spodoba, bo nie ma tu żadnych zaskakujących zwrotów akcji, ale takie rozdziały są częścią fabuły:)
Życzę wszystkim wszystkiego najlepszego w nowym roku:) I miłego czytania:)
Naruto przez dłuższą chwilę patrzył na zdezorientowany tłum, jednak w tym momencie to nie było dla niego ważne. Był zbyt oszołomiony, żeby się czymkolwiek przejmować.
– Naruto... – Kakashi chwycił go za ramię, ale się wyrwał.
Był na niego zły, wściekły, ale przede wszystkim czuł do niego taki żal, że jeszcze zrobiłby coś, czego nie powinien. Przecież Kakashi znał Sasuke, widział, że po wojnie się zmienił. Naruto, mimo że często wyklinał go w myślach za to, że nie pozwolił mu iść na misję, a potem, że musiał malować mu dom, nigdy nie sądziłby, że ich były sensei, a obecny Hokage może aż tak im nie ufać. To, do cholery, dzięki nim świat nadal istniał, a Sasuke dowiódł już swojej lojalności. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że cały czas myśli o sobie i Sasuke tylko i wyłącznie w kategorii „my". Chakra Kyyubiego znów niekontrolowanie zaczęła krążyć mu w żyłach, ale ostatkiem sił nie wszedł w jego tryb.
– Gdzie go zabrali – wydusił. – Co z nim zrobią?
Kakashi patrzył na Naruto i przez chwilę nic nie mówił. To, co się stało... Przez lata obserwował, jak jego uczeń obsesyjnie stara się sprowadzić Sasuke z powrotem do wioski. Trenował do upadłego, doprowadzając wszystkich innych do szału, cały czas wykrzykiwał te swoje hasła, zawsze stawał naprzeciwko każdego, kto chciałby Sasuke skrzywdzić. Jako jedyny kategorycznie sprzeciwił się tym, którzy podjęli decyzję, żeby zabić Sasuke. Przez ten cały czas w niego wierzył. Świata poza nim nie widział. I Kakashi miał wrażenie, że kiedy w końcu Naruto udało się odzyskać Sasuke, był najszczęśliwszą osobą na świecie. Mimo że stracił rękę, bronił go za wszelką cenę, nie pozwolił mu też odejść z wioski. Jednak zawsze sądził, że Naruto był szczęśliwy, bo osiągnął swój cel, uratował najlepszego przyjaciela, a nie dlatego, że go... kochał.
Kakashi próbował sobie wszystko przeanalizować, ale tak naprawdę to kto mógłby się domyślić? Przecież Naruto i Sasuke zachowywali się przez ten cały czas tak jak zawsze. Oni od małego trenowali razem, próbowali prześcignąć jeden drugiego, wydzierali się na siebie i obrażali. W tej kwestii nic, ale to absolutnie nic się nie zmieniło. Raz, co prawda raz, przyszła mu do głowy myśl, że Naruto może czuć do Sasuke coś więcej, ale szybko zrzucił to na karb przemęczenia. Przecież Naruto długi czas uganiał się za Sakurą. Kto by pomyślał, że on i Sasuke... Bo co do tego, że to jest obustronne, nie miał wątpliwości. I chyba nikt na tym placu również.
– Naruto, posłuchaj – odezwał się w końcu. – Sasuke, poddając się dobrowolnie, zrobił najlepszą rzecz, jaką mógł. To świadczy na jego korzyść.
– Tak, ci z Korzenia na pewno to wezmą pod uwagę – parsknął Naruto. Nie mógł inaczej, bo czuł, że głos mu się załamuje. Zawsze w takich sytuacjach maskował uczucia śmiechem, tylko ten zabrzmiał tak gorzko i ironicznie, że to do niego nie pasowało. Tylko... Tym razem chodziło o coś naprawdę strasznego. Już raz przez to przechodził i miał wrażenie, że teraz po prostu nie da rady. Nie po tym wszystkim, co między nimi było. – Gdzie on jest?
– Tego nie mogę zdradzić. Mogę jedynie obiecać, że jeżeli Sasuke jest niewinny, wróci. – Kakashi, widząc, że idą w ich stronę ludzie z Korzenia, ścisnął ramię Naruto. – Nie rób nic głupiego – powiedział jeszcze, po czym chwilę później zniknął w chmurce dymu.
CZYTASZ
SasuNaru Hiden
FanfictionCzwarta Wielka Wojna Shinobi dobiegła końca i wszystko wraca do normy. Bohaterowie są już dorośli, mają po osiemnaście lat, zaczynają się tworzyć związki. Jednak okazuje się, że nie do końca takie, jakich niektórzy z nich oczekiwali. Bo o ile Naruto...
