Rozdział 7.

57.3K 1.5K 2.9K
                                    

Rozdział 7. "Potrzebuję twojej pomocy."

Liczba słów: 7446.


Całą podróż samolotem poświęciłyśmy na kolejnych dyskusjach na temat książek, które czasami były nam przerywane przez domagające się uwagi dzieci lub państwo King, którzy próbowali kilka razy zapoczątkować z nami rozmowę, co im się ostatecznie nie powiodło.

Gdy dwa mole książkowe spotykały się, trudno było powstrzymać je od czytania lub rozmowy o książkach.

Tylko Tylor, który miał być moim nowym ochroniarzem, siedział w ciszy.

- Sapphire, jesteś pewna, że wzięłaś wszystko? – zapytała pani King, próbując po raz kolejny dołączyć w jakiś sposób do naszej rozmowy. – Pięć walizek to całkiem mało.

- Pięć walizek, podręczna torba, dwa plecaki, torebka i olbrzymi kufer na kosmetyki – poprawiła ją Sapphire, po czym odwróciła się do mnie. – Ten kufer jest zainspirowany tym z Hanny Montany z tego filmu z 2009. Czytałaś książki Hanny jako dziecko?

- Wszystkie dwadzieścia! – zawołałam. – To chyba jedyna seria książek, w których byłam w stanie znieść obrazki.

Pani King wydała z siebie rozczarowane westchnięcie, ale dała już nam spokój. Gdy wcześniej próbowała nas zagadać o pogodzie, muzyce czy jedzeniu, skończyło się tak samo. Nie byłam w stanie się powstrzymać, by zakończyć rozmowę z Sapphire.

Wcześniej jedyną moją „koleżanką od książki" była pani Montgomery, a z nią mogłam rozmawiać tylko na lekcji, po lekcjach lub podczas przerwy obiadowej... czyli rzadko.

Za rzadko.

- Cieszę się, że się tak dobrze dogadujecie – powiedział pan King. – Ale za pięć minut lądujemy, więc dobrze by było, gdybyście zapięły już pasy.

Choć byłam przyzwyczajona do podróży samolotem w pierwszej klasie, prywatny odrzutowiec to było zupełnie coś innego. Wiedziałam, że im faktycznie się przydawał, gdy latali zawierać sojusze, odwiedzać underbossów i tak dalej, ale wciąż wydawało mi się to zbędnym przepychem.

- Podchodzimy do lądowania, proszę zapiąć pasy i się odprężyć. – Usłyszałam głos stewardessy dobiegający z głośniczka nad nami.

Posłusznie wyprostowałam się na fotelu, zapięłam pasy i z wdzięcznym uśmiechem przyjęłam gumę do żucia od pani King. Gdy zmiana ciśnienia zatkała mi uszy, zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko.

Od zawsze nienawidziłam wprost latać samolotami i choć prywatny odrzutowiec był wyjątkowo komfortowy, to nie był on w stanie powstrzymać mojego złego samopoczucia i strachu.

Zaciskałam powieki przez kilka minut, zanim w końcu nie poczułam lekkiego trzęsienia, które sygnalizowało wylądowanie na lotnisku w Rochester. Dopiero wtedy otworzyłam oczy i odetchnęłam lekko z ulgą.

O wiele bardziej wolałam jazdę samochodem.

- Wyjrzyj przez okno, Rita – powiedziała z szerokim uśmiechem pani King, wpatrując się w to przy sobie.

Zmarszczyłam brwi, ale zgodnie z jej poleceniem wyjrzałam, by po chwili uśmiechnąć się szeroko.

Mimo wyraźnej niechęci kilku pracowników lotniska, tuż przy jednym z samolotów obok nas stali Andy z rodzicami i nonną. Obok Ryan, za plecami którego czuwali Anthony i Kenneth. Zwłaszcza Tony wydawał się być podekscytowany, czemu nie mogłam się dziwić. Wszyscy mieli na sobie dżinsy, białe koszulki i marynarki poza tatą, który ubrał zwyczajowo pełen garnitur.

Narzeczona Bossa - [Zakończona.]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz