Rozdział 21

11K 630 409
                                        


Zbliżamy się do końca pierwszego tomu. Dziękujemy wszystkim, którzy czytają i komentują.


Mimo że mieli wstać najwyżej dwie godziny później, do biblioteki dotarli dopiero około dziesiątej. Obojgu za dobrze się spało i kiedy zadzwonił budzik, Naruto tylko zarzucił Sasuke rękę na kark, przyciągając go do siebie i lokując się wygodnie w zagłębieniu jego obojczyka. Mruczał przy tym coś przez sen, ale żaden z nich nie byłby w stanie powiedzieć, co konkretnie.

Wchodząc, zwrócili uwagę, że wszyscy już są, a Sakura tłumaczy coś na rozwiniętym na stole zwoju. To był zapewne ten sam co wczoraj, zanim bibliotekarka ich wyrzuciła.

– No wreszcie jesteście – rzuciła, gdy ich tylko zobaczyła. W końcu niepisana, ale przyjacielska umowa między kandydatami na jounina była taka, że z niektórymi omawianymi zagadnieniami musieli czekać, aż zjawią się wszyscy.

– Chyba się nie wyspaliście – stwierdził pogodnie Sai, widząc ich zmizerniałe twarze.

Shikamaru, który w tym momencie się odwrócił, aż złapał się za głowę. Ten plaster na szyi Naruto... Westchnął zrezygnowany. Oj, będzie ciężko z nimi. Ciężej, niż się spodziewał.

– Naruto-kun, nic ci nie jest – zapytała zaniepokojona Hinata, która też dostrzegła opatrunek.

– A nie, nic, dzięki Hinata. Zadrasnąłem się, nic wielkiego... – Nerwowy śmiech rozniósł się po sali.

– Naruto, wszyscy wiedzą, że draśnięcie Kyuubi leczy w kilka chwil. Znowu żeście się potłukli? – Sakura westchnęła ciężko. – Siadajcie i zaczynamy – wskazała im dwa krzesła, które już na nich czekały.

Naruto, mimo ze starał się skupiać na słowach Sakury, cały czas rzucał ukradkowe spojrzenia Sasuke. Zrobili to. On to zrobił. Wczoraj Sasuke był jego, był tak blisko, że bliżej już nie można. Aż przeszły go dreszcze przyjemności. Chyba zagapił się na chwilę, bo poczuł mocne kopnięcie pod stołem. Rozejrzał się zdezorientowany i dostrzegł wymowną minę Shikamaru. A, tak... Racja. Mieli być ostrożni. Ale jak tu być ostrożnym, gdy Sasuke siedzi obok niego i wygląda jak wygląda. Ta jego twarz, gdy wczoraj się kochali... Dobra, Naruto Uzumaki, opanuj się – zacisnął ręce w pięści.

– Pieczętowanie żywych... hm... bytów jest najtrudniejszą sztuką – mówiła Sakura, która dzisiaj tłumaczyła zagadnienie z taką determinacją, jakby od tego miało zależeć jej życia. Wczoraj miała czas, żeby przestudiować wszystko jeszcze raz, zwłaszcza, że Tsunade pozwoliła jej wejść ze sobą do tajnego archiwum. Była Hokage sama musiała coś sprawdzić, więc Sakura skorzystała z okazji i przejrzała pozostałe dokumenty, które dotyczyły technik pieczętujących. Jej wiedza obecnie wykraczała poza wszystkie informacje, do których mogli dojść w bibliotece, więc zyskała uwagę Sasuke. – Jak już wam wcześniej mówiłam, specjalizował się w tym klan Uzumakich i to on najlepiej opanował tę sztukę. Początkowo zaczynali od najmniejszych rzeczy, ale później udało im się dojść do perfekcji. Naruto, nie bez przyczyny twoja mama była jinchuriki – umilkła na chwilę i spojrzała na niego. ­– Jak już pewnie wiecie, każda wioska używała innego rodzaju technik do zapieczętowania bestii w ciele nosiciela. Kakashi-sensei, to znaczy nasz Hokage, zorganizował specjalną grupę shinobi, którzy zajmowali się pieczętowaniem, żeby zbadać technikę Dziewięciu Konsumujących Pieczęci Duchowych Smoków, którą używało Akatsuki. Pain wyciągnął z ciał jinchurikich bestie i pieczętował je w posągu. Ta technika była bardziej skomplikowana od tej, dzięki której twoi rodzice, Naruto, zapieczętowali Kuramę. Składała się z pieczęci, których najprawdopodobniej używał sam Mędrzec Sześciu Ścieżek i była najbliższa tej, którą sam użył na sobie, żeby zapieczętować dziesięcioogoniastego – przerwała na chwilę, żeby zaczerpnąć oddechu. – Teraz mam wzór techniki, której twój tata użył na tobie, ale na drugim zwoju mam te, które używano na pieczętowaniu w innych wioskach. Możemy je porównać. Wtedy najlepiej zrozumiecie, jak działają te techniki...

SasuNaru HidenOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz