Rozdział 61

6.3K 499 114
                                        

Rozdział jest bardzo krótki, ale chciałam opublikować cokolwiek na Walentynki. Przy tym obiecuję, że następny pojawi się w miarę szybko. Jest kilka osób, które pomaga, zobaczymy, jak wyjdzie, wtedy oczywiście zamieszczę stosowne podziękowania:)


Sasuke siedział sam w małym pokoju. Tym razem nie było tu żadnych krat, a jedynie zwykłe drzwi, ale i tak sytuacja wydawała się niemalże identyczna jak wtedy po wojnie. Też poddał się sam, też był winny. Tyle że... W tamtym czasie czuł, że po prostu przegrał i było mu wszystko jedno, co z nim zrobią. A teraz... Teraz znowu miał dla kogo żyć. Sam nie mógł uwierzyć w to, jak bardzo Naruto go zmienił. Co prawda czasu nie mógł cofnąć, ale mógł próbować naprawić wszystko to, co złego zrobił.

Naruto od zawsze w niego wierzył i mu ufał. Podczas ich ostatniej walki w Dolinie Końca, powiedział mu wprost, że nie chce go zabić. To dla niego poświęcił nawet rękę, za wszelką cenę próbując go ocalić. I mu się udało. Ocalił go nie tylko przed innymi, ale też przed sobą samym. Sasuke w końcu zrozumiał, jak bardzo zaślepiała go najpierw zemsta, potem wizja własnej rzeczywistości. Jakby się nad tym zastanowić, to nie różnił się w tym za bardzo ani od Paina, ani od Madary. Oni też mieli własne wizje i nie przebierali w środkach, dążąc do ich realizacji.

Wtedy, ponad półtora roku temu, nie liczył na to, że kiedykolwiek go uwolnią. Był pogodzony z losem. I okazało się, że znów – jak zwykle – nie docenił Naruto. Jego determinacji, jego uporu. Kakashi, który wówczas zdjął mu z oczu pieczęć, opowiedział pokrótce, jak wyglądała sytuacja. Rada Starszych upierała się, że jest niebezpieczny i trzeba pozostawić go pod stałym nadzorem, byli też tacy, którzy wprost żądali kary śmierci. Był w końcu jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców, jego zdjęcie widniało w księdze BINGO, a dodatkowo, biorąc pod uwagę jaką siłą dysponował, stanowił nadal realne zagrożenie. Nikt mu nie ufał. I – myśląc zdroworozsądkowo – słusznie. Jednak Naruto nigdy nie grzeszył zdrowym rozsądkiem. Zawsze robił wszystko już, teraz, czasami zupełnie bez zastanowienia. Młotek. Sasuke uśmiechnął się lekko, kiedy przypomniał sobie słowa Kakashiego, opisującego moment, gdy Naruto wpadł na zebranie Rady i nie dał sobie wejść w słowo. Krzyczał, machał rękami i nie wyszedł – a tak konkretnie to nie dał się wyrzucić – dopóki nie zgodzili się z przynajmniej niektórymi jego argumentami.

Ostatecznie został wypuszczony. Głównie za sprawą Naruto, choć wiedział, że Kakashi też za niego poświadczył. A teraz znów trafił do aresztu. Tyle że tym razem nie miał złych zamiarów. Ukrycie zwojów było dla dobra wszystkich. Nadal uważał, że gdyby inne kraje dowiedziały się o tej technice, mogłoby dojść do kolejnej wojny. Bo kiedy jedna wioska dysponuje aż taką siłą, inne, koniec końców, poczują się zagrożone. Póki co obecni Kage ufali Naruto, ale czasy się zmieniają, oni odejdą, ich miejsca zajmą inni, młodsi, którzy nie do końca mogą pamiętać, co się działo podczas wojny i co zawdzięczają temu młotkowi. Jego młotkowi... Znów się uśmiechnął. Nie potrafił już inaczej o nim myśleć. Miał nadzieję, że on zrozumiał, co chciał mu powiedzieć na placu i w jego mieszkaniu domyśli się reszty.

Już wcześniej zauważył, że podróbki zwojów nie są doskonałe, dlatego wolał te oryginalne ukryć gdzie indziej. Spieszył się wtedy, musiał myśleć szybko, ale miał nadzieję, że Naruto zrozumie jego aluzje. Cała ta sprawa nie wyszła do końca tak, jakby chciał, dlatego miał świadomość, że coś może pójść nie po jego myśli. Łudził się jeszcze, że Kakashi po prostu zabierze zwoje i zaniesie je do podziemi, ale on kazał mu poczekać na przed gabinetem i wezwał do siebie specjalistów od szyfrowania. Czekał, choć już wiedział, że czegoś się domyślili. Przez dłuższy czas ciągle ktoś wchodził i wychodził, na korytarzu zrobiło się jakieś zamieszanie, więc w końcu zirytowany tymi wszystkimi ludźmi wyszedł przed budynek.

SasuNaru HidenOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz