Byłam już w 2 miesiącu ciąży, cieszyłam się, że udało nam się utrzymać to w tajemnicy przed wszystkimi. Wiedziałam, że niedługo przyjdzie czas na luźnejsze ubrania.
Dzisiaj mieli przyjechać rodzice Neymara. Bardzo stresował mnie ten fakt. Nie miałam wcześniej okazji ich poznać, a w dodatku już przy pierwszym spotkaniu mieli dowiedzieć się, że będą znowu dziadkami.
Tamta kobieta nie dawała Neyowi spokoju. Ciągle nachodziła go na treningach. Możliwe, że była już w 5 lub w 6 miesiącu ciąży.
Naprawę wierzyłam, że ta dziewczyna chce go wrobić i wyciągnąć od niego spore pieniądze. Może z nią spał, ale spał z niezliczoną przeze mnie ilością kobiet i tylko jedna (teraz już dwie) zaszły z nim w ciążę.
Chciałam przygotować jakiś obiad na przyjazd rodziców Brazylijczyka, ale on na nic mi nie pozwalał, widziałam w tym plusy jak i minusy. Czułam się jak księżniczka, ale ciągłe wykorzystywanie Neymara ledwo się zaczęło, a ja już zaczynałam się dusić.
Sam nie umiał dobrze gotować, więc czym prędzej zarezerwował miejsce w jednej ze swoich ulubionych restauracji.
-Co jak mnie nie polubią? -spytałam tuląc się do pleców ukochanego, który stał przed lustrem w łazience.
-Kochanie oni nie mają wyjścia, muszą cię polubić, bo chcę spędzić z tobą resztę życia.
-Zmieniłeś się. -szepnęłam do jego ucha poczym ugryzłam lekko płatek.
***
Czekałam z Neymarem i Rafaellą już w restauracji. Trzymałam go mocno za rękę, a on gładziłem mnie po jej zewnętrznej stronie. Rafa próbowała mnie rozluźnić mówiąc, że ich rodzice są bardzo wyluzowani i jeszcze nigdy nie zdążyło się by kogoś ich znajomych nie zaakceptowali.
W końcu nadeszła ta pora, w progu restauracji pojawiła się pani Nadine i Neymar Senior.
Wszyscy wstaliśmy od stołu. Na powitanie jako pierwsza wyszła Rafaela, ja natomiast chowałam się na Neyem nie chcąc go puścić.
-Mamo, tato, to jest moja dziewczyna Carmen Messi.
Jego mama od razu wzięła mnie w swoje ramiona. To było przeurocze.
-Neymar przed naszym przyjazdem opowiadał nam bardzo dużo o tobie. -zawstydzyły mnie te słowa.
Później ojciec Brazylijczyka przywitał mnie podobnie, ale z trochę mniejszym entuzjazmem.
Usiedliśmy do stołu. Zanim kelner przyniósł wcześniej zamówione dania mieliśmy czas by sie trochę poznać.
Dobrze, że Neymar czasami lubi dużo mówić. Opowiedział swoim rodzicom, historię jak się poznaliśmy, omijając oczywiście pikantne szczegóły.
Pod stołem ciągle trzymałam go za rękę. O ciąży mieliśmy im powiedzieć dopiero po deserze.
Powoli zaczynałam się przy nich rozluźniać, możliwe, że było to za sprawą Rafaelli, która dorównywała swojemu bratu w kwestii rozrywkowości.
Wszystko przebiegało w należytym porządku. Potrafy smakowały, a rozmowy się kleiły i nie miały końca. Jednak ta najważniejsza zbliżała się wielkimi krokami.
-Chcemy wam coś powiedzieć. -zaczął Neymar, posyłając mi ciepłe spojrzenie. Przełknął ślinę i wziął głęboki oddech. Stresował się. -Carmen jest w ciąży!
