03.04.2018r., wtorek, godz. 23:11
Święta, święta i po świętach. Rodzinka przyjechała, najadłam się, odpoczęłam. I co? I trzeba wracać do rzeczywistości. Nie wiem czy płakać po raz kolejny czy to zlać. Tak i tak niedobrze. Już nie mam siły myśleć o tym co będzie. Ale nie da się żyć tu i teraz. No po prostu się nie da.
Każdego dnia coraz mniej boję się śmierci. To straszne, wiem. Zaczęłam myśleć o pisaniu listów, ale nie wiem czy to już ten moment. Gdyby się nie udało, to tak trochę dziwnie. Po prostu chcę żeby już przestało boleć. Co ktoś przyjechał z rodziny to zaczynał temat ojca. Myślałam, że tam wybuchnę. Na każdym kroku o tym myślę, a powinnam to olać. Inni jakoś żyją bez tych ojców. Tylko ja jestem jakimś wyjątkiem. Zjada mnie to od środka. Piszę tu bo muszę to z siebie wyrzucić, a nie mam komu w tym momencie więc.. co mi szkodzi.
Czuję się po prostu bezużyteczna. Odcinam się, ale tak będzie lepiej. Jak odejdę to będzie mniej boleć. Chociaż kogo by to mogło zaboleć. Kurwa, jestem egoistką, wiem. Nie umiem tego przezwyciężyć. Boję się każdego kolejnego dnia. Ten strach pochłania mnie całą. To całkiem inne uczucie gdy śni ci się, że zostajesz sam, a potem... nie ma nic. Taka pustka. Przepraszam, że nie mogę być idealna. Bardzo bym chciała spełniać te wszystkie wymagania, które wszyscy stawiają względem mnie. Ale nie umiem. Nie podniosę się tak po prostu. To nie jest zrozumiałe i nikt wkoło tego nie rozumie. Bo się nie da. Nie da się żyć z kimś takim jak ja. To ciężar. A kto na własne życzenie chciałby nieść taki ciężar? Nie znam kogoś takiego.
Jutro szkoła, więc pora spać, albo próbować spać. To drugie jest bliższe prawdy.
Łapcie Simple Plan:
CZYTASZ
Dziennik depresji
SaggisticaPiszę ten dziennik, historię, ponieważ sobie nie radzę. Robię to bo jestem tutaj chociaż po części anonimowa i może da mi to jakąś ulgę. Zależy mi na uwolnieniu tego wszystkiego co we mnie siedzi, tych wszystkich demonów, z którymi walczę każdego dn...
