Witam, tym razem przybywam z nowym rozdziałem. Ostatnio nie bardzo miałam czas na pisanie, ale cały czas śledziłam Waszą aktywność tutaj i chyba nigdy się tak nie uśmiałam jak z niektórych dyskusji pod fragmentami. Naprawdę poprawiliście mi humor:)
Dziękuję też osobom, które zwróciły mi uwagę na błędy merytoryczne, na pewno to poprawię, bo wszystko musi się zgadzać.
Teraz rozdziały będą krótsze, ale wolę tak publikować, niż na siłę coś dopisywać.
Jak to się mówi: have fun:)
Była już późna noc, gdy Naruto wrócił do mieszkania Sasuke. Te pomidory nie dawały mu spokoju. No bo po co Sasuke mówiłby akurat o nich w takim momencie. Rozejrzał się po pokoju, niby z przyzwyczajenia, ale wtedy coś go tknęło. Ktoś tu był! Co prawda nadał panował tu nieludzki bałagan, ale to nie był jego bałagan. Ktoś poprzestawiał kilka rzeczy i krzak pomidora był z powrotem w doniczce. Naruto nawet przez chwilę zdążył pomyśleć, co by mu zrobił Sasuke za to, jak potraktował jego pomidory, ale zaraz znów odezwało się to uczucie niepokoju. To było dziwne. Bardzo dziwne. Może ANBU albo jeszcze gorzej – ktoś z Korzenia przeszukał mieszkanie pod jego nieobecność? Cholera, powinien tu siedzieć, a nie włóczyć się po wiosce w poszukiwaniu rozwiązania. Tym bardziej, że nic mądrego nie wymyślił. I jeszcze ci wszyscy ludzie plotkujący między sobą. Nazywali Sasuke zdrajcą. Tak jak kiedyś...
Gdyby tylko mógł o tym komuś powiedzieć. Na przykład Shikamaru. On na pewno coś by wymyślił, jakoś pomógł. Ale nie mógł nikomu powiedzieć, bo nie miał pojęcia, co siedziało w głowie Sasuke i co on znowu wymyślił. Cholera, powinni byli zniszczyć te zwoje, póki był jeszcze na to czas. Jeżeli one wpadłyby teraz w ręce na przykład Korzenia, byłoby kiepsko. Oczywiście nikt z nich nie zdołałby ich rozszyfrować bez Sharingana, ale już sam fakt, że tak ważny dowód znalazłby się w ich posiadaniu, postawiłby Sasuke w jeszcze trudniejszej sytuacji.
Naruto westchnął i jeszcze raz ogarnął wzrokiem pokój. Będzie musiał szukać do skutku. Widział co prawda, że to zupełnie bez sensu, bo przeszukał już gruntownie całe mieszkanie, ale może coś mu umknęło. Starał się zacząć myśleć jak Sasuke, ale to nie było łatwe. Ten drań zawsze miał zupełnie inny tok myślenia. Niech to, naprawdę chciałby w tej chwili z kimś porozmawiać, wyrzucić to wszystko z siebie.
Otworzył szerzej uchylone drzwi do sypialni, to od niej chciał zacząć, ale kiedy tylko przekroczył jej próg, po prostu zamarł. Tak, zdecydowanie ktoś tu był. Ale nie ANBU, nie Korzeń, tylko... Sakura. Siedziała w fotelu przy oknie, z głową opartą na rękach na parapecie. I najwyraźniej spała.
No jej na pewno się tu nie spodziewał, zwłaszcza po ich dzisiejszej rozmowie. Dała mu wtedy do zrozumienia, że... no że nie chce go widzieć. Brzmiało to okropnie, jednak tak to wyglądało i Naruto z oczywistych powodów nie mógłby mieć o to do niej pretensji. Wiedział, jak jej teraz było ciężko, wiedział też, że cokolwiek by nie powiedział, nie zmieni tego. Czyżby Sakura jeszcze o niczym nie wiedziała i chciała porozmawiać z Sasuke?
Zastanawiał się, czy powinien ją obudzić, ale w tym momencie podniosła głowę. Zmarszczyła brwi, jakby przez chwile nie wiedziała, gdzie się znajduje, dopiero po chwili ocknęła się.
– Sakura-chan – zaczął Naruto. – Sasuke tutaj nie ma, on...
– Wiem – przerwała mu Sakura, wstając z fotela. – Czekałam na ciebie.
Sakura po rozmowie z Kakashim była w lekkim szoku. Sasuke został aresztowany. Aresztowany i oskarżony o zdradę! I to chodziło o te zwoje z Suny. Cholera, dlaczego dała się wtedy namówić tym kunoichi na zakupy i SPA! Gdyby została wtedy z Sasuke, gdyby zobaczyła, co chce zrobić, jakoś by go odwiodła od tego pomysłu. Może gdyby... A niech to! Sasuke i tak nigdy jej nie słuchał, zawsze robił wszystko po swojemu. Najwyraźniej wtedy specjalnie zasugerował jej to wyjście. Gdyby go wtedy nie posłuchała, gdyby została...
CZYTASZ
SasuNaru Hiden
FanfictionCzwarta Wielka Wojna Shinobi dobiegła końca i wszystko wraca do normy. Bohaterowie są już dorośli, mają po osiemnaście lat, zaczynają się tworzyć związki. Jednak okazuje się, że nie do końca takie, jakich niektórzy z nich oczekiwali. Bo o ile Naruto...