Na te słowa pani Nadine i Rafaella od razu rzuciły się na mnie w celu gratulacji. Zaczęły dotykać mnie po brzuchu i wypytywać który to miesiąc. Inaczej było z ojcem Neya. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Siedział i patrzył w naszą stronę. Może wolał by to Carolina była z jego synem, bo w końcu urodziła mu pierworodnego.
Kiedy emocje opadły usiedliśmy z powrotem do stołu. Byłam pewna jednej rzeczy, że mama piłkarza na pewno mnie polubiłam. Gorzej było z tatą. Naprawdę martwiłam się, że będzie mnie traktować jak powietrze.
***
W domu usiadłam w salonie. Neymar widział, że czymś się martwię i nie mógł odpuścić sobie rozmowy. Położył swoje ręce na moim karku i zaczął go delikatnie masować.
-Nie przejmuj się moim tatą. On po prostu taki jest.
-Chciałabym, żeby wszyscy mnie zaakceptowali. Twoja mama jest taka uśmiechnięta i wesoła, a twój tata to kompletne przeciwieństwo.
-Widzisz, sama to zauważyłaś. Będzie dobrze. Obiecuję. -pocałował mnie w czoło. Trochę mnie to uspokoiło. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o jego ramię. -I proszę przestań się martwić, chyba nie chcesz zaszkodzić dziecku.
Skinęłam delikatnie głową, ale sama dobrze wiedziałam, że przed nami jeszcze dużo wyzwań i zmartwień. W dodatku media zaczęły się nami interesować i umówiłam się już na kilka wywiadów wraz z Neymarem. Nie chciałam pokazywać się bez niego, a nawet jakbym chciała, to on nie pozwoliłby mi w ciąży ruszać się samej dalej niż do wujków czy Messiego. Rozumiałam, że chciał się o mnie troszczyć, ale ciążą to nie choroba i w dodatku to był dopiero początek naszej rodzicielskiej przygody.
-Jutro jest mecz. Rafaella przyjedzie po ciebie i na miejscu będą też moi rodzice. Poznacie się bliżej. Wiesz wspólne przeżycia...
-Jasne... -w moim głosie nie było słychać entuzjazmu. Wolałam siedzieć w strefie dla rodzin piłkarzy wśród swoich znajomych, a nie w vipowskiej strefie za szkłem, że niby bezpieczniej i zdala od natrętnych fanów.
Reszta dnia minęła spokojnie. Tryb księżniczki został włączony. Masaż stóp to przyjemność, ciepła kąpiel jeszcze lepiej. Czułam się jak w siódmym niebie. Teraz byłam znośna, Neymar nie wiedział co będzie się działo w późniejszych miesiącach.
W końcu położyłam się w piżamie do łóżka. Nie miałam ochoty na sen. Znowu wstałam i zaczęłam szukać ukochanego po domu.
-Ney? -niepewnie zapytałam, gdy usłyszałam jego głos. Nie dobiegał z wnętrza domu, lecz z zewnątrz. Spojrzałam przez okno. To znowu ta sama kobieta. Ciężko było mi zrozumieć o czym rozmawiają, ale była to dość agresywna rozmowa.
Długo nie wytrzymałam i wyszłam do nich. Na mój widok dziewczyna uderzyła Neymara w policzek i wyzwała go od nieodpowiedzialnych dupków.
Złapałam ukochanego za rękę i pociągnęłam do domu. Chciałam by ta sprawa rozwiązała się jak najszybciej.
-Zrób coś z tą kobietą póki jeszcze mam cierpliwość.
-Ale to nie jest moje dziecko. Raz z nią spałem i byłem świadomy wszystkiego co z nią robiłem. Zrobię testy i wszystko się wyjaśni. Tylko mnie nie zostawiaj.
CZYTASZ
Misterio | Neymar Jr |
FanfictionCarmen straciła rodziców gdy miała 8 lat. Zamieszkała wtedy z Messim i jego rodzicami, to oni stali się dla niej pierwszą rodziną. Nigdy nie lubiła błysku fleszy, nie lubiła pokazywać się publicznie. Omijała mecze swojego kuzyna, bo nie chciała by ś...
