Ostatni taki rozdział wrzucony wcześniej, następny pojawi się za półtora tygodnia. Dziękujemy za wszystkie komentarze, zawsze czytamy i każdy naprawdę cieszy.
Rozdział miał się pojawić za trzy dni, ale skoro ma to podbudować na jutrzejszym egzaminie naszą czytelniczkę, to – naprawdę w ramach wyjątku – wklejamy dzisiaj.
Sasuke skończył swoje zadanie dość szybko. Minęły niecałe dwa dni, a on już wracał do Konohy, trzymając w kieszeni spodni zwój, który miał za zadanie zdobyć. Musiał przyznać, że nie było łatwo. Nie spodziewał się tego. Ci shinobi, którzy okazali się być jego przeciwnikami, użyli jakiegoś oślepiającego jutsu, przez które nie był w stanie używać żadnych technik ocznych. Był zdany jedynie na swój instynkt i siłę fizyczną. Niezłe posunięcie – pomyślał, będąc pewny, że to wszystko specjalnie było zaplanowane tak, żeby uderzyć w ich najsłabsze punkty. I tu musiał też przyznać rację Naruto. Walka fizyczna wyczerpała go dużo bardziej, niż używanie nawet najbardziej zaawansowanych technik. Jego chakra była na wykończeniu. Teraz musiał tylko dostarczyć zwój do Kakashiego i w końcu mógł wrócić do domu i się przespać.
– Sasuke-kun! – usłyszał, gdy tylko wszedł do głównej siedziby Hokage.
Sakura, której oczy na jego widok rozszerzyły się jak spodki, zerwała się z krzesła i rzuciła mu się na szyję, ściskając go z całej siły. Wyglądała, jakby coś ją opętało.
– Sakura, udusisz mnie! – Sasuke starał się ją odsunąć, ale nie puszczała.
– Sasuke-kun... Tak się bałam! – Sakura, nie zważając na nic, wtuliła głowę w jego tors, zaczynając zupełnie nagle płakać. Choć płakać, to było mało powiedziane. Ona wpadła w jakąś histerię.
Tego się nie spodziewał. Owszem, Sakura miał tendencje do rozklejania się, ale dlaczego teraz? Odsunął ją lekko, bo zaczęła go ściskać coraz bardziej. Zresztą, naprawdę nie znosił, gdy ktoś go dotykał. Poza Naruto, rzecz jasna.
Sakura otrząsnęła się, widząc zmoczoną kamizelkę Sasuke. Pociągnęła parę razy nosem i wyciągnęła chusteczkę, żeby wytrzeć oczy. Zareagowała impulsywnie, ale... Naprawdę się bała! Tak strasznie się o niego bała! Jej misja to była istna tortura. Odkąd wczoraj o dziewiątej rano wyruszyła z Konohy, starała się być bardzo uważna, wszystko dokładnie analizowała, ale i tak dała się złapać! Złapać w genjutsu jak głupia, zakochana nastolatka. Gdy go zobaczyła... Gdy zobaczyła Sasuke, który leżał między drzewami, poraniony, wykrwawiający się, praktycznie umierający, miała wrażenie, że serce stanęło jej na kilka sekund. To był tak autentyczny strach! Gdyby go straciła...
– Przepraszam, ja... – Odsunęła się bardziej, sięgając po kolejną chusteczkę i próbując się uspokoić. Przecież Sasuke tu był. Bezpieczny. I z tego, co zauważyła, nie odniósł żadnych obrażeń. Ale jej misja, ta iluzja... To wszystko pokazało jej, co mogła stracić. Musiała w końcu coś zrobić.
– O, no proszę, proszę... – usłyszeli głos z drugiego końca korytarza.
Oboje spojrzeli w tamtą stronę i zobaczyli Kibę, który szedł ze swoim zwojem w ręku. Ubranie miał całe potargane, z włosów wystawały mu gałązki i liście, a jego policzki były brudne od gliny. No przynajmniej wyglądało na to, że była to glina, a nie coś innego, bo z nim to nigdy nie wiadomo.
– Nie mogliście się pośpieszyć z tymi wybuchami czułości, zanim nie straciłem połowy swojej wypłaty? – zapytał gderliwym tonem. Przez ostatni miesiąc schudnął kilka kilogramów, zmuszony ograniczeniem swojego budżetu na jedzenie. Na szczęście nie było tak źle, żeby musiał jeść karmę Akamaru, ale niewiele brakowało.
CZYTASZ
SasuNaru Hiden
FanfictionCzwarta Wielka Wojna Shinobi dobiegła końca i wszystko wraca do normy. Bohaterowie są już dorośli, mają po osiemnaście lat, zaczynają się tworzyć związki. Jednak okazuje się, że nie do końca takie, jakich niektórzy z nich oczekiwali. Bo o ile Naruto...
