25

2.4K 90 37
                                        

Położyłem się wraz z Bruną na łóżku. Kiedy zdjąłem jej koszulkę i zacząłem całował jej dekolt, a później brzuch, coś mnie tknęło. Gwałtownie podniosłem się z jej ciała i usiadłem na brzegu łóżka, chowając twarz w dłoniach.

-Ney, czemu przerwałeś? -zaczęła dotykając dłońmi moich nagich pleców.

-Wyjdź stąd. -dopiero w tamtej chwili dotarło do mnie, do czego mogłoby dojść.

-To znaczy, że ci się nie podobało? Kochanie, przecież to dopiero początek...-znowu mruczała mi do ucha, a rękę położyła na moich bokserkach.

-Wyjdź, bo jak nie to wrzucę cię stąd siłą! -odepchnąłem ją od siebie i zgarnąłem swoją koszulkę i spodnie z podłogi w celu ponownego ubrania.

Bruna najwidoczniej w końcu sobie odpuściła i ubrała się. Chciałem z nią normalnie porozmawiać, jak starzy znajomi czy przyjaciele, ale jak widać jej chyba zależało tylko na fizycznej przyjemności.
Kiedy wstała z łóżka i opuściła sypialnie, poszedłem za nią. W końcu ubrała buty i wzięła torebkę.

-Wiesz, że jeszcze tu wrócę, będziesz mój i wszyscy dookoła nas będą szczęśliwi z tego związku, w porównaniu do tego, w którym jesteś teraz. -powiedziała trzaskając drzwiami.

Byłem załamany, martwiłem się, co powiedzieć Carmen, przecież nic nie wskórałem w związku z Bruną, a siedziała tutaj z dwie godziny. Powiedzieć prawdę czy skłamać? Kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później wyjdzie. No a prawda? Czy ona mi wybaczy, w sumie to do niczego znaczącego nie doszło, tylko całowanie.
I w ogóle, co Bruna miała na myśli poprzez swoje ostatnie słowa? Może Carmen miała rację i coś jest na rzeczy z moim ojcem. Musiałem z nim też porozmawiać, ale na pewno nie dzisiaj, za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Z tego wszystkiego zapomniałem już o tamtej dziewczynie, co próbuje mnie wrobić w ciążę, bo w sumie ta sprawa ucichła, a dziewczyna jakby się rozpłynęła. Te wszystkie problemy zwaliły się tak nagle.

Sięgnąłem po kluczyki i pojechałem po Carmen do jej rodziny. Coś mi mówiło, że musi być właśnie tam. Nie dzwoniłem do niej, bo znając ją, nie odebrałaby. Po drodze kupiłem bukiet czerwonych róż. Czy to wyrzuty sumienia?

Pani Celia i pan Jorge przywitali mnie z uśmiechem na ustach i zaprosili do salonu, gdzie siedziała Carmen.
Na mój widok na jej twarzy również zawitał uśmiech, chyba nie umiała się za długo gniewać. Podarowałem jej bukiet kwiatów i pocałowałem w czubek głowy.

-Kochanie, ja przepraszam. Wróćmy do domu.

Zgodziła się, i nawet dała się złapać za rękę, jednak całą drogę do domu w samochodzie panowała cisza, nawet nie włączyłem radia.

***

-Co tam u Bruny?  -zapytała wsadzając bukiet do wazonu. Z jego głosu wynikało, że nadal jej niezadowolona. To był ten moment.

-Przyjechała, bo chciała do mnie wrócić. Próbowała mi wcisnąć, że byliśmy idealną parą i że wszyscy nas kochali.

Carmen tylko skinęła głową i udała się do sypialni. Można powiedzieć, że powiedziałem pół prawdy.
Poszedłem za ukochaną, która położyła się już spać. Nie spodziewałam się, że to wszystko będzie takie trudne.

-Jutro przyjedzie mój tata...

-Jutro też mam sobie pójść? 

Usiadłem przy niej i zacząłem głaskać ją po brzuchu. Kiedy zamykałem oczy widziałem tamtą scenę z Bruną. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, ale opanowałem to i uśmiechnęłem się do ukochanej.

-Możesz zostać, wiesz, że cię kocham i nie zostawię cię nigdy samej. Odnaleźliśmy się i nic, ani nikt nas nie rozdzieli. W drodze do domu twojego  wuja i cioci kupiłem coś dla naszego maluszka.

Wróciłem szybko do samochodu po małe pudełeczko, które później podałem ukochanej. Kiedy je otworzyła w jej oczach pojawiły się łzy. Nadal nie znaliśmy płci dziecka, ale ja ciągle stawałem na chłopca, dlatego kupiłem niebieskie śpioszki.

-Są śliczne. -dziewczyna uwiesiła się na mojej szyi. I niby jak miałem powiedzieć jej prawdę, kiedy wyglądała na taką szczęśliwą.

***

Siedzieliśmy w trójkę w salonie, ja z Carmen na kanapie, a ojciec na fotelu. Czułem, że przy mojej dziewczynie, tata nie będzie chciał za dużo mówić, albo właśnie wręcz przeciwnie, będzie mówił przykre dla Cam rzeczy.

-Tato, czemu nie lubisz Carmen? -musiałem jakoś zacząć rozmowę.

-Nie uważasz, że Bruna była lepsza? Z resztą słyszałem od niej, że mieliście tu wczoraj wesoło.

-Neymar o co chodzi? -w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Już chciałem jej wszystko wytłumaczyć, ale oczywiście tata musiał się wtrącić.

-Czyli mój syn, nie przyznał się, że wczoraj baraszkował w waszym łóżku z Bruną.

Carmen nie wytrzymała i uderzyła mnie w policzek, widziałem, że chciała to samo zrobić mojemu tacie, ale zrezygnowała i skierowała się do wyjścia.

-Cam, do niczego nie doszło, tylko...tylko.

-Tylko co?!

Z każdym krokiem, kiedy próbowałem się do niej przybliżyć ona cofała się o kilka kolejnych. Wziąłem głęboki oddech.

-Całowaliśmy się, ale na tym koniec. W ostatniej chwili się opanowałem! -nie umiałem już zachować spokoju.

Nie chciałem stracić Carmen. Uklęknąłem przed nią i złapałem ją za ręce, które zacząłem chaotycznie całować. W końcu bez żadnego słowa wyrwała je i wyszła. Chciałem za nią biec, ale wiedziałem, że nic nie wskóram. Wróciłem ze łzami w oczach do ojca. Pierwszy raz byłem na niego tak bardzo wściekły.

-Próba z kobietą w ciąży nie podziałała na nią, ale pojawienie się Bruny owszem.

-O czym ty mówisz? -trzymałem w dłoni jej starą bransoletkę z wakacji. Przyłożyłem ją mocno do piersi i zacząłem płakać.

-Nie ma żadnej dziewczyny, która chciała cię wrobić w ciążę, wynająłem ją z nadzieją, że ta twoja Carmen przez taką informację cię zostawi, ale okazało się być inaczej, więc Bruna i ja wpadliśmy na inny pomysł.

Nie wierzyłem w słowa ojca. Dlaczego on tak bardzo nie lubił Carmen, przez niego prawdopodobnie straciłem ją i nasze dziecko.

____
Za dużo dialogów, ale inaczej się nie dało. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z tego rozdziału, dlatego też pojawia się dzisiaj, a nie w piątek.

Misterio | Neymar Jr |Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz